STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Ani myślę chodzić w czymś takim. Lubię, jak mi przewiewa intymne zakątki, to bardzo zdrowe..." - czarodziej na Mistrzostwach Świata w quidditchu

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Siostra


Siostra

*** ***

Strona: 1/2

-Wreszcie jesteście!- wykrzyknęła pani Weasley kiedy wszyscy wkroczyli do wąskiego przedsionka.
-Witaj Harry kochaneczku!- powiedziała i objęła chłopca.
Kiedy już rozluźniła uścisk i spróbowała przygładzić sterczące we wszystkie strony włosy Harryego powitała resztę, to znaczy Tonks (dziś miała kasztanowe loki sięgające pasa), Szalonookiego, profesor McGonagall, Artura Weasleya i profesora Lupina (chyba zbliża się pełnia).


Rozdział I

-Wreszcie jesteście!- wykrzyknęła pani Weasley kiedy wszyscy wkroczyli do wąskiego przedsionka.

-Witaj Harry kochaneczku!- powiedziała i objęła chłopca.

Kiedy już rozluźniła uścisk i spróbowała przygładzić sterczące we wszystkie strony włosy Harryego powitała resztę, to znaczy Tonks (dziś miała kasztanowe loki sięgające pasa), Szalonookiego, profesor McGonagall, Artura Weasleya i profesora Lupina (chyba zbliża się pełnia).

-No wchodźcie, wchodźcie- zachęcała- Minerwo napijesz się czegoś?

-Dziękuję Molly- odparła McGonagall -Muszę już wracać.

-Och, tylko na godzinkę. Upiekłam ciasteczka.

-Naprawdę dziękuję. Harry – spojrzała w stronę chłopca – Harry uważaj na siebie.

Czyżby to była troska?

Profesor McGonagall odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Wywołało to dość spore poruszenie, bo i tak panował tłok, a dodatkowe zamieszanie było co najmniej nie na miejscu. Jakoś udało im się uformować wąski przesmyk i pani profesor wydostała się na zewnątrz. Kiedy już wszyscy powrócili na dawne miejsca i Tonks podniosła drewniany taboret, który przewróciła, pani Weasley zaprosiła podróżników na herbatę i ciastka.

-Och, zapomniałbym – Lupin odwrócił się – Harry czekają na Ciebie. – wskazał palcem na szczyt schodów i uśmiechnął się lekko. – Tylko przyjdźcie na te ciasteczka, bo Molly naprawdę się napracowała- urwał i zamyślił się na chwilę- No i na pewno są pyszne.

Harry z trudem odwzajemnił kolejny uśmiech, który posłał mu profesor.

Ron i Hermiona.

Czekali na niego cały lipiec. Będą chcieli porozmawiać. Pewnie o Syriuszu.

Nie.

Nie będzie o nim rozmawiał. Przecież sami widzieli co się stało. Nie ma ochoty tego przeżywać jeszcze raz, szczególnie kiedy co noc śni mu się ten sam sen.

Wszędzie błyskają snopy iskier i kolorowego światła. Wszyscy walczą ze wszystkimi. Szamotanina staje się coraz bardziej zaciekła, okrzyki coraz głośniejsze i nagle wszystko zamiera. Harry odwraca się i widzi jak jego ojciec chrzestny upada za falującą kotarę w jednym z pomieszczeń Departamentu Tajemnic. Bellatrix Lestrange śmieje się szyderczo, a Syriusz nie pojawia się pod łukiem, za który wpadł. Chłopak chce się poruszyć, krzyknąć, zrobić cokolwiek. Nie może. Szarpie się z niewidzialnym przeciwnikiem i znowu słyszy w głowie syk. Potter… Potter… Potter. Coraz wyraźniej. Ktoś stąpa po marmurowej posadzce za jego plecami. Nie chce się odwrócić, ale Niewidzialny brutalnie rzuca go pod kolana zbliżającego się cienia. Potter… Potter… Potter… Zna ten głos. Podnosi się na równe nogi i staje twarzą w twarz z wysoką, zakapturzoną postacią. W fałdach czarnej peleryny znika koścista, biała dłoń. Tajemniczy Ktoś powoli zsuwa z głowy tkaninę. Harry czuje jak serce uporczywie próbuje wyrwać mu się z piersi. Kaptur opada i… Chłopiec budzi się cały zlany potem.

Nie. O Syriuszu nie rozmawiamy.

Zebrał się w sobie i ruszył w stronę schodów, kiedy już dotarł pod drzwi pokoju, w którym zwykle śpi z Ronem zawahał się. Ale gdzie pójdzie jeżeli teraz tam nie wejdzie? Do kuchni czy do… Hardodziób! Hipogryf zajmuje przecież jedno z pomieszczeń. Cofnął rękę i podszedł do kolejnych drzwi. Otworzył. Pół orzeł-pół koń leżał przy kominku zwinięty na jakimś prześcieradle. Harry odchrząknął nieco głośniej niż powinno się to robić i kiedy zwierze otwarło swoje bursztynowe oko ukłonił się nisko. Hardodziób skinął swoją upierzoną głową i chłopiec podszedł by podrapać go po potężnej szyi. Siedzieli tak prawie godzinę kiedy Harry uznał, że już najwyższy czas pojawić się na herbatce pani Weasley. Wstał i udał się do drzwi. Kiedy już trzymał klamkę pół orzeł zaskrzeczał cicho za jego plecami.

-Też ci go brakuje- rzucił.

Syriusz całe dnie spędzał w tym pokoju. Nawet hipogryf za nim tęskni





Nie pamiętał jak trafił na miejsce przy stole w kuchni, ani jak znalazł się w ciepłym łóżku. Tylko jedno odbiło się w jego umyśle. Sen. Znów ten sam. Kiedy starał się ochłonąć po nagłym zbudzeniu przemyślał dokładnie cały dzień od przyjazdu pod numer 12 Grimmauld Place aż do spotkania z Hardodziobem. Nie powinien uciekać przed przyjaciółmi. Szczególnie przed

Ronem i Hermioną. Uznał, że przed śniadaniem ich przeprosi.

Położył rozczochraną głowę na poduszce i zasnął. Sen nie pojawił się ponownie. Nigdy nie wracał, więc Harry mógł spokojnie przespać resztę nocy, która mu jeszcze pozostała.





Kiedy następnego dnia pierwsze promyki słońca przedzierały się przez ciężkie zasłony w pokoju chłopców Harry siedział już ubrany na brzegu łóżka. Czekał aż Ron się obudzi, bo uznał, że przeprosiny zacznie od niego. Trochę to trwało, a jego przyjaciel nie należał do rannych ptaszków. W dodatku był środek wakacji i mógł pospać trochę dłużej. Kiedy wściekle ruda czupryna poruszyła się energicznie na poduszce i szczupły, nieco nieprzytomny chłopiec usiadł na materacu Harry wstał i podszedł do sąsiedniego łóżka. Poczekał jeszcze chwilę, bo Ron ziewnął potężnie. Kiedy już jego przyjaciel otrzeźwiał zebrał się w sobie i powiedział:

-Ron.- głowa chłopca obróciła się w jego stronę –Ron ja przepraszam za wczoraj, no wiesz za to, że was unikałem.

-Nie ma sprawy Harry. Wiedzieliśmy, że możesz nie chcieć z nami rozmawiać. –odpowiedział Ron

-Nie, to nie tak. Ja po prostu…

-Harry – wpadł mu w słowo –Harry wszyscy wiemy co się stało. Syriusz był twoim i naszym przyjacielem. Tobie będzie go brakowało najbardziej. Nie będziemy Cię zmuszać do rozmowy. Będziesz chciał, to sam do nas przyjdziesz.

Poczuł falę sympatii do Rona. Więc nie chcą go zadręczać pytaniami. Zrobiło mu się raźniej.

-No to może chodźmy na śniadanie bo zaraz umrę z głodu- rzekł Ron trzymając się za brzuch.

-Dobra. Muszę jeszcze coś załatwić. – i wyszedł z pokoju.

Na korytarzu udał się w stronę pokoju dziewcząt. Już miał zapukać, gdy drzwi same się otworzyły i stanęła przed nim Ginny.

-Cześć Harry. Nie widziałam Cię wczoraj.

-Ginny, przepraszam wczoraj byłem…

-Dobrze, nie musisz przepraszać.- powiedziała szybko dziewczyna- Gdzie idziesz?

-Szukam Hermiony. Nie wiesz gdzie jest?

-Wiem. Już się ubrała. Zawołać ją?

-Byłbym wdzięczny.

I weszła do pokoju. Po chwili wróciła z Hermioną.

-Przyjdziecie na śniadanie?- odwróciła się schodząc ze schodów.

-Tak, tak- odpowiedział pospiesznie Harry.

Oboje patrzyli jak rudowłosa głowa Ginny powoli znika z widoku.

-Słucham. Coś się stało?- zapytała postać z burzą brązowych włosów.

-Nie. To znaczy tak. Chciałem przeprosić za wczoraj. No wiesz byłem trochę, eee…

-…niekontaktowy?- wpadła mu w słowo Hermiona.

-Właśnie.

-Nie martw się Harry. Będzie dobrze. Zobaczysz. Przecież nie zostawimy Cię z tym samego.- i uśmiechnęła się przyjaźnie.

Kamień spadł mu z serca. Nie obrazili się. Ani Ron, ani Hermiona.

-To co? Idziemy?- zapytała dziewczyna.

-Jasne!- rzekł ochoczo Harry.- Może poczekajmy na Rona. Jak sobie pójdziemy to się jeszcze obrazi. Ostatnio jest taki wrażliwy.

Rechocząc pod nosem usiedli na schodach.





Wszyscy zasiedli za wyszorowanym do szarości stole kuchennym. Pani Weasley podała znakomitą jajecznicę z bekonem i tosty. Tonks wkroczyła do pomieszczenia jako ostatnia (powróciła do dawnego, wściekle różowego koloru krótkiej czupryny) przepadając przez porzuconą w wejściu parę ciężkich butów. Kiedy już wstała („Nic mi nie jest, nic mi nie jest…”), Hermiona zaparzyła znakomitą herbatę. Harry nalał sobie filiżankę i pogrążył się w ciekawej rozmowie na temat ostatniej wygranej drużyny Czerwonych z Kentucky z Fredem i Georgem. Później gorąco konwersował z panem Weasleyem o zastosowaniu elektrycznych szczoteczek do zębów.

Podnieśli zza stołu po trzech miłych godzinach. Profesor Lupin szybko wyszedł. Zapewne chciał wysłać sowę, bo w ręku ściskał kawałek pergaminu. Ale od rana zachowywał się dość dziwnie. Zerkał w stronę drzwi, ustawicznie spoglądał na zegarek, był trochę nieobecny. Zdecydowanie czekał na coś, albo na kogoś. Ron i Hermiona też to zauważyli, bo za każdym razem kiedy patrzył na zegarek rzucali mu spojrzenia w stylu co-mu-się-dzieje lub dlaczego-patrzy-na-ten-zegarek.

Wspinając się po schodach trójka przyjaciół mogła swobodnie porozmawiać o dziwnym zachowaniu Lupina.

-Może bolą go oczy…-zaczął Ron – ciągle patrzył na ten zegarek, to na drzwi... Albo wilkołaki tak mają…

-Ron!- krzyknęła Hermiona – Nie wiem czy zauważyłeś, ale to, że profesor Lupin jest wilkołakiem nigdy nie odbiło się na jego zachowaniu kiedy jest no wiecie…bardziej…eee…człowiekiem…

-Ma rację - powiedział Harry

-Więc co się z nim dzieje?- zapytała dziewczyna.

-Nie wiem, ale to musi być coś poważnego, bo jeszcze nigdy się tak nie zachowywał.- odpowiedział chłopiec.

-Może zmienimy temat, co?- zaproponowała Hermiona.

-Dobrze. Więc jak idzie interes Freda i Georga?- zapytał niewinnie Harry.

-Podobno świetnie.- odparł Ron.

- Podobno?

-Jeszcze nas tam nie zaprosili.

-Jak to?

-Fred powiedział mi, że na razie mają taki asortyment, którego mama nie chciałaby widzieć…

-Aha.-rzekł Harry i na tym zakończyła się ta rozmowa. Wszyscy weszli do wspólnego pokoju chłopców. Tam czekali na nich Fred, George i Ginny.

-Nie wiecie co się dzieje z profesorem Lupinem? Wyszedł zaraz po śniadaniu z Tonks i Moodym, a mama mówi, że mogą dzisiaj nie wrócić.- oświadczyła rudowłosa dziewczynka.

-Jakiś dziwny dzisiaj był…-dodał Fred.

-…nerwowy…-dopowiedział George.

-…pewnie jest chory…-wtrącił Fred.

-…może znalazł sobie jakąś miłą dziewczynę też pogryzioną przez wilkołaka…-powiedział George z uśmiechem na twarzy.

-Och przestańcie!- krzyknęła Hermiona- To wcale nie jest śmieszne!

-Co?- zapytał Fred

-Nie wolno naśmiewać się z kogoś kto jest wilkołakiem!

-Hermiono to był tylko żart. Ż-A-R-T.

-Nie miałbyś ochoty na żarty, gdyby wilkołak pogryzł ciebie.- odgryzła się Hermiona i puściła lodowate spojrzenie bliźniakom.

-Kurcze…- powiedział Ron- …czy wy zawsze tak musicie…?- przerwał, bo Hermiona popatrzyła na niego prawie jak profesor McGonagall (czyli niezbyt przyjaźnie!).

- Wróćmy do tematu.- zaproponowała Ginny.

-To nie ma sensu. Wszyscy wiemy tyle samo - NIC!- krzyknął zirytowany Harry.

-Na pewno…- odpowiedziała tajemniczo Ginny.

-Co masz na myśli?- zapytała zaintrygowana Hermiona przysuwając krzesło do młodszej przyjaciółki - Wiesz coś?

-Słyszałam,… – zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu, więc siłą rzeczy wszyscy zbliżyli się do Ginny, która mówiła z błyskiem w oku -… słyszałam jak ostatnio mówili o jakiejś kobiecie…

-Jakiej kobiecie?- wypalił Ron, a Hermiona szybko zakryła mu dłonią usta.

-Skąd wiesz, że to kobieta?- prawie krzyknął Harry i znów Hermiona musiała kogoś (czyt. Harryego) uciszyć.

Ginny kontynuowała, a trójka (Ron, Harry i Hermiona) słuchała niecierpliwie. Nie przeszkadzała im nawet niewygodna pozycja w jakiej się znajdowali. Mianowicie: chłopcy siedzieli wpatrując się w drobną rudowłosą postać, i trzymając dłonie Hermiony, które spoczywały na ich ustach. Sama Hermiona nie zważała na ból w okolicach ramion (bolały ją, bo ręce trzymała zazwyczaj niżej, taszcząc opasłe tomy), tylko czekała na każde kolejne słowo wypowiedziane przez drugą dziewczynę znajdującą się w pomieszczeniu.

-Dowiecie się wszystkiego, jeżeli tylko pozwolicie mi skończyć!- wyrzuciła z siebie Ginny.

Nikt się nie odezwał.

-Słyszałam jak ostatnio Lupin i Snape…- Fred już otwierał usta, ale Ron był szybszy i (idąc śladem Hermiony) powstrzymał go przed wykrzyknięciem „Snape”- …rozmawiali o jakiejś kobiecie…- znów urwała, bo tym razem George spróbował się odezwać, ale Fred zdołał go w porę uciszyć-… na pewno o kobiecie bo mówili „ONA może tego nie przeżyć”, albo „Przywieźcie JĄ tu”. Lupin strasznie się martwił. Snape chyba też… Mówili, że ją tu przywiozą, że jest w ciężkim stanie, i że może się nie otrząsnąć. Nie wiem po czym…- wszyscy się w nią wpatrywali – To już koniec.

Opuścili dłonie.

-Trochę to dziwne… Sami powiedzcie, że Snape i Lupin rozmawiający ze sobą to rzadko spotykane zjawisko…- powiedział Ron.

-Jeżeli Ronald rozpoczyna swoje naukowe wywody, to my nie mamy zamiaru w tym uczestniczyć…- oświadczył oficjalnym tonem Fred

-…szczególnie jeżeli jego niekompetencje i zatrważająco wysoki poziom zidiocenia sięgnęły prawie zenitu.- dodał George znakomicie udając Percyego – Bracie…- zwrócił się do Freda- …wychodzimy. – I wyszyli.

-Pójdę pomóc mamie- powiedziała Ginny i też opuściła pokój.

-O co w tym wszystkim chodzi!?- wykrzyknął zdezorientowany Ron.

-Nie wiem, ale nie podoba mi się to. – odparł Harry.





Obiad był znakomity, więc wszyscy nieco ospali szukali sposobu na zabicie czasu: czytali książki (Hermiona), grali w szachy (Ron i Harry), sporządzali listy zamówień (bliźniacy), czy drzemali na kanapie (Ginny). Wskazówki w zegarze powoli odmierzały kolejne sekundy, minuty i godziny. Tylko pani Weasley krzątała się w kuchni i co jakiś czas słychać było brzdęk talerzy i garnków. Idylla… Do wieczora niewiele się zmieniło. Ale około osiemnastej huknęło i pani Black rozpoczęła swoje wrzaski.

-PLUGAWE, ŚMIERDZĄCE SZLAMY, MIESZAŃCE, PRZEKLĘCI ZŁODZIEJE HAŃBICIE SIEDZIBĘ MOICH PRZODKÓW, SPROWADZACIE DO MOJEGO DOMU OSZUSTÓW. WYNOŚCIE SIĘ STĄD WY CUCHN…- ucichła. Zapewne ktoś zasunął kotary odgradzające ją od świata. Po chwili do salonu wkroczyli Tonks i Moody.

-Molly, czy znajdzie się jeszcze coś do zjedzenia?- zapytał Szalonooki zwracając się w stronę kuchni.

-Alastorze, czy kiedykolwiek cię zawiodłam?- odkrzyknęła pani Weasley z nutą rozbawienia w głosie.

-Mmm… Pieczony kurczak…- powiedziała Tonks (cudowne blond sprężynki opadały jej na ramiona) rozmarzonym głosem, zamknęła oczy i podążyła w stronę, z której unosił się zapach- …zupa grzybowa… mmmm…

ŁUP!

Przepadła przez stolik i stłukła kryształowy wazon. Z pomocą Ginny i Hermiony udało jej się wstać.

-Ech…- westchnęła -…takie już moje przeznaczenie… ofiara losu…- znów westchnęła – Reparo!- mruknęła i wazon był jak nowy.

Członkowie Zakonu Feniksa ruszyli na spóźniony obiad.

-Profesorze!- zawołała Ginny, a mężczyzna odwrócił się i zmierzył ją swoim magicznym okiem.

-Tak?

-Gdzie jest profesor Lupin?

Wszyscy popatrzyli na postać w podróżnym płaszczu nie kryjąc zaciekawienia. Nawet Krzywołap przestał bawić się kocim przysmakiem.

-Profesor Lupin?- powiedział ostrożnie.

-Tak.- odparła stanowczo Ginny.

-Niedaleko. Niedługo wróci.- obrzucił ich przeszywającym spojrzeniem i wszedł do kuchni.

-Czy on zawsze odpowiada w taki sposób, że niczego niemożna się dowiedzieć? – zapytał Ron.

-Obawiam się, że tak. W końcu był aurorem.- odpowiedziała zrezygnowana Hermiona.

-Cholernie dobrym…- dodał Fred.

Spojrzeli zawiedzeni w stronę kuchni (TRASK!- Tonks stłukła talerz). Nie dowiedzieli się niczego nowego, ale przynajmniej profesorowi nic się nie stało.





Moody i Tonks zjedli i zasiedli między młodzieżą, również „powaleni” przez obiad pani Weasley, która do nich dołączyła i zawzięcie dziergała na drutach siedząc w fotelu obok kominka. W pewnym momencie Ron palnął sobie w czoło i powiedział:

-Rany, jeszcze nie pokazałem Ci moich figurek Yetsa i Vasiljica. Chodź Harry!- Zerwał się z fotela jak oparzony.

Harry wdzięczny mu za wyrwanie z tej sennej atmosfery i od nie mniej zaspanych przyjaciół pognał za nim na górę.

Figurki rzeczywiście były niesamowite. Odziane w stroje reprezentacji narodowych, krążyły na swoich miniaturowych Błyskawicach ponad podstawkami świetnie imitującymi rosnący trawnik („Naprawdę muszę go przycinać!”). Głośno zachwycali się nowymi miniaturkami prawdziwych graczy. Wzdychali tak jakieś pół godziny, po czym zeszli na dół nieco się posilić. Gawędzili wesoło, kiedy ni stąd, ni zowąd zaczęło się ściemniać. Chłopcy nieco zdziwieni popatrzyli na siebie.

-Pewnie zasłonili okna…- powiedział niezbyt przekonująco Ron.

Szli dalej, ale teraz już wolniej i nasłuchując jakichś dziwnych odgłosów. Harry rozejrzał się wokół.

-Może powinniśmy…- urwał.

Rona nie było obok niego. Głęboka ciemność otaczała go ze wszystkich stron. Wołał Rona- bezskutecznie. Wyciągnął różdżkę, bo doświadczenie nauczyło go, że jeśli nie wiesz co się dzieje, najwyższy czas chwycić za ten bardzo użyteczny kawałek drewna, który nosisz ze sobą. Brnął coraz dalej nie wiedząc gdzie go ta droga doprowadzi. Wyostrzył mu się słuch, poruszał się prawie bezgłośnie.

Za plecami usłyszał suchy trzask. Odwrócił się błyskawicznie i zastygł w pozycji do ataku. Ale tam gdzie spodziewał się wroga stali Ron, Hermiona, Ginny, Fred z Georgem, Tonks, Moody, Ginny i pani Weasley. Radośnie wykrzyknęli WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO HARRY, a potem zaczęli śpiewać „Sto lat”, ale słowa ugrzęzły im kiedy zobaczyli Harryego gotowego do ataku. I wtedy dotarło do niego, że ma szesnaste urodziny. Moody ryknął ze śmiechu, a Hermiona ratowała sytuację dalej ciągnąć piosenkę. W końcu wszyscy oprócz Szalonookiego zalewającego się łzami ze śmiechu dołączyli do dziewczyny i nieco kulawo zakończyli rytualne „Sto lat”. Kiedy profesor ochłonął złożyli mu życzenia i wręczyli prezenty. Dziewczęta rzuciły się na niego życząc mu wszystkiego najlepszego, czego sobie zapragnie i wielu, wielu innych głupstw, których nie ma sensu tu wymieniać. Dopiero Ron go oswobodził, a sam tylko podał mu rękę. To znaczyło dla Harryego o wiele więcej niż wszystkie inne życzenia. Bliźniacy prawie pozamiatali czuprynami podłogi kłaniając się zamaszyście. Tonks zafundowała mu takiego kuksańca, że o mały włos się nie udusił. Moody nadal rechocząc powiedział, że może sobie nie brać tak do serca jego lekcji z czwartej klasy („Stała czujność!”), ale cieszy się, że wróg go nie zaskoczy. Pani Weasley przytuliła go mocno i uśmiechnęła się serdecznie, po czym powiedziała, że ten ustawiczny stres i ciągłe nieszczęścia zrobią z niego nastolatka, który przed wstaniem z łóżka rzuca parę uroków – może trafi w uzbrojonego szaleńca.

Kiedy już wszyscy wręczyli mu prezenty nadszedł czas, aby je otworzyć. Tak więc: od Rona dostał „Wielki almanach quiditcha”, od Hermiony piękne orle pióro, od Ginny wspólne zdjęcie ich paczki zrobione z zaskoczenia podczas Mistrzostw Świata w Quiditchu pięknie oprawione, od bliźniaków kuferek wspaniałych Sztucznych Ogni Braci Weasleyów („W końcu to szósta klasa, a nas już TAM zabrakło…”), Moody podarował mu… zwierciadło. Ale Harry wiedział, że nie jest to zwykłe lustro. Było to zwierciadło ukazujące zbliżających się wrogów. Harry widział już takie w gabinecie profesora, kiedy ten nauczał w Hogwarcie. Za to Tonks sprezentowała chłopcu szatę do quiditcha w barwach narodowych, a z tyłu na plecach srebrną nitką wyszyty był napis „Potter 16”.

-Pomyślałam, że będzie pasowało do twojej miotły i do wieku.

Kiedy Harry ruszał w stronę tortu, który zapewne miał pokroić, ale zatrzymała go Hermiona.

-Harry jest jeszcze coś.- powiedziała podając mu pakunek.

Zaciekawiony rozerwał papier i zobaczył zdjęcie. Zdjęcie Syriusza i jakiejś kobiety. Bardzo ładnej. Miała długie, czarne włosy i szczery, piękny uśmiech. Syriusz ją obejmował. Wyglądał na tym zdjęciu młodo, zupełnie jakby dwanaście lat w Azkabanie, trzy lata ukrywania się i noc w Departamencie Tajemnic nigdy nie miały nastąpić. Był szalenie przystojny. Zdjęcie zrobiono pewnie zaraz po zakończeniu szkoły, bo żadna troska nie odmalowała się na jego twarzy zmarszczką.

Harry stał osłupiały i gapił się na fotografię.

-Od kogo to?- wydusił wreszcie.

-Od Lupina.- rzekł Moody.

Chłopak znów popatrzył na zdjęcie.

Uśmiechali się do niego.

Zdał sobie sprawę, że chce na nich patrzeć. Szybko odłożył ramkę i przykrył rozerwanym papierem.

-To co z tym tortem?- zapytał.

-Harry, jeżeli nie chcesz…- powiedziała nieśmiało pani Weasley.

-To co z tym tortem?- powtórzył pytanie.

-Już, już.- odparła Tonks podając mu nóż.

Pokroił tort, a później jego przyjaciele znów zaczęli się śmiać i żartować. Ale Harryemu jedno nie dawało spokoju.

Kim jest ta kobieta?





Bawili się do późnej nocy, aż pani Weasley zagoniła wszystkich do łóżek. Harry i Hermiona prawie zanieśli Rona do pokoju, bo ten był skrajnie wyczerpany balangą. Kilka razy na schodach Hermiona traciła równowagę - nieprzytomny Ron raz po razie całym swoim ciężarem walił się na nią. Z opresji ratował ją Harry, któremu w ostatniej chwili udawało się złapać przyjaciela. Cudem przyciągnęli Rona do pomieszczenia i rzucili bezwładne ciało na materac. Ron co jakiś czas mamrotał przez sen („To nie moje łajnobomby mamo!”).

-Dam sobie radę- powiedział Harry i Hermiona wyszła z pokoju rozcierając sobie łokieć, którym walnęła w ścianę, gdy została przygwożdżona przez przyjaciela.

-Dobranoc- mruknęła na pożegnanie.

Harryemu jakimś sposobem udało uporać się z Ronem i po pół godziny oboje już leżeli w łóżkach. Rudzielec chrapał w najlepsze, ale drugi chłopiec nie mógł zasnąć.

Bezskutecznie próbował zapomnieć o uśmiechających się do niego ze zdjęcia twarzach. Dopiero przed świtem zdrzemnął się na chwilę.

Kiedy rano Harry zbudził się i założył okulary uznał, że Rona nie ma w pokoju, ale jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył go leżącego na podłodze (dalej spał!). Obudził przyjaciela, przebrali się i oboje zeszli na śniadanie.

Gawędzili w najlepsze razem z Hermioną, która do nich dołączyła, gdy nagle drzwi otwarły się szeroko i do przedsionka wpadli Kingsley oraz Snape i Lupin niosący jakąś kobietę. Ciemne włosy zakryły jej twarz. Była bardzo szczupła. Wychudzona i nieprzytomna.

-Molly!- krzyknął Kingsley

Pani Weasley wybiegła z kuchni.

-Jesteście już! Co z nią Remusie?- zapytała zatroskana patrząc na nieprzytomną postać.

-Nie jest dobrze…- opowiedział mężczyzna i wszedł na górę dalej trzymając nieznajomą. Kiedy przechodził obok trójki przyjaciół ciemne kosmyki opadły jej na ramiona i mogli wreszcie zobaczyć kim jest.

Harryego zupełnie zatkało. To była ona..

Kobieta z fotografii.




Następna strona (2/2) Następna strona


Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

Proszę o pomoc. Pożyczka na chwilówki. 4k/rok
Potrzebuję pożyczki w wysokości 4000z...

pozyczka
czktos bez problemu dostal pozyczke w e-credit i ...

Kredyty do 20,000 zł, bez przedpłat, cała Polska, online !
Witam, zajmuję się pośrednictwem finansowym. Wspó...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 51 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.27 sekund
Page created in 0.269089 Seconds