STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Wieża rozjarzona błyskawicami. Katastrofa. Nieszczęście. Jest coraz bliżej..." - Sybilla Trelawney

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Harry Potter i Słabość Voldemorta


Harry Potter i Słabość Voldemorta

*** ***

Harry obudził się w swojej sypialni na Privet Drive 4. Popatrzył przez otwarte okno, było południe. Hedwiga patrzyła na niego z oburzeniem, swymi bursztynowymi oczyma, które mówiły: jestem głodna.

-Przepraszam, zapomniałem... - powiedział ze skruchą Harry i wsypał do miseczki Hedwigi trochę pokarmu dla sów, który w ubiegłym roku szkolnym zapomniał oddać Ronowi.

Wczoraj do późnej nocy rozmyślał o tym, co się stało niedawno...


Rozdział pierwszy 1 : Podróż i Dumbledore

Harry obudził się w swojej sypialni na Privet Drive 4. Popatrzył przez otwarte okno, było południe. Hedwiga patrzyła na niego z oburzeniem, swymi bursztynowymi oczyma, które mówiły: jestem głodna.

-Przepraszam, zapomniałem... - powiedział ze skruchą Harry i wsypał do miseczki Hedwigi trochę pokarmu dla sów, który w ubiegłym roku szkolnym zapomniał oddać Ronowi.

Wczoraj do późnej nocy rozmyślał o tym, co się stało niedawno...

Dumbledore nie żyje – wciąż nie mógł w to uwierzyć. Po przyjeździe do „domu” otrzymał list zawiadamiający o wybraniu nowego dyrektora Hogwartu – zapewne wszyscy uczniowie go dostali.

Nie był zdziwiony, gdy okazało się, że tą osobą jest McGonagall, spodziewał się tego.

Dowiedział się nieoficjalnie, że wszyscy nauczyciele zostali w Hogwarcie, by przywrócić go do porządku, dla uczni, którzy przybędą na kolejny rok nauczania.

-Ja wśród nich nie będę – powiedział na głos Harry, nieco buntowniczym głosem.

-Potter, natychmiast na dół – zawołał z dołu głos wuja Vernona. Harry ziewnął, przeciągnął się po czym – jeszcze w pidżamie – pobiegł na dół.

-Co to ma znaczyć ? - ciotka Petunia wyglądała na oburzoną. Harry spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, podczas gdy ona wskazała na frontowe drzwi.

Harry wszedł na schody, wyjrzał przez małe okienko i zobaczył grupę ludzi w szatach, którzy dzwonili do drzwi. Zrobiło mu się cieplej. Czyżby po niego przyjechali ? Zamierzali go stąd zabrać ? Poczuł się cudownie, po czym odpowiedział :

-To są moi przyjaciele z Ho...ze szkoły – rzekł Harry.

-No właśnie, co oni tu robią ? Co powiedzą sąsiedzi, gdy zobaczą tutaj ludzi TWOJEGO pokroju ? - twarz wuja Vernona przybrała odcień ciemnego fioletu.

-Nic, bo nie zdążą ich zobaczyć – powiedział spokojnie Harry, po czym podszedł do drzwi i otworzył je. Na jego twarzy pojawiło się ogromne zdziwienie.

-Profesor McGonagall ? – powtórzył, wyraźnie zaskoczony tym, że odwiedza go w jego mugolskim domu.

-Witaj Harry, musimy porozmawiać natychmiast – nie możemy czekać.

Za nią zobaczył jeszcze kilku czarodziejów, wśród których rozpoznał Lupina, Tonks i pana Weasley'a.

-Proszę wejść... dzień dobry Panie Weasly – powiedział z uśmiechem Harry, zapraszając gestem do środka, gdzie weszła Tonks z Lupinem – wyglądali na szczęśliwych.

Wuj Vernon z ciotką Petunią stali oniemiali. Dudley wychylił się z salonu, kiedy zobaczył grupę czarodziejów zwiał do góry. Prof. McGonagall zaśmiała się pod nosem i dziarsko rzekła :

-Zabieramy Cię – powiedziała wyraźnie zadowolona.

-Ale... pani profesor... ja nie jestem przygotowany, a poza tym gdzie mnie zabieracie ? - Harry był wyraźnie wstrząśnięty.

-Spokojnie damy Ci czas na spakowanie się. Zabieramy Cię do Hogwartu, profesor Dumbledore będzie bardzo szczęśliwy mogąc znowu Cię zobaczyć...

Harry myślał, że się przesłyszał...przecież On nie żyje. Spojrzał pytająco na Lupina, który rzekł:

-Dumbledore będzie nam pomagał w walce z Voldemortem, przecież wiesz, że jest w swoim obrazie w gabinecie dyrektora.

Harry wyraźnie uspokojony, rzekł :

-Ja lecę na górę, a wami zajmie się ciotka z wujem.

Uśmiechnięty od ucha do ucha Harry pobiegł na górę, zostawiając oniemiałe wujostwo wraz z grupą czarodziejów.


Rozdział 2 : Spór i Zniszczenia

Profesor McGonagall wraz z Lupinem, Tonks i panem Weasly'em zabrali Harr'ego do Nory. Ucieszył się gdy zobaczył ten kilku piętrowy dom, który wygląda jak „krzywa wieża”. Na dworze powitała ich serdecznie pani Weasly, zapraszając do środka. W środku było czysto i schludnie, a zarazem skromno. Harr'emu od razu wpadł w oko wielki zegar na ścianie, którego wskazówki wskazywały „Śmiertelne zagrożenie”, od ponad roku.

-Były jakieś problemy ? - zapytała pani Weasly, zbierając kosz na pranie.

-Nie, wujostwo Harr'ego przyjęło nas bardzo miło – rzekł Weasly i puścił oko do Harr'ego.

-Molly, nie pogniewasz się gdy zostaniemy na chwilę u ciebie ? - zapytała McGonagall

-Ależ nie, kochani ! Czujcie się jak u siebie w domu. Idę zawołać Rona i Hermionę, czekali na ciebie Harry – powiedziała wesoło pani Weasly, po czym pobiegła do góry.

Zapadło kłopotliwe milczenie, które przerwał Lupin mówiąc :

-To co, może napijemy się czegoś mocniejszego Arturze ? – zawołał wesoło, po czym spojrzał na profesor McGonagall, która uśmiechała się szeroko. Tonks się roześmiała

Nagle na schodach pojawił się Ron, który chyba urósł o parę cali, oraz uśmiechnięta Hermiona, która prawie zwaliła Harr'ego z nóg. Za nią pobiegł Krzywołap oraz Ginny, która nieśmiało spojrzała na Harr'ego – który jednak uśmiechnął się – i nabrała pewności siebie.

-Zapraszam wszystkich na obiad – pani Weasly zbiegła po schodach, zagarniając swoje dzieci, Harr'ego i Hermionę do kuchni. Minewro, może zjesz z nami ?

-Z ochotą – powiedziała dziarsko prof. McGonagall.

*

Po pysznie zjedzonym obiedzie Harry, Ron, Hermiona i Ginny poszli na górę.

-Chodźmy do sypialni Freda i Georga, tam jest najwięcej miejsca – powiedział Ron w na 2 piętrze, otwierając drzwi.

-Jak to ? To bliźniaków tu nie ma ? - zapytał zdziwiony Harry, po czym usiadł na wygodnej kanapie.

-Nie, zostali w sklepie, choć mama nalegała, żeby wrócili – rzekła Ginny.

-Więc ? - zapytała szeptem Hermiona.

Harry spodziewał się, że będą musieli na ten temat porozmawiać, jednak nie myślał, że tak szybko. W jego głowie toczyła się walka, nie wiedział co zrobić. Coś podpowiadało mu wróć tam. Hogwart to twój dom, jednak musiał odnaleźć pozostałe horkruksy. Jak najszybciej...

-Harry, nic Ci nie jest ? - z zamyślenia wyrwała go Ginny.

-Nie, tylko... - powiedział Harry, wciąż spoglądając w okno. Chyba tam nie wrócę, ale najpierw muszę porozmawiać z Dumbledorem.

Reakcja przyjaciół była taka sama jak jego, gdy to usłyszał. Szybko wyjaśnił im, że uda się z prof. McGonagall do Hogwartu, by – jak sądził – otrzymać wskazówki jak znaleźć pozostałe horkruksy.

-Przypuszczam, że pojedziemy dzisiaj. Chcę żebyście pojechali ze mną – spojrzał pytająco na Rona, Hermionę i Ginny.

Nie wiedzieli co odpowiedzieć, jednak ich miny wskazywały na to, że są zadowoleni.

McGonagall wyjaśniła mi po krótce to co przekazał jej Dumbledore – rzekł Harry.

Opowiedział im, że łatwiej będzie pomagać i dowiadywać się o nowych morderstwach, bo portrety byłego dyrektora szkoły zawisły w większości ważnych instytucji. Wciąż nie odnaleziono Snape'a, śmierciożercy są wciąż na wolności.

Zakon Feniksa powiększył się o paru członków. Zgodnie z regulaminem, Harry i jego przyjaciele mogli wstąpić do zakonu feniksa. Na tym tle, powstała kłótnia, która miała miejsce późnym wieczorem.


Lupin, rodzina Weasle'yów, Harry, Hermiona i profesor McGonagall siedzieli wygodnie w salonie Nory, przed kominkiem popijając piwo kremowe. Ogień wesoło trzaskał, krzywołap usadowił się na kolanach Harr'ego, który drapał go za uszami. Hermiona leżała na dywanie, przeglądając książkę, którą dostała od rodziców „Zaawansowana magia obronna” i równocześnie gawędziła wesoło z Ginny. Ron leżał na kanapie, wyraźnie zmęczony, a państwo Weasly'owie wraz z Minewrą i Lupinem rozmawiali. Tonks siedziała obok swojego partnera głaszcząc go po dłoni. Dzisiaj miała włosy odcienu malinowego.

-Więc kto przejął dowodzenie nad zakonem ? - spytał Harry spoglądając po wszystkich.

-Ja – odrzekła krótko McGonagall – Dumbledore sobie tego życzył. Chciał by przed jego śmiercią zakon wzbogacił się o paru nowych członków, niestety nie udała nam się tego dokonać.

-Chcę przystąpić do zakonu ! - krzyknął Harry, trochę za głośno.

W salonie zrobiło się cicho, Hermiona przestała gawędzić z Ginny.

Ron wyraźnie się rozbudził, a państwo Weasle'yowie zamilki.

-Jestem prawie pełnoletni, gdy skończę 17 lat zgłoszę chęć należenia do Zakonu Feniska. Obiecałem Dumbledore'owi, że pomogę w walce ze śmierciożercami.

-Harry, kochaneczku ! Przemyśl to, przecież to bardzo niebezpieczne, nie jesteś w pełni wykwalifikowanym czarodziejem, przecież może coś.... - zawołała pani Weasly, wyraźnie zmartwiona.

-Molly – przerwał jej pan Weasly. On jest pełnoletni, nie możemy mu zabronić... - powiedział cicho – choć nie pochwalam jego decyzji.

-Więc może robić co mu się podoba ? - pani Weasly zaczynała podnosić się z fotela. To znaczy, że może robić wszystko, bez względu na jego życie ?

-Nie, oczywiście, że nie. Ale nie możemy za niego decydować.

Nastała cisza. Mama Rona rzucała wściekłe spojrzenia na męża.

Decyzja należy do niego – powiedziała szeptem prof. McGonagall, która... zalewała się łzami.

Nikt nie rozumiał o co chodzi, Harry patrzył oniemiały na swoją nauczycielkę, która ocierała łzy.

-Zakon stracił tylu członków, nie wiem co będzie dalej. Nasze siłyy słabnąąą...... - powiedziała prof. McGonagall z nutą rozpaczy w głosie. Hogwart jest zniszczony, Wielka Sala, wszystkie stoliki zniszczoneee....błoniaa, jezioro wysycha, trytony giną.....zaklęcia ochraniające Hogwart słabną.

-Minewro, chodź – to pani Weasly wzięła pod rękę mocno McGonagall i wyszły na zewnątrz. Tonks również wstała.

Harry przerażony spoglądał na okno, nie wiedząc co powiedzieć. Hermiona miała minę jakby zaraz miała się rozpłakać. Podniosła się z podłogi i poszła do góry, za nią Ginny i Ron.
Harry rad, nie rad zrobił to samo.


Rozdział 3:

Harry poszedł na górę. Podobnie jak rok temu, pani Weasly przygotowała mu miejsce w sypialni Freda i Georg'a. Natychmiast rzucił się na łóżko i rozmyślał nad tym co powiedziała McGonagall. Sadził, że jeśli jest naprawdę tak źle, będzie musiała szybko wracać, on również.

Rozległo się pukanie i do pokoju weszła Hermiona, Ginny i Ron.

-Chcemy pojechać z tobą - rzekła Hermiona.

-Bez względu na to co powie mama - powiedział Ron.

Harry był im wdzięczny, potrzebował oparcia ze strony przyjaciół, zwłaszcza w tak trudnych chwilach. Starali się o tym nie myślec, więc nie kierowali rozmowy na ten temat.

- Kto jest naczelnym prefektem ? - zapytał Harry choć wiedział co usłyszy.

-Oczywiście Herma - odpowiedział Ron, szczerząc zęby.

-Zamknij się, przestań mnie tak nazywać - zawołała Hermiona, a Ginny parsknęła śmiechem.

Wszystko wracało do normy, Harry poczuł, że pierwszy raz podczas tych wakacji jest szczęśliwy. Ktoś zapukał do drzwi i weszła prof. McGonagall.

- Harry, możemy porozmawiać ? - zapytała - na osobności.

- oczywiście - powiedział Harry, wstając.

- Nie, my wyjdziemy - rzekła Hermiona, po czym ona, Rona i Ginny opuścili pokój.

- Jedziemy 1 sierpnia - powiedziała McGonagall. - twoi przyjaciele również z nami pojadą, przemieścimy się świstoklikiem. W Hogwarcie jest wzmożona liczba aurorów, dementorzy znów są pod władzą Ministerstwa. Gdy to mówiła oczy jej płonęły jakąś niewidzialną siłą. Wstała, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.

*

Wakacje upływały dość szybko, jednak Harry odczuwał radość z pobytu u Weasly'ów. Codziennie grali w szachy, eksplodującego durnia, żartowali. Jednak, niektóre wiadomośći - zazwyczaj z "Proroka" - nie sprawiały, że wszyscy czuli się dobrze. Co jakiś czas dochodziły wieści o tajemniczych zniknięciach, morderstwach. Czasami wspominali o Snapie - podobno mugole go widzieli, choć nikt nie potrafił tego potwierdzić. Gdy Harry czytał takie artykułu, wzbierała w nim nienawiść. Dumbledore mu ufał... jak wszyscy. A jednak...od początku był fałszywy.

W końcu nadszedł 31 licpa - dzień urodzin Harr'ego. Obudził się rano i pomyślał, że są Święta Bożego Narodzenia. Pod jego łóżkiem leżało kilka stosów prezentów. Z entuzjazmem zabrał się do rozpakowywania.

"Wszystkie najlepszego w dniu urodzin" - to Fred i George wysłali mu kartkę i... przekreślono na czerwono kartkę, którą zazwyczaj otrzymywali uczniowie - o zakaznie używania zaklęć podczas wakacji. Zupełnie zapomniał, że teraz może używać czarów bez ograniczeń. Więc - pomyślał Hary - czemu nie ?

Usiadł wygodnie na łóżku, wyciągnął różdzkę i zawołał : Accio prezenty. Stos paczek spadł na jego nogi, zgniatając mu je.

Od Rona dostał kartkę urodzinową oraz miniaturowy "zegar Weasley'ów" - z inicjałami Harr'ego. Hermiona dała mu wielką księge zaklęć : "Jak oszukać czarną magię ? Przydatne zaklęcia, tylko dla oczarowanych". Panśtwo Weasle'yowie podarowali mu kosz ciastek. McGonagall wręczyła mu pudło czekoladowych żab, Hagrid wielką fotografie siebie i Graupa, a od Ginny otrzymał wielką kartkę w kształcie serca.

Ten dzień był udany jak żaden inny, pani Weasly wystawiła przepyszną kolację przy świecach, wszyscy świetnie się bawili. Poszli spać późnym wieczorem.

Gdy Ron kładł się spać, Harry zajrzał do jego pokoju.

- Ron, weź to - dał mu owiniętą w biały papier małą paczuszkę.

- Ale Harry, co to jest ? - zapytał wyraźnie zdziwiony, siadając na łóżku.

- To są dwu-kierunkowe lusterka, dostałem je od Syriusza, prawie 2 lata temu - powiedział Harry - Kiedy jedno mam ja, a drugie ty możemy się komunikować. Sami zaraz sprawdzimy.

Harry rzucił do rąk Rona paczkę, a sam pobiegł do pokoju. Wszedł do łóżka, odpakował drugie lusterko poczym głośno powiedział : Ron Weasly.

W lusterku pojawiła się twarz Rona - u Rona było odwrotnie.

- Niezłe, nie ? - zapytał Harry wyraźnie ucieszony ?

- No ! Harry to da nam duże możliwości - zawołał Ron, robiąc miny do lusterka. Nagle ucichł. Harry z jego ust wyczytał : Mama stoi za drzwiami, więc tylko schował lusterko do szafki i zamknął oczy. Chwilę później usłyszał skrzypiącą podłoge pod swoim pokojem., jednak po chwili pani Weasly odeszła.

Harry mając nadzieję, na lepsze jutro zasnął.

*

- Harry, wstawaj. Śniadanie gotowe - pani Weasly weszła do pokoju Freda i Georg'a odsłaniając kotary za łóżkiem. Uśmiechnęła się i wyszła.

Harry wstał, ubrał się i zszedł na dół. Po pospiesznie zjedzonym śniadaniu w salonie pojawiła się prof. McGonagall.

- Świstoklik gotowy, możemy ruszać - powiedziała w pośpiechu. - Idz i zawołaj resztę.

Harry pobiegł na górę i po chwili przyprowadził Rona, Ginny i Hermionę. Pani Weasly zalewała się łzami żegając się z nimi :

- Uważajcie na siebie - jej głos łamał się, gdy połykała łzy. Przytuliła mocno Rona, Ginny, Hermionę i Harr'ego. Wszyscy spojrzeli na McGonagall, zdziwieni nie widząc świstoklika.

To jest dobrze ukryty przedmiot - powiedział Harry, bo okazało się, że jest to ... kwiatek.

- Podejdzie tutaj - powiedziała prof. McGonagall. Wszyscy się zbliżili.

- Raz, dwa, trzy - wyszeptała po czym Harry poczuł znajomę szarpnięcie w okolicach pępka. Wszystko zaczęło wirować mu przed oczami. Wylądowali na błoniach Hogwartu.

- Pani profesor ! - zawołała Hermiona - co się stało, przecież tutaj nie można dojść świstoklikiem ani się teleportować - rzekła, a w jej oczach można było dostrzec przerażenie.

- Już można - wyszeptała - walka w czerwcu znacznie osłabiła zaklęcia Hogwartu. Profesor Flitwick i Ja staramy się je przywrócić. Na szczęście bramy dalej chronią czary.

Był ciepły, sierpniowy dzień. Poszli przez błonia do znajomych wrót Hogwartu, których strzegły 2 kamienne posągi - teraz ich kawałki leżały porozrzucane wokoło. Profesor McGonagall pchnęła je, ukazując Salę Wejściową. Drzwi do lochów były zabarykadowane, Wielka Sala była otwarta - stoły ustawione normalnie.

Skierowali się do gabinetu Dyrektora. Teraz - gdy czary osłabły - drzwi strzegła para goblinów.

Harry poczuł ulgę wchodząc do gabinetu. Tutaj, wszystko zostały w normie. Dziwaczne instrumentów chodziły tu i tam, kamienna myślodsiewnia stała na swoim miejsciu, a z portretu spoglądał na nich Dumbledore.

- Panie Profesorze, jak się pan miewa ? - Harry i reszta podbiegli wesoło do portretu. Okazało się, że siedzi na wygodnym krześle, z oparciami, wyłożonym skórą.

- Dziękuje - mrugnął do nich, uśmiechając się szeroko - jednak najpierw musice z kimś porozmawiać - wskazał ręką na kogoś małego, grubego człowieka, który stał przy oknie, wyraźnie nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś wszedł do gabinetu.

Osoba ta odwróciła się i zobaczyli różowy sweter z falbankami, grube paluchy, na których było mnóstwo pierścieni...

Rozdział 4 :

Wszyscy stali oniemiali, profesor Dumbledore uśmiechał się promiennie, a McGonagall wąską ściągła usta. Umbridge wyraźnie zmizerniała. Miała więcej siwych włosów,
a gdy przemówiła jej głos nie był już tak piskliwy i dziecinny.

- Dumbledore prosił mnie o pomoc - powiedziała krótko - więc jestem.

- Siadajcie, proszę - były dyrektor wskazał krzesła obok biurka. Profesor McGonagall usadowiła się tam, gdzie zwykle siadał Dumbledore, a Umbridge i reszta
usiedli na wygodnych krzesłach.

- Harry, czy masz przy sobie ostatni horkruks, a właściwie jego kopię ? - spytał profesor.

- Tak, mam - rzekł Harry, po czym wyciągnął z kieszeni spodni dziwny przedmiot, wyglądający jak medal.

Profesor McGonagall i Umbridge wpatrywały się w niego, zapewne nie wiedząc czym jest.

- Ach, tak - rzekł beztrosko Dumbledore - wy nie wiecie.

Opowiedział im czym jest horkruks, co wiedzą o Voldemorcie, i inne ważne rzeczy. Zajęło mu to niemal godzine. Ron i Hermiona słuchali uważnie, jednak Harry znudzony podszedł do okna, otworzył i wyjrzał przez okno. Słońce zachodziło, oblewając błonia i niemal wyschniętę jezioro resztką światła.

Jak miło jest znowu tu być - pomyślał. Głos Hermiony wyrwał go z zamyślenia :

- Harry - powiedziała.

Odwrócił się, podszedł do nich i usiadł na krześle.

- Musimy odnaleść jeszcze 3 horkruksy - powiedział Dumbledore, głaszcząc długimi palcami swoją brodę. - Profesor Umbridge wyruszy jutro wraz z grupą z ministerstwa na poszukiwanie przodków Roweny Rovenclaw. Pani, profesor McGonagall - zwrócił się w jej stronę - wyruszy razem z Harrym, Ronem i Hermioną odkyrwać dalsze tajemnice związane z Voldemortem. Również jutro - dodał po chwili zastanowienia.

- Dumbledore ! - krzyknęła McGonagall - kto zajmie się Hogwartem ?

- Profesor Sprout i Flitwick czuwają nad wszystim - rzekł Dumbledore, po czym wstał ze swojego krzesła i zniknął w ramach obrazu.


*

Cała trójka wraz z profesor McGonagall udali się do biblioteki.

- Trzeba nauczyć was prawdziwej magii - rzekła, co przyjaciele przyjęli z entuzjazmem.

Wyciągnięła parę skórzanych, grubych jak cegła, książek - a właściwie ksiąg - z czarnymi okładkami. Miały one pożółke kartki, i odrywającą się przednią część okładki. Na samej górze leżał tom zatytułowany : "Czarna Magia we współczesnym świecie" autorstwa Godryka Przeciętnego.

- Najpierw zajmiemy się tym - powiedziała McGonagall sięgając po księgę Godryka. - Na początek nauczycie się zaklęć o dużej mocy, takich których nie nauczycie się w Hogwarcie. O proszę - wskazała na nazwę, opis i zdjęcie przedstawiające zaklęcie.

Była na nim czarownica, które rzucała je na dorosłego czarodzieja. Zamierał on na kilka sekund, po czym niespodziewanie wystrzelił w górę i spadł na ziemię, prawdopodbnie nie żyjąc.

Ruch różdzką był skomplikowany, a formuła nie była łatwa do wymówienia. Ćwiczyli je ponad 2 godziny, po czym wrócili do gabinetu dyrektora zjeść obiad.

Dumbledore smacznie chrapał w ramach obrazu. Jednak na błoniach działo się coś niepokojącego. Z zakazanego losu można było dosłyszeć złowieszcze okrzyki, olbrzymi tupot nóg oraz odgłos łamanych drzew. To graup rzucał w czymś kamieniem - teraz był już dorosłym olbrzymem - a centaury stały za nim, strzelając z łuku w ciemne miejsce. Po chwili pole walki przeniosło się bliżej, wówczas zobaczyli ich. Snape na przodzie, z grupą czarodziejów kierowali się w stronę Hogwartu.

Harry bez wachania wybiegł z gabinetu po czym pobiegł na błonia, a za nim McGonagall, Ron, Hermiona i Umbridge. Ledwie wyszedł poza zamek, a obok ucha przeleciał mu zielony strumień z różdzki. Odbił się od ściany i uderzył - w odbudowanego przed chwilą - wielkiego smoka przed wrotami Hogwartu.

Harry krzyknął z całych sił, czując jak wzbiera w nim nienawiść, celując różdzką w Snape'a :

- Asfena - zawołał. To zaklęcie, którego dzisiaj tak gorliwie się uczyli trafiło prosto w pierś byłego nauczyciela eliksirów. Wszyscy - nawet śmierciożercy - patrzyli na niego, jak zamarł i wyleciał w górę, spadając na skraju zakazanego lasu. Centaury podbiegły do niego, związały linami i ukryły w lesie.

Tymczasem śmierciożercy zaczęli uciekać. McGonagall trafiła zaklęciem Drętwoty w Belatrisk Lestrange, a Harry podbiegając do niej ugodził ją "Petryficus Totalus".

Reszta zdeportowała się. Lestrange zabrano do zamku, a Harry wraz z innymi pobiegł do zakazanego lasu, gdzie czekał na niego wściekły, związany snape pod
ostrzałem setek centaurów.

Rozdział 5 :

Snape leżał na trawie nieprzytomny. Stado centaurów miało napięte łuki i kusze gotowe do wystrzału.

- Szybko, do zamku - zawołała McGonagall, a Harry, Ron i Hermiona wzięli Snape'a pod ręce.

- Gdzie jest profesor Umbridge - zapytał Harry ?

- Ona chyba została... boi się centaurów - Ron parsknął śmiechem, lecz po chwili potknął się o kamień i Hermiona zaśmiała się głośno.

Harry nie wiedział co się dzieje. Śmierciożercy tutaj ? Jak to możliwe - myśli krążyły mu po głowie. Ale przynajmniej złapaliśmy Snape'a - pomyślał z goryczą.

Po 15 minutach wnieśli go do gabinetu dyrektora. Dumbledore bardzo zasmucił się widząć swojego zabójce, a bezbarwne łzy pociekły mu po policzku i brodzie.

- Tutaj - rzekła McGonagall, a cała trójka wraz z Umbridge położyła go na biurku. - Wezwać natychmiast Ministra Magii i grupę uderzeniową Aurorów - zwróciła się do Umbridge, a ta wybiegła z gabinetu.

- A gdzie Lestrange - krzyknął Harry, odrobinę za głośno "budząc" inne portrety.

- Widziałam jak profesor Flitwick, Sprout i Slughorn nieśli ją do lochów - odpowiedziała Hermiona.

- To Slughorn tutaj jest - zapytał zdziwiony Ron ?

- Yhm, yhm - profesor McGonagall krząknęła cicho, przypominając im o swojej nieobecności.

- Harry - Dumbledore wołał go z obrazu.

- Tak, panie profesorze - powiedział, zbliżając się do byłego dyrektora.

- Posłuchaj, musisz stąd natychmiast wyjechać... do Doliny Godryka - szepnął. - Tam znajduje się wskazówka dotycząca horkruksów, w miejsciu gdzie zostali
pochowani twoi rodzice.

- Ale... - Harry zawachał się. Nie wiedział co odpowiedzieć. Była to jedyna okazja pojechać do miejsca urodzenia zarazem odkrywając tajemnice. - Kiedy, z kim ?

- Pojedziecie we trójkę razem z profesor McGonagall i grupą aurorów, tej nocy - odpowiedział Dumbledore.

*

Ten dzień był niespokojny. Snape'a zabrali do Azkabanu - jakimś cudem przeżył upadek na miękką trawę. Belatriks Lestrange zaaplikowano kilka kropel
veritaserum, przesłuchano i zesłano do Azkabanu na proces. Harry miał wyjechać dzisiaj, kiedy nie zdążył nacieszyć się Hogwartem. O północy wszyscy zebrali
się w gabinecie dyrektora. Mieli przedostać się przez świstoklik. Kiedy już mieli wyjeżdzać, Dumbledore przywołał Harr'ego do siebie.

- Co się stało ? - zapytał

- Szukaj Słabości Voldemorta - powiedział Dumbledore, z błyskiem w oku - Idź już - ponaglił go.
Harry nie wiedząc o co chodzi, rad nie rad pożegnał się z nim i innymi profesorami dotykając świstokliku. Poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka
i poczuł grunt pod nogami. Nie przypominał sobie tego miejsca. Wylądowali w jakimś parku, gdzie jak na tę porę lata było bardzo wietrznie, liście spadały
z drzew. Nieopodoal zobaczyli wielką wieżę oraz płot. Skierowali się do tego miejsca.
Było ono bardzo mroczne, płot miał czerwone cegły a owa wieża jarzyła się w blasku zachodzącego słońca. Tuż przed nimi zobaczyli kilka grobów, którymi nikt
dawno się nie zajmował. Harry podbiegł do pierwszego z nich i zobaczył wyrytę imię i nazwisko mugola, który "zginął śmiercią tragiczną".

- Harry - usłyszał głos Hermiony. - Tutaj... - szepnęła. - to chyba twoi rodzice...

Wszyscy zgromadzili się wokół grobu, a Harry przetrzył ręką nagłówek i odczytał : Lili i James Potter, zginęli "śmiercią tragiczną".

- Trzeba go oczyścić - zarządziła McGonagall i wszyscy zabrali się do pracy.

Kiedy po pół godzinnej pracy, grób został przywołany do porządku. Był ładny, ktoś niedawno tu był - zostawił zapalony znicz.

Ron, ocierając pot z czoła oparł się o górną część grobu. Nagle odwrócił i dotknął go palcem.

- Zobaczycie - krzyknął podekscytowany, a wszyscy do niego podbiegli.

Na tyle grobu widniały znaki czarów, a pod nimi słowa : "Siła zawsze przezwycięży słabość i lęk, a nawet niewyobrażalną moc" - L.V.

- Czy to L.V. znaczt - wyszeptała Hermiona, ale Harry dobrze wiedział co znaczy. Nagle zanimi rozgległ się ochrypły głos, wyraźnie niezadowolony :

- Acha, więc to wy codziennie plądrujecie groby zmarłym - krzyknął starzec, który niedosłyszał, bo słowa wypowiadał bardzo głośno.

- Nie - odrzekła ostro McGonagall. Twarz miała przysłoniętą z powodu wyjątkowego wiatru. - musimy porozmawiać. - Czy to pan jest panem Georgem Potterem ?

- Skąd mnie pani zna ? - zapytał zdziwiony

- A skąd ty mnie znasz - zapytała odsłaniając całą twarz.

- Minewra... - powiedziała, po czym po chwili łapiąc się za głowę runął jak długi na miękkie podłoże.

Autor: Paweł Kapuła








Opublikowane: 2007-02-18 (2904 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

SOHO
Jedno wielkie ZŁODZIEJSTWO. Nie polecam !!! Konta...

Szukam prywatnej pożyczki
Witam szukam prywatnej pożyczki gdyż jestem w bar...

Proszę o pomoc. Pożyczka na chwilówki. 4k/rok
Potrzebuję pożyczki w wysokości 4000z...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 47 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.30 sekund
Page created in 0.303127 Seconds