STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"- Nie wierzę! Nie wierzę! Och, Ron, to cudownie! Prefekt! Jak każdy w naszej rodzinie!
- A ja i Fred to co, jesteśmy tylko sąsiadami?"
- Molly Weasley/George Weasley

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Harry Potter i Bractwo Smoka (Rozdział VI)


Harry Potter i Bractwo Smoka (Rozdział VI)

*** ***

- Potter!
Szesnastoletni już chłopak zbiegł po schodach do holu. Udało mu się wyhamować tuż przed swoim nauczycielem, który miał dziś wyjątkowo zamyślony wzrok. A gdy tylko Harry się przed nim pojawił, jakoś dziwnie mu się przyglądał.
- Mamy problem – westchnął, co nie zdarzało się zbyt często. – Za mną!


ROZDZIAŁ 6 - Kłopoty

- Potter!
Szesnastoletni już chłopak zbiegł po schodach do holu. Udało mu się wyhamować tuż przed swoim nauczycielem, który miał dziś wyjątkowo zamyślony wzrok. A gdy tylko Harry się przed nim pojawił, jakoś dziwnie mu się przyglądał.
- Mamy problem – westchnął, co nie zdarzało się zbyt często. – Za mną!
Poprowadził swojego towarzysza do gabinetu. Przeszedł przez całą jego długość i zatrzymał się przy biblioteczce. Większość książek traktowała o eliksirach, kilka o czarnej magii i obronie przed nią. Tylko jedna był inna. Dotyczyła zielarstwa. W gruncie rzeczy nikogo nie powinna ona zdziwić, jako iż eliksiry nierozerwalnie łączą się z zielarstwem.
Mężczyzna popatrzył przez chwilę na swojego kompana. Toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Z jednej strony musiał powiedzieć Złotemu Chłopcu to, czego się dowiedział. Z drugiej nie chciał tego. Ale wiedział, że lepiej będzie, jeśli chłopak się dowie.
Wyciągnął rękę w stronę środkowej półki. Przejechał palcami po grzbietach książek. W końcu znalazł tę, którą szukał “Die Heilkraut”*. Znowu spojrzał na Potter’ a.
-Lepiej zapamiętaj ten tytuł – powiedział.
Wyciągnął ją i cofnął się kilka kroków.
Harry w milczeniu przyglądał się jak nauczyciel zdejmuje z półki jedną z książek. Następnie odsuwa się od biblioteczki, która lekko drgnęła a następnie przesunęła w bok. Teraz w ścianie ukazał się czarne otwór. Mistrz Eliksirów wszedł do środka i przeszedł kilka kroków, po czym odwrócił się i niecierpliwie machnął ręką rzucając jednocześnie krótkie:
- Chodź.
Tak więc chłopakowi nie pozostało nic innego jak zaufać Staremu Nietoperzowi i podążać za nim.
Pomieszczenie, w którym się znaleźli przypominało mugolskie laboratorium i było nim w rzeczywistości. Miejsce to zupełnie nie przypominało hogwardzkich lochów. Przede wszystkim było tu bardzo jasno, choć nie było żadnego okna. Pod ścianami ustawiono około pięciu szaf z różnymi menzurkami i fiolkami, w innych stały słoje ze składnikami do eliksirów. Na stołach położone były kociołki, pod którymi płonął ogień.
- O co chodzi, panie profesorze? – zapytał ciągle nieco oszołomiony Harry.
Mężczyzna przez chwilę milczał.
- To moje pracownia – odezwał się po chwili. – Jak już wcześniej mówiłem, mamy problem i to dość poważny. Kiedy Dumbledore cię tu przysyłał, nie sądził, że będę mieć gości. Ja zresztą też tego nie wiedziałem.
- O co chodzi panie profesorze? – znowu powtórzył chłopak. – Kto pana odwiedzi?
- Malfoy. Młody Malfoy – rzekł krótko. - Miałem nadzieję, że w tym roku da sobie spokój z korepetycjami. Widocznie się przeliczyłem.
- D… Draco M… Malfoy tu będzie? – wydusił z siebie Harry. Jeszcze tu tego kretyna brakowało – pomyślał. – A co on będzie tu robił?
- Uczył się eliksirów, jak co roku. Jego ojciec był moim przyjacielem jeszcze w czasach szkolnych. Załatwił więc swojemu synkowi darmowe lekcje eliksirów. Szkoda tylko, że nie przynoszą one żadnych rezultatów.
- A co będzie ze mną?
- Nadal będziesz zmuszony przebywać tutaj, Potter. Tyle, że nadal udawał będziesz Johna, mojego przyszywanego siostrzeńca, a właściwie syna mojej kuzynki. Chyba nawet ty nie jesteś tak tępy, żeby nie zrozumieć powagi sytuacji.
Harry zamyślił się na chwilę. Coś mu tu nie pasowało. Nawet, jeśli ten kretyn, Malfoy tu przyjeżdża, to nie powód, żeby pokazywać tajne laboratorium znienawidzonemu człowiekowi, jakim bez wątpienia był dla Snape’a.
- No dobrze, rozumiem – powiedział. – Nadal jednak nie mam pojęcia dlaczego pokazał mi pan to miejsce.
- To proste, Potter. Draco myśli, że jesteś członkiem mojej rodziny. Dziwnym byłoby, gdybyś nie wiedział nawet, gdzie jest laboratorium… Poza tym chyba będę zmuszony sprawdzić twoją wiedzę z eliksirów – dodał ze złośliwym uśmieszkiem. – Draco będzie tu za jakieś dwie godziny, więc idź do swojego pokoju i schowaj wszystkie rzeczy należące do Pottera.
- Dobrze… wujku.
Harry odwrócił się i pobiegł po schodach zostawiając za sobą całkowicie zdezorientowanego nauczyciela. Severus Snape stał oszołomiony na środku pracowni. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed kilkoma minutami stał Potter. Temu dzieciakowi zdecydowanie nie służy przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach – pomyślał, po czym już nieco uspokojony zabrał się za robienie zamówionych przez Czarnego pana specyfików.
Harry Potter krzątał się po pokoju pakując do kufra wszystko, co mogło się kojarzyć z Chłopcem, Który Przeżył. Od teraz, przez co najmniej tydzień będzie musiał żyć jako John Donovan, nie żeby nie robił tego przez ostatnie półtora miesiąca, ale teraz musi go udawać naprawdę, a nie tylko być za niego przebranym. Uśmiechnął się do siebie, gdy natknął się na podręcznik aktorstwa. Czyżby osoba, która mu go przysłała wiedziała, że Malfoy przyjedzie do Snape’a w odwiedziny? Nie, raczej nie. Chłopak zastosował się do polecenia zawartego liście i już od ponad dwóch tygodni pilnie studiował zawartość tego dziwnego urodzinowego prezentu.
Wrzucił do kufra już wszystkie swoje rzeczy: ubrania, słodycze, album ze zdjęciami. Zatrzymał się chwilę przy książkach. Zdecydowanie nie były podpisane, ale wyglądały na podręczniki ucznia Hogwartu, a jak sobie przypomniał, teraz chodził do amerykańskiej szkoły magii Defix. Zebrał je więc i włożył tam, gdzie resztę rzeczy. Pozostałe książki te o eliksirach i obronie przed czarną magią ułożył na półkach. “Aktorstwo dla początkujących” wylądowało tam, gdzie ostatnio, czyli pod poduszką na łóżku.
Rozejrzał się po pokoju, lustrując po kolei każdy kąt. Nie, jednak niczego nie zapomniał schować. Poszedł do łazienki i krytycznie przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Mimo, iż jego włosy nie były nigdy tak tłuste jak u Mistrza Eliksirów, to wykazywały olbrzymią skłonność do przetłuszczania się. Współczuję prawdziwemu Johnowi. Z tymi włosiskami ma chłopak przechlapane – pomyślał. Jeszcze chwilę stał wpatrując się w swoje odbicie i robiąc różnego rodzaju miny. Musiał poćwiczyć niewinne uśmieszki, bo strach miał już opanowany niemal do perfekcji, ból zresztą też. Jednak najwięcej problemu sprawiała mu obojętność. Nawet, jeśli twarz pozostała niewzruszona, to zdradzały go oczy i brzmienie głosu.
Usłyszał jak z jego pokoju dochodzi krzątanina. Uchylił delikatnie drzwi i wyjrzał. W pomieszczeniu znajdował się jedynie Uchatek. Wyszedł z łazienki. Stanął pod ścianą i w milczeniu przyglądał się pracy skrzata. Gdy ten go zauważył ukłonił się nisko i swym skrzekliwym głosikiem zapytał:
- Czy panicz John wszystko zapakował?
- Tak – odparł. – Tylko nie wiem, co zrobić z Hedwigą – ręką wskazał sowę, która smacznie pochrapywała.
- Proszę się nie martwić. Uchatek weźmie ptaka i kufer panicza, i wyniesie na strych. Mój pan tak kazał. Kazał też przekazać, że ma panicz zejść na dół do jadalni.
Z bijącym sercem wszedł do pomieszczenia, w którym spędzał średnio półtorej godziny dziennie. Domyślał się, że przybył już gość. Przy stole siedział Mistrz Eliksirów w towarzystwie kobiety, którą bez wątpienia była Narcyza Malfoy. Tuż za nią stał Draco we własnej osobie. Dorośli prowadzili ze sobą ożywioną dysputę na temat kolejnych posunięć ministra Knota. Jak Harry zdążył się zorientować, cały czarodziejski świat domagał się większego tępienia Czarnego Pana, jak i jego sługusów. Chłopak uspokoił się nieco i powiedział zupełnie normalnym głosem, w którym nie było już śladu zdenerwowania.
- Dzień dobry.
Zwróciło to uwagę pozostałych osób. Zauważył na sobie zaciekawiony wzrok obojga gości. Snape jakby domyślał się, o co chodzi, bo zaraz pośpieszył z wyjaśnieniem.
- To John, syn mojej kuzynki Arachny. A to Narcyza Malfoy i jej syn, Draco.
- Bardzo miło mi poznać.
Podszedł do kobiety, ujął jej wyciągniętą rękę i delikatnie ucałował wierzch jej dłoni. Chłopakowi podał rękę i skinął nieznacznie głową. Dostrzegł nieznaczny uśmieszek na twarzy swojego “wuja”. Spojrzał na panią Malfoy ubraną w ładną, błękitną suknię. Przyglądała mu się przez chwilę, po czym uśmiechnęła się i powiedziała:
- Jesteś bardzo miłym młodym człowiekiem, John. I przede wszystkim dobrze wychowanym. Nie często się to zdarza w dzisiejszych czasach.
- Jak mógłbym być niemiły dla tak pięknej kobiety jak pani?
Nie minął się zbytnio z prawdą. Narcyza była wysoką blondynką o dużych niebieskich oczach, w których nie było jednak ani odrobiny ciepła.
Mistrz Eliksirów przyglądał się temu przedstawieniu z mieszaniną zdziwienia, zadowolenia i strachu. Tak, strachu. Jeśli Potter tak szybko pogodził się z myślą, że przyjdzie mu spędzić kolejny tydzień pod jednym dachem z dwójką znienawidzonych osób, to zdecydowanie nie wróżyło to niczego dobrego. I jeszcze jego zachowanie a’la jestem – grzecznym – chłopcem – i – wszyscy – mnie – lubią… Zdecydowanie działo się tu coś dziwnego i mężczyzna przysiągł sobie dowiedzieć się, o co chodzi. Skierował swój wzrok na młodego dziedzica fortuny Malfoyów. Na twarzy blondyna jak zwykle widniał znudzony uśmieszek, ale z uwagą obserwował wszystko i wszystkich dookoła.
Co za lizus! – pomyślał Draco. – I ja mam mieszkać pod jednym dachem z kimś takim? Koszmar. Jego rozmyślania przerwał głos Narcyzy.
- To ja już pójdę. Draco, zachowuj się.
- Dobrze mamo.
Kobieta z cichym trzaskiem deportowała się. Nauczyciel zwrócił się do chłopców, którzy stali naprzeciwko siebie i przyglądali się sobie z dziwnymi błyskami w oczach.
- John, zaprowadź Draco do jego pokoju. To ten naprzeciwko twojego. Potem przyjdź do mojego gabinetu.
Harry nie odpowiedział, a jedynie skinął głową. Wyszedł z jadalni i skierował się w stronę schodów. Gdy był już na ich szczycie obejrzał się za siebie sprawdzając, czy idzie za nim Malfoy. Zrównał się z chłopakiem i zagadał przyjacielskim tonem, zupełnie jakby znał blondyna od lat, a nie po raz pierwszy zobaczył na oczy.
- Chodzisz do Hogwartu, prawda?
- Tak, bo co? – burknął w odpowiedzi Draco.
- Nic. Po prostu chciałem dowiedzieć się jak tam jest. Jednak skoro nie chcesz mówić, nie nalegam.
Resztę drogi przebyli w milczeniu. Potter wskazał towarzyszowi drzwi na wprost jego pokoju. Pomieszczenie to wyglądało dokładnie tak samo, tylko kolorystyka była bardziej chłodna. Zielonooki jeszcze przez chwilę przyglądał się chłopakowi, który zaczął się rozpakowywać. Wstąpił do swojej “dziupli” jak w myślach nazywał pokój, w którym mieszkał. Zabrał ze stolika różdżkę, schował ją głęboko w szatach i udał się na kolejną lekcję oklumencji.

- Patrzcie, tam jest ten kretyn Potter!
- Łapać go – zdecydował po chwili Dudley.
Czterech dość potężnych chłopców ruszyło w pościg za mniejszym, czarnowłosym. Za chwilę jednak wrócili trzymając za ramiona wyrywającego się malca, który mógł mieć najwyżej siedem lat. Zdecydowanie najtłustszy z oprawców przyglądał się rozgrywającej się scenie z iście sadystycznym uśmiechem na swoje pulchnej twarzy.
- Tym razem już się nie wymigasz. Na kolana.
- Jeszcze czego! Nie jestem twoim niewolnikiem!
- Doprawdy? Więc niedługo nim będziesz.
Skinął na dwóch goryli, którzy do tej pory stali z tyłu. Ci podeszli i zaczęli okładać ofiarę. Na tyle lekko, żeby nie zabić ani nie wyrządzić zbyt wielkiej krzywdy, lecz na tyle mocno by bolało. Po kilku minutach przestali, ale zbliżył się Dudley i nachylił. W zielonych oczach widać było jedynie rezygnację, ale także coś jakby determinację.


Harry stał pochylony spazmatycznie łapiąc oddech. Dziwnym zbiegiem okoliczności ilekroć Snape natrafił na to wspomnienie, tylekroć oglądał je do końca. I zawsze potem uśmiechał się ironicznie. Tak było i tym razem. Między Bogiem a prawdą Potterowi szło coraz lepiej, pod warunkiem, że miał chwilę czasu, by przygotować się do ataku. Dzisiaj jednak został potraktowany wyjątkowo paskudnie. Ledwo zdążył zamknąć za sobą drzwi, a już czuł na sobie zaklęcie Legilimens.
- Nie udało ci się, Potter.
- Nie moja wina, że zaatakował pan bez uprzedzenia. Może spróbujemy jeszcze raz?
- Mam lepszy pomysł.
Mężczyzna wskazał chłopakowi krzesło, a sam usiadł w dużym, obrotowym fotelu. Zastanawiał się, czy może mówić ze Złotym Chłopcem otwarcie. Na pewno nie mógł mu powiedzieć wszystkiego, co wiedział na temat poczynań Czarnego Pana. Nie, żeby nie chciał, ale wiedział jak ten na takie rewelacje zareaguje. Postanowił, więc zdradzić mu tylko część prawdy. Przy okazji dzieciak mógłby się czegoś nauczyć.
Musiał też przyznać, że Potter przebywając w jego towarzystwie zaczął panować nad swoim językiem. A dzisiejsze przedstawienie, bo tylko tak można to było nazwać, wprawiło go wręcz w oszołomienie. Nie przypuszczał, że Harry posiada aż tak rozwinięty talent aktorski. A skoro już go ma, to czyż nie dobrze byłoby go wykorzystać?
- Co sądzisz o młodym Malfoyu?
- Słucham?
- Co o nim myślisz, czy byłbyś w stanie go polubić?
- Nie wiem, panie profesorze. I nie sądzę, aby moje zdanie było w tej kwestii ważne. Poza tym opinia wydana przeze mnie nie byłaby obiektywna.
- Chodzi mi o to, czy byłbyś w stanie zaprzyjaźnić się z nim jako John.
- To nie ode mnie zależy. Dziś na przykład, próbowałem do niego zagadać, ale nie był tym zbyt zachwycony.
- To normalne w jego przypadku. Dzisiaj daj mu spokój z zawieraniem nowych znajomości, ale jutro miej go na oku.
Harry patrzył na profesora, jakby temu wyrosła druga głowa. Nie wiedział, o co może chodzić w tej rozmowie, ani dokąd ona zmierza.
- O co panu chodzi?
- Po prostu miej go na oku. Nie chcę, aby wiedział o rzeczach, o których wiedzieć nie powinien. A właśnie, masz może jakieś sny?
- A co to pana tak nagle zainteresowało?
- Możesz mi wierzyć, że nie pytam o to z własnej inicjatywy.
- Rozumiem. Ostatni był tydzień temu. Torturowali wtedy jakąś małą dziewczynkę. Chyba jej rodzice byli czarodziejami, ale pewien nie jestem.
Mistrz Eliksirów odsunął szufladę biurka i przez chwilę w niej szperał. W końcu wyciągnął z niej gazetę. Na stronie tytułowej widniało zdjęcie ślicznej blondyneczki o zielonych oczach. Uśmiechała się delikatnie pokazując rządek idealnie białych i równych mleczaków. Ubrana była w różową sukieneczką z krótkim rękawkiem. Widać było, że pochodzi z dobrego domu, a jej rodziców stać na najlepsze ubrania dla córki.
- Czy to ją widziałeś w tej wizji?
- Chyba tak, chociaż pewny nie jestem. Tamta na pewno miała jasne włosy. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy to ona – ręką wskazał zdjęcie. – Jak tylko sobie to przypominam… Co to za dziewczynka?
- Ana Rose, mugolka, zaginęła dokładnie osiem dni temu. Jej rodzice to bogaci ludzie biznesu. Policja podejrzewała porwanie dla okupu.
- Ile miała lat?
- Osiem. W tym śnie widziałeś sprawdzian lojalności. Nowi Śmierciożercy musieli się sprawdzić w roli kata.
Severus Snape uznał, że Potterowi należą się wyjaśnienia. Sądząc po jego minie można się było domyśleć, jakie emocje nim targały. I można mieć pewność, że nie była to radość.
Naczelny postrach hogwardzkich korytarzy odprawił Harry’ego. Zastrzegł też, że za dwie godziny ma pojawić się w gabinecie z Malfoyem przy boku. Powiedział, że będą robić eliksir z zakresu podstawowego z uwzględnieniem indywidualnych upodobań ważyciela. Cokolwiek to miało znaczyć.
Chłopak powlókł się do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i zaczął wertować “Aktorstwo dla początkujących”. Im dalej się w niego zagłębiał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, iż podręcznik ten bardziej nadawałby się na wzorzec postępowania dla młodego szpiega, a tytuł jest jedynie dla zmyłki. Dopiero teraz uzmysłowił sobie, czego chciał od niego “wujek”. Jeżeli dobrze myślał, to miałby wypytać tego blond kretyna, co sądzi o Voldemorcie.
Odłożył książkę i sięgnął po inną. Jej tytuł dla niewprawnego obserwatora nic by nie znaczył. Dotyczyła ona, o zgrozo, eliksirów. Jednak daleko jej było do książki dla dzieci. W “Trujących sekretach kociołka” był zawarty cały spis najbardziej groźnych specyfików, oraz objawy ich działania. Nie zapisano w nich jednak żadnych przepisów, ani nawet nie wymieniono składników. Mogło to oznaczać tylko jedno. Zdobycie ich było nielegalne i surowo karane, lub, co bardziej prawdopodobne, przy sporządzaniu tych eliksirów Czarną Magię można było wyczuć w powietrzu. Harry stwierdził, że niektóre z nich są bardzo przydatne, bądź nawet ratują życie. Trzeba też powiedzieć, że Potter almanach ten zdobył w sposób dość kontrowersyjny.
Siedział w gabinecie, czekając na powrót Snape’a, który akurat wybrał się na spotkanie z Czarnym Panem. Ze znudzeniem przesuwał wzrokiem po tytułach książek poustawianych w biblioteczce. Szczególnie zaintrygowała go jedna. Podszedł i ściągnął ją z półki. Gdy Mistrz Eliksirów wrócił po około godzinnej nieobecności zastał przy swoim biurku niecodzienny widok. Potter siedział pogrążony w lekturze i nie zauważył nawet jak Severus okrążył biurko i stanął dokładnie za nim, czytając mu przez ramię.
- Czyżby zainteresowały cię eliksiry?
- Można tak powiedzieć – odpowiedział, jednak nie odrywał wzroku od kartki.
- Nie powinieneś tego czytać. Już za samą znajomość ich nazw mógłbyś wylądować w Azkabanie.
- Domyślam się.
Mistrz eliksirów westchnął teatralnie. Zaklęciem Accio przywołał “Trujące sekrety kociołka” i podmienił książki.
- Jeśli tak bardzo chcesz znać nazwy trucizn to przeczytaj to. Jest napisana prosto i zrozumiale. Uzdrowiciele bardzo często z niej korzystają, choć i aurorzy nie wzgardzą.
- Dziękuję.
Tak więc chłopak wyszedł gabinetu zaopatrzony w lekturę, która, mimo iż traktowała o eliksirach, była bardzo ciekawa.
Harry do tej pory uśmiechał się szeroko na myśl o pergaminie spoczywającym na dnie jego kufra. Snape z całą pewnością nie zauważył, że ze sterty papierów poukładanych na biurku znikła jedna mała karteczka. Potter zdążył przepisać sobie składniki i sposób przyrządzenia jednej pozycji. Wydawało mu się, że kiedyś może mu się to przydać.
Spojrzał na zegarek. Za dziesięć minut miał się stawić na kolejną lekcję. Tym razem z Malfoyem. Przeciągnął się i wyszedł a pokoju.
Zapukał do drzwi sąsiedniego pomieszczenia. Odpowiedziało mu stłumione “proszę”. Nacisnął klamkę i przekroczył próg. Draco siedział i wyglądał przez okno. Minę miał niewyraźną. Harry od razu poznał symptomy niezadowolenia.
- Cześć – zawołał wesoło. Jak grać to grać. – Co robisz?
- A co widzisz?
- Widzę podłamanego nastolatka obrażonego na cały świat. I kto to mówi? Jeszcze parę dni temu sam się tak zachowywałem! I widzę jeszcze cholernego kretyna, który nie chce skorzystać z tak wspaniałej okazji, jaką niewątpliwie są darmowe korki z eliksirów. Czy ja to naprawdę powiedziałem? Świat się kończy!
- A co ty możesz o tym wiedzieć?
- Wbrew pozorom całkiem sporo. Ale nie roztrząsajmy już tego tematu. Jak będziesz chciał, to sam opowiesz. Teraz chodź zanim wujcio się wścieknie.
Chłopcy zeszli na dół. Stojąc pod gabinetem każdy czuł co innego. Draco był zrezygnowany. Z całą pewnością nie chciał mieć dodatkowych lekcji, zwłaszcza w wakacje. Harry był natomiast, o dziwo, wyluzowany. Przecież przez całe dwa miesiące zakuwał. Zapewne gdyby ktoś kazał mu wymienić z pamięci wszystkie składniki eliksiru uspokajającego zrobiłby to bez problemu. A trzeba przyznać, iż był to wyjątkowo skomplikowany specyfik. Jednocześnie odczuwał też strach, ale tak było przed każdą lekcją ze Snape’em.
Potter podniósł dłoń i zapukał. Przez chwilę nic nie było słychać. Jednak zaraz dało się słyszeć stłumione:
- Proszę.
Otworzył drzwi i przepuścił Malfoya przodem. Nie wyglądał on najlepiej. Był dużo bledszy niż zwykle, ale gdy tylko wkroczył do gabinetu, jego usta rozciągnęły się w słabym uśmiechu. Harry sam nie wiedział, czego się spodziewać. Mistrz Eliksirów go nie lubił, ale teraz musiał udawać, że są w dobrych stosunkach. Nie było to łatwe. Wchodząc do pomieszczenia przybrał nieodgadniony wyraz twarzy. Tyle razy widział go u profesora, i dość często sprawdzał przed lustrem jak z nim wygląda, więc zawsze była pewność, że jest on odpowiedni.
Mistrz Eliksirów bez słowa poprowadził ich do laboratorium.
- Draco, będziesz robić eliksir na porost włosów. Później przejdziesz do czegoś poważniejszego. Tu masz wszystkie składniki, przepis jest w książce. Mam nadzieję, że sobie poradzisz
Chłopak prychnął pogardliwie. Widać było, że chce zrobić coś “poważniejszego”. Mistrz Eliksirów całkowicie zignorował uwagi Malfoya. Zwrócił się do Harry’ego, a jego oczy, zazwyczaj czarne i nieprzeniknione, zabłyszczały w tajemniczy sposób.
- Dla ciebie, John, mam inne zajęcie.
Poprowadził go do najbardziej oddalonego stołu. Stał na nim srebrny kociołek i masa ingrediencji typu: żabi skrzek, oczy nietoperza, ale były też takie jak róg jednorożca czy serce smoka. Składniki te, jak z przerażeniem zauważył Potter, służyły do sporządzania naprawdę zaawansowanych mikstur.
- Zakon potrzebuje eliksirów leczniczych – szeptem wyjaśnił mężczyzna. – Z resztą w Mungu też brakuje leków.
- Co więc mam robić?
- To proste. Przygotujesz składniki. W między czasie sprawdzę twoją wiedzę teoretyczną. Posiekaj mniszek.
- Do czego on jest potrzebny?
- Ma właściwości lecznicze. Mugole czasem stosują go na kaszel. Co wiesz o eliksirze bezkrwawym?
- Tamuje cieknącą krew i na poziomie podstawowym uzupełnia jej braki. Ma czerwony kolor i jest w stanie ciekłym.
- Jak się go stosuje?
- Tak jak większość eliksirów, doustnie. Można jednak podawać go dożylnie na przykład, kiedy człowiek jest nieprzytomny.
- Dobrze. A jeśli ofiara trafiła już do szpitala, to, jaką miksturę jej podasz?
- Substytut, albo przetoczę własną krew.
- Początkujący magomedycy i aurorzy przetaczają krew. Substytut jest bardzo trudny do zrobienia, więc raczej byś sobie z tym nie poradził.
Reszta rozmowy przebiegała w sposób podobny. Co jakiś czas pytanie kierowane było do Malfoya, który odpowiadał na nie bardzo ogólnikowo. Harry musiał więc uzupełniać odpowiedzi blondyna, chyba, że on również nie znał wszystkich faktów.
Na zakończenie zajęć, które trwały dwie godziny, Snape kazał zostać Potterowi. Wiedział już, że chłopak się uczył. W ciągu dwóch godzin zdążył go przepytać z miesięcznej partii materiału. Zastanawiał się tylko, czy może mu pozwolić na, swego rodzaju, swobodę. Z całą pewnością, gdyby to zrobił zostałby odciążony. Mógłby wtedy popracować trochę z Draco. Oczywiście musiałby zwracać również uwagę na Pottera.
- Jutro będziesz pracować sam. Zrobisz eliksir znieczulający. Jest dość skomplikowany, ale myślę, że jeśli o nim poczytasz, to sobie poradzisz. Na oklumencję przyjdź zaraz po śniadaniu. Możesz iść.
- Do widzenia, panie profesorze.
Dni mijały dość spokojnie, jak na początek wojny z siłami zła. Od tygodnia Harry robił eliksiry samodzielnie. Co najdziwniejsze, były one poprawnie wykonane. Miał, co prawda, do dyspozycji przepis, ale… Gdy tylko zbliżał się wyznaczony czas na spotkanie korepetycyjne czuł jakiś niespotykany u niego spokój. Wyciszał się, ale w głowie cały czas pozostawała wolna przestrzeń, czekająca tylko by zapełnić ją nową porcją wiedzy. Wbrew pozorom Potter wcale nie uczył się dużo. Po prostu w czasie przerw między lekcjami oklumencji, eliksirów a rozmową z blondynem czytał. Skończył już z podręcznikiem aktorstwa, ale zabrał się za “Trucizny i antidota”. Książkę tą dostał oczywiście od Mistrza Eliksirów. Nie, żeby ten zrobił to z dobroci serca. Dając ją chłopakowi tłumaczył:
- Dla Czarnego Pana robię trucizny, a dla Zakonu i Świętego Munga antidota. Ty zajmiesz się tym drugim. Przeczytaj ją bardzo uważnie, bo wystarczy drobna pomyłka i wyjdzie wielkie BUM.
Z Draco też się dogadywał. Co prawda ich rozmowy zazwyczaj ograniczały się jedynie do wymiany standardowych grzeczności, ale już mogli podtrzymać cywilizowaną konwersację. Do tej pory pamiętał, co Malfoy powiedział na jego temat.
- …Potter to kretyn. Cały czas chodzi z tą szlamą i tym biedakiem. W szkole mówi się, że mógł wybrać sobie dom, bo tiara nigdzie nie chciała go przydzielić. Zdolny to on może i jest, ale kompletnie nie umie wykorzystać swojej wiedzy…
Z zamyślenia wyrwało go łomotanie w drzwi. Dźwignął się powoli, zastanawiając się, kto to może być. Z doświadczenia wiedział, że Snape tu nie przychodził, a Uchatek materializował się na środku pomieszczenia i w taki sam sposób znikał. Otworzył drzwi i jego oczom ukazał się widok iście komiczny. Malfoy łapał ciężko oddech, miał lekko zaczerwienioną twarz, a w oczach dało się dostrzec strach.
- Profesor Snape – wykrztusił z siebie spazmatycznie łapiąc oddech, jakby dopiero biegł w maratonie.
- Co?
- Chodź.
Pociągnął go do holu. Przy schodach leżała jakaś postać. Harry domyślił się, że to Snape. Podszedł do niego i uklęknął sprawdzając puls. Mężczyzna żył, ale było z nim kiepsko. Harry wyciągnął różdżkę i mruknął:
- Enervate.
Mistrz Eliksirów otworzył oczy, spojrzał na Harry’ ego, po czym wyszeptał:
- Potter… mugole…morderstwo… atak… szybko
Znowu zemdlał. Z jego zaciśniętych dotąd pięści wypadł mały zwinięty pergamin. Chłopak otworzył go i odczytał:

W razie nagłego wypadku!
Tylko ty, Harry, możesz to odczytać. Jest to swego rodzaju zabezpieczenie.
Jeśli trzymasz to w ręce oznacza to, że z profesorem Snape’em nie jest dobrze. Skontaktuj się ze mną jak najszybciej. Jestem w swoim apartamencie w Hogwarcie. Skorzystaj z kominka w gabinecie.


Chłopak zerwał się na równe nogi. Może i nie lubił Dursleyów, ale z całą pewnością nie chciałby być winny ich śmierci. Zanim wyszedł, powiedział do Malfoya:
- Zawołaj Uchatka. On będzie wiedział, co robić.
Pobiegł do kominka. Wrzucił garść proszku Fiuu i zaczął gorączkowo wołać Dumbledore’a. Nadal mu nie ufał, ale w obecnej chwili i tak nie miał nic do stracenia. Dyrektor pojawił się po kilku minutach.
- Panie dyrektorze – zaczął bez ogródek Harry. – profesor Snape wrócił ze spotkania. Z tego, co powiedział wnioskuję, że Czarne Pan szykuje atak na Dursleyów.
- Dobrze, już tam kogoś wyślę. W jakim stanie jest profesor?
- Ciężko z nim.
- Niedługo kogoś tam przyślę. Do tego czasu jednak musisz zająć się nim sam.
Harry przerwał połączenie. Wszedł do laboratorium i przejrzał zawartość szafek. Zdecydował się wziąć eliksir czuwania, przeciwbólowy i na ogólne obrażenia. Wrócił do holu. Malfoy siedział na schodach i patrzył na drzwi gabinetu. Gdy tylko Potter się w nich pojawił spojrzał na niego przeciągle, a na jego bladej twarzy zagościł ironiczny uśmieszek. Brązowowłosy chłopak zignorował go całkowicie. Znowu uklęknął przy nauczycielu. Machnął różdżką a następnie podał mu eliksiry. Mężczyzna miał zamglony wzrok, słabo kontaktował i zapewne dostał wieloma nieprzyjemnymi klątwami. Harry bez trudu rozpoznał Cruciatusa i zaklęcie noży. Co jest? Przecież Voldemort raczy swoje sługi jedynie Cruciatusem. Przywołał do siebie skrzata, który kulił się w ciemnym kącie.
- Uchatku, przynieś zimną wodę i czystą szmatkę – wydał polecenie, choć sam nie wiedział skąd wie, co ma robić. – Draco – zwrócił się do blondyna. – znajdź jakąś poduszkę i podłuż mu pod głowę.
- A ty, dokąd pójdziesz, Potter?
- O co ci chodzi?
- Już ty wiesz, o co mi chodzi.
- Teraz chyba ważniejsze jest jego zdrowie. Nie uważasz? – uciął rozmowę.
Nie czekając na reakcję arystokraty poszedł po kolejne specyfiki. Zastanawiał się skąd Malfoy wziął takie rewelacje. Sam fakt, że były one prawdziwe niczego nie zmieniał. Draco nie miał prawa wiedzieć o tej tajemnicy. Po prostu nie miał. Jednak skądś się dowiedział i należało to wyjaśnić. Teraz jednak skupił się na wyszukiwaniu mikstur. Eliksir po skutkach cruciatus, bezkrwawy, energetyczny. Wrócił do holu i powtórzył poprzednie czynności. Dopiero po chwili spojrzał na Malfoya.
- Więc skąd przypuszczenie, że jestem Potterem?
- Kiedy wyszedłeś, Snape zaczął coś mówić, żeby zawołać Pottera, że grozi mu niebezpieczeństwo, że Czarny Pan jest wściekły, bo chłopaka nigdzie nie ma.
- To pewnie dlatego…
- Co? – teraz to Draco niczego nie rozumiał.
- Śmierciożercy nie mogą znaleźć Pottera, więc Czarny Pan się wścieka. A to, co się z nim stało – wskazał ręką Mistrza Eliksirów. – jest tego doskonałym przykładem.
Po minie Malfoya Harry poznał, że chłopak połknął haczyk. Przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Każdy z chłopców pogrążył się we własnych myślach.
Ich rozmyślania przerwało pojawienie się w pomieszczeniu czwartej osoby. Potter zareagował natychmiast. Poderwał się na równe nogi, różdżkę skierował na przybysza i zadał pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy. Wszystko to nie trwało więcej niż pięć sekund.
- Kim jesteś?!
- Spokojnie, jestem ze Świętego Munga.
Był to młody mężczyzna, może dwudziestopięcioletni. Miał sięgające ramion brązowe włosy związane z tyłu głowy w kucyk. Harry przez chwilę milczał, po chwili skinął głową i wskazał Snape’a.
- Co mu się stało? – zapytał, gdy tylko skończył oględziny.
- Nie… - zaczął Malfoy.
- …udany pojedynek – dokończył za niego Harry.
- W takim razie bardzo ostry. Dostał kilka razy Cruciatusem, zaklęciem noży i nieudaną Kedavrą. Musiał rzucać ją dzieciak, albo została ona specjalnie źle rzucona. Widzę jednak, że sobie poradziliście. Kto podawał mu leki?
Draco spojrzał na Pottera i bez słowa wskazał na niego ręką.
- Kiedy się obudzi będzie musiał ci podziękować. Możliwe, że to eliksir energetyczny uratował mu życie. Skąd wiedziałeś, co należało podać?
- Po prostu. W szkole mieliśmy zajęcia z pierwszej pomocy – wymyślił na poczekaniu.
- Jutro powinien się obudzić, a za kilka dni dojdzie do siebie. A tak swoją drogą. Po co dawałeś mu eliksir czuwania?
- Żeby móc podać mu inne. Nie wiem jak pan, ale ja nie chciałbym mieć go na sumieniu.
- Przetransportujcie go na łóżko i dajcie odpocząć.
- Dobrze. Do widzenia.
Czas płynął swoim biegiem. Zakonowi udało się przybyć na czas, więc Dursleyom nic się nie stało. Ciotka Petunia wyszła jedynie z szokiem. Mistrz eliksirów zgodnie z zapowiedzią magomedyka wrócił do zdrowia. Na pytanie, co się stało w czasie spotkania, odburkiwał niezrozumiałe słowa.
Do początku roku szkolnego został jedynie jeden dzień. Kilka dni wcześniej Malfoy wrócił do siebie. Harry dowiedział się, że jego książki zostały już zakupione, a on sam zostanie dotransportowany bezpośrednio na peron 9 i ¾. Lekcje oklumencji miały się odbywać pod kryptonimem “korepetycje z eliksirów” dwa razy w tygodniu po kolacji i czasami w czasie szlabanów.
Chłopak powoli zaczął się pakować. Jego książki porozrzucane były po całym pokoju, nie mówiąc już o ubraniach, które walały się dosłownie wszędzie. Już nie mógł się doczekać spotkania z przyjaciółmi. Ostatni raz widział się z nimi miesiąc temu, a od tego czasu sporo się zmieniło.
Następnego dnia wstał wcześnie rano. Ubrał się i czekał, aż będzie mógł zejść na śniadanie. To już jego ostatnie godziny spędzone w tym domu. Nie czuł jednak smutku, czy przygnębienia.
- Nie myśl sobie, że jesteś najważniejszy. Może dla Dumbledore’a, ale nie dla mnie – przypomniał sobie słowa Snape’ a sprzed kilku dni.
Sam nie wiedział, czemu akurat o tym pomyślał. Może dlatego, że dostrzegł w Severusie człowieka? A może, dlatego, że Mistrz Eliksirów był brutalny, ale przeważnie zawsze mówił mu prawdę? Nawet tę, o której wolałby nie wiedzieć.
Zastanawiał się też, czy dyrektor wziął sobie za cel pogodzić go ze Snape’em. Bo czy istniał jakikolwiek inny, poza oklumencją, racjonalny powód, dla którego nie pozwalał mu spotykać się z przyjaciółmi? Nie, takowego nie było. Przecież zaraz po akcji w ministerstwie Dumbledore wytłumaczył mu, dlaczego każdego lata musi wracać na Privet Drive. Teraz jednak spędził tam tylko tydzień. Voldemort odkrył chyba sposób, żeby dobrać mu się do skóry. Nawet w domu wujostwa. Nie można powiedzieć, żeby Harry się tego nie spodziewał. Potter nie był idiotą i domyślał się, że zaklęcie ochronne z krwi jego matki przestało działać, gdy tylko Czarny Pan odrodził się używając do tego celu jego soków życiowych. Wywnioskowanie takich spostrzeżeń zajęło mu nawet mniej czasu niż Lordowi.
- Wypij i pamiętaj, że miejsce twojego wakacyjnego pobytu musi pozostać tajemnicą – powiedział Snape, podając chłopakowi pękatą buteleczkę ze znaną mu już zawartością.
Kufer i klatka z Hedwigą stały przy biurku. Musiał jeszcze schować książki dostarczone mu zaraz po śniadaniu przez profesora. Zabrał się za to dość szybko i już po chwili stał wyprostowany, patrząc wyczekująco na nauczyciela. Ten wyjął z jednaj ze swoich przepastnych kieszeni kawałek pergaminu.
- Uaktywni się za dziesięć minut – powiedział, poczym zamaszystym krokiem wyszedł z pomieszczenia.
Harry rozglądał się przez chwilę. Nie wiedział, czemu, ale czuł, że będzie tęsknił za tym pokojem. Nawet za domem. Miał dziwne irracjonalne przeczucie, że przez dwa miesiące to miejsce było jego domem. Szybko jednak się za tę myśl skarcił.
Mocno uchwycił rączkę swojego kufra i klatkę. Sowa zahukała przyjaźnie. Nawet ona wiedziała, że czas wracać do szkoły. Poczuł szarpnięcie w okolicy pępka. Wiedział już, co to znaczy. Wracał, do Hogwartu, do swojego prawdziwego domu, który jednak przestał być aż tak bliski po śmierci Syriusza. W tym roku, jak zwykle, czekało go mnóstwo przygód.
Harry miał nadzieję, że nowy nauczyciel okaże się człowiekiem godnym zaufania, i że nie będzie próbował go uśmiercić, jak Quirrel, czy fałszywy Moody; pozbawić pamięci, jak w przypadku Lockharta; zmienić w wilkołaka, jak Lupin, który był jednak jego najlepszym profesorem; natomiast ta stara jędza Umbridge chciała wydalić go ze szkoły i oskarżyć o niepoczytalność. Potter nie miał szczęścia do wykładowców tego przedmiotu. Co roku uczyła go inna osoba, co roku też wiązało się to z wielkim ryzykiem.








Opublikowane: 2006-04-22 (3343 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

Proszę o pomoc. Pożyczka na chwilówki. 4k/rok
Potrzebuję pożyczki w wysokości 4000z...

pozyczka
czktos bez problemu dostal pozyczke w e-credit i ...

Kredyty do 20,000 zł, bez przedpłat, cała Polska, online !
Witam, zajmuję się pośrednictwem finansowym. Wspó...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 52 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.30 sekund
Page created in 0.306250 Seconds