STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"- Tragiczna strata, której doznałeś tak wcześnie... Urodziłeś się w środku zimy, prawda? - Nie. Urodziłem się w lipcu." - S. Trelawney / H. Potter

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Harry Potter i Bractwo Smoka (Rozdział V)


Harry Potter i Bractwo Smoka (Rozdział V)

*** ***

Harry obudził się około godziny ósmej. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszył się, że eliksiry Snape’a są wręcz idealne. Po raz pierwszy od końca roku szkolnego udało mu się przespać całą noc bez choćby jednego koszmaru. Chłopak sięgnął po okulary leżące na szafce nocnej i zauważył na niej kilka listów. Z roztargnieniem wziął pierwszy list...


ROZDZIAŁ 5 - Wyniki SUM –ów i urodziny

Harry obudził się około godziny ósmej. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszył się, że eliksiry Snape’a są wręcz idealne. Po raz pierwszy od końca roku szkolnego udało mu się przespać całą noc bez choćby jednego koszmaru. Chłopak sięgnął po okulary leżące na szafce nocnej i zauważył na niej kilka listów. Z roztargnieniem wziął pierwszy list:

Cześć stary!
Co u Ciebie? Gdzie się podziewasz? (Rodzice powiedzieli nam, że nie jesteś już u Dursleyów, ale nie powiedzieli gdzie zamieszkujesz). U nas wszystko w porządku. Fred i George nieźle urządzili się w swoim sklepie (kiedy mama dowiedziała się, że uciekli ze szkoły chciała ich zabić. Dobrze, że w pobliżu był tata.)
Sam- Wiesz- Kto na razie nie atakuje. Większość myśli, że to cisza przed burzą. Im dłużej się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że On szykuje się do czegoś dużego.
Napisz, co u Ciebie. Masz pozdrowienia od wszystkich Weasleyów. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. Pozdrawiam
Ron.


Harry doszedł do wniosku, że później odpisze Ronowi. Wziął się za czytanie listu od Hermiony, który w gruncie rzeczy zawierał to samo. Potter dopiero teraz zorientował się jak bardzo tęsknił za przyjaciółmi. Nie widział ich przez dwa tygodnie, ale czuł jakby to były lata. Chciał z nimi porozmawiać, przeprosić za to, że zaryzykował ich życie zabierając ze sobą do ministerstwa. Chciał powiedzieć im prawdę o przepowiedni, ale nie mógł. Wiedział jakby zareagowali: Hermiona rozpłakałaby się, a potem szukała możliwych interpretacji tej cholernej przepowiedni i wmawiała sobie, że to niekoniecznie o niego w niej chodzi. Z Ronem sprawa była bardziej poważna i złożona. Rudzielec był bardzo żywiołowy, więc z całą pewnością byłby wściekły o zatajanie prawdy, a później uparłby się, żeby mu pomóc. Nie. Nie powiem im o proroctwie. Jeszcze nie. Może kiedyś, ale nie teraz. Dopiero po chwili chłopak uzmysłowił sobie, że przecież ktoś musiał te listy przynieść. O nie- jęknął w duchu.-Ten drań był u Dumbledore’a. Pewnie wszystko już mu powiedział. Zaprzątnięty takimi myślami zaczął się ubierać.

Wysoki, brązowowłosy chłopak klęczał na podłodze i spazmatycznie łapał oddech. Podniósł się i z nienawiścią patrzył w oczy bladego mężczyzny, którego twarz wykrzywiona była w ironicznym uśmieszku.
-Znowu ci się nie udało, Potter.
I tak było już od tygodnia. Codziennie przez kilka godzin Harry próbował zablokować zaklęcie Snape’a, ale jakoś mu to nie wychodziło. Wiedział, że jeśli tego nie zrobi to Snape będzie miał kolejny powód, aby z niego szydzić. I oczywiście nie da mu koperty z wynikami SUMów. Tak, Harry wiedział, że takowa koperta jest w posiadaniu Mistrza Eliksirów. Dowiedział się o tym w tydzień po przybyciu do Snape Manor, ale mężczyzna zapowiedział, że nie odda mu jej dopóki przynajmniej raz nie uda mu się zablokować umysłu. Jak na złość nie udało mu się to ani razu od tygodnia i czuł z tego powodu złość i irytację.
-Co Potter? Masz już dość?
-Będzie pan tak gadał, czy zabierze się do roboty?- warknął w stronę nauczyciela.
Snape lekko się uśmiechnął. Wiedział, że chłopak jest wściekły i to mu się podobało, a jednocześnie napawało jakimś nieuzasadnionym lękiem.
-Dobrze, Potter. Przygotuj się. Raz… dwa… trzy. Legilimens!
Wspomnienia przepłynęły przez umysł Harry’ ego. Widział umierającego Cedrika. Oglądał odradzającego się Voldemorta. Był razem z Cho w kawiarni… Nagle poczuł, że musi się pozbyć intruza. Za wszelką cenę. Skupił całą swoją wolę. Na początku się nie udawało, ale przynajmniej zatrzymał przelatujące obrazy. Musiał się skupić, ale na czym? I wtedy znowu ją zobaczył. Mówiła do niego. Nie wiedział co, ale na pewno do niego. To dodało mu sił.
-NIE! - ten okrzyk rozdarł powietrze niczym pędząca strzała.
Snape poleciał do tyłu. Kawałki szkła z rozbitych okien wirowały po pokoju w szaleńczym tańcu. Wiatr targał ciężkimi zasłonami.
Severus z coraz większym zdziwieniem patrzył na młodego Pottera. Chłopak stał dumnie wyprostowany i patrzył w dal niewidzącym wzrokiem. Wokół niego nagromadziła się olbrzymia ilość magii, od której nawet powietrze drżało. Po policzkach chłopca zaczęły spływać pojedyncze łzy. Po chwili na ustach Harry’ego zaczął wykwitać mały uśmieszek.
-Tak. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz - powiedział jakimś dziwnym, nieobecnym głosem.
Wszystko skończyło się tak nagle jak się zaczęło. Magia rozpierzchła się na wszystkie strony, powodując, że szyby wróciły na swoje miejsce, a potem nagle z powrotem weszła w Złotego Chłopca, który zachwiał się i upadł. Mistrz Eliksirów podszedł do leżącego chłopaka. Sprawdził mu puls. Na szczęście żył. Zastanawiał się co TO mogło być, ale jakoś nie mógł znaleźć odpowiedzi na postawione sobie pytanie.
Po chwili Harry ocknął się, ale jego wzrok ciągle był odległy. Nieprzytomnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Kiedy jego wzrok mógł już rozróżniać kształty dostrzegł nad sobą znienawidzonego nauczyciela, który przyglądał mu się z dziwnym wyrazem twarzy.
-Coś się stało?- zapytał po chwili milczenia.
-Nie wiem jak, ale udało ci się mnie zablokować.
-Tyle to nawet ja wiem. Więc jak? Da mi pan kopertę?
-Niech ci będzie. Przecież jak najszybciej musi podjąć decyzję co do swojej przyszłości.
Mężczyzna podał mu oficjalnie wyglądającą, szarą kopertę. Zaadresowana była do Harry’ego. Chłopak podniósł się z podłogi i zamierzał wyjść z gabinetu, jednak zatrzymał go zimny głos profesora.
-Wybierasz się gdzieś, Potter?
-Jeśli pan pozwoli chciałbym udać się do swojego pokoju - odpowiedział grzecznie, choć w głębi cały dygotał.
Mężczyzna teatralnie podrapał się w głowę.
-Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że możesz przeczytać ten list również tutaj. Siadaj!
-O co panu chodzi?- zapytał, siląc się na spokój, ale ciągle nie ruszał się z miejsca.
-O co? O nic i o wszystko.
Chłopak pytająco uniósł brew. Nie miał pojęcia o co chodzi temu Staremu Nietoperzowi. Z resztą jak zdążył zaobserwować przez pięć lat kształcenia w Hogwarcie, to ten człowiek nigdy nie zachowywał się racjonalnie.
-Jak zwykle o ciebie, Potter.
-To znaczy?
-Jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że dowiem się jak tylko przeczytasz ten list. Boże! Czy ja naprawdę to powiedziałem?
Harry wiedziony instynktem samozachowawczym usiadł we wskazanym miejscu.
-Więc twierdzi pan, że mam otworzyć tą kopertę tutaj i tak po prostu przeczytać to co znajduje się w środku?
-Widzę, że jednak umiesz myśleć - odparł zgryźliwie.
-A potem powiedzieć panu jakie mam oceny?
-Potter. Twoje oceny nie obchodzą mnie w najmniejszym nawet stopniu, ale niezmiernie interesuje mnie co też Złoty Chłopiec dostał z eliksirów - powiedział z jawną irytacją. - Byłbyś zatem łaskaw otworzyć ten list?
Harry posłał mu spojrzenie bazyliszka, ale nic nie odpowiedział. Drżącymi rękami złamał pieczęć ministerstwa. Zaczął czytać:

Szanowny Panie Potter!
Na podstawie egzaminu ze Standardowych Umiejętności Magicznych (SUM) magiczna komisja egzaminacyjna postanowiła przyznać Panu następujące oceny:
PRZEDMIOT /TEORIA/ PRAKTYKA
OPCM /W (100/100)/ W (101/100)
ONMS/ P (80/100)/ P (78/100)
Transmutacja/ P (79/100)/ W (81/100)
Eliksiry i Antidota/ P (61/100)/ Z (54/100)
Zaklęcia /W (90/100)/ W (94/100)
Zielarstwo/ P (79/100)/ P (76/100)
Astronomia/ P (61/100)/ Z (55/100)
Wróżbiarstwo/ N (25/100)/ N (21/100)
Historia Magii/ O (19/100)/ -----------
Przypominamy, że skala ocen to:
W- Wybitny (100- 81)
P- Powyżej oczekiwań (80- 61)
Z- Zadowalający (60- 41)
N- Nędzny (40- 21)
O- Okropny (20- 0).
Na dwanaście przedmiotów nauczanych w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart zdawał pan egzaminy z dziewięciu, z czego siedem zostało przez Pana zaliczonych, a dwa nie.
Najpóźniej do 15 sierpnia proszę zadeklarować, których przedmiotów zamierza się Pan uczyć na szóstym i siódmym roku nauki.
Życzymy dalszych sukcesów w edukacji.
Z poważaniem,
przewodnicząca Magicznej Komisji Egzaminacyjnej
Gryzelda Marchbanks


Harry przez chwilę wpatrywał się w list. Cały czas czuł na sobie spojrzenie profesora. Podniósł głowę i spojrzał w czarne oczy Snape’a.
-Ma pan szczęście, profesorze Snape. Od tego roku nie musi oglądać mnie pan na swoich zajęciach.
-Myli się pan, panie Potter- odpowiedział przesłodzonym głosem.- Radzę zacząć uczyć się eliksirów.
-To znaczy?- zapytał zdezorientowany Harry.
-To znaczy, że przypuszczalnie przez najbliższe dwa lata będę zmuszony tolerować pańską niekompetencję, panie Potter.
-Czyli pomimo, iż nie mam oceny wybitnej z eliksirów przyjmuje mnie pan do klasy owutemowej?
-Możesz mi wierzyć, Potter, że nie sprawia mi to przyjemności, ale nie mam wyjścia. Musisz się uczyć oklumencji, a ja muszę udawać wiernego śmierciożercę. Trochę dziwnie by to wyglądało, gdyby Harry Potter, śmiertelny wróg Czarnego Pana pojawiał się dwa, lub trzy razy w tygodniu w moim gabinecie. Więc sam rozumiesz, Potter, ale jest to niemiła konieczność.
-Tak, rozumiem.
Snape milczał przez chwilę. Zastanawiał się czy zapytać chłopaka o dzisiejsze zdarzenie, ale doszedł do wniosku, że i tak nie usłyszałby prawdy. Odprawił Pottera i pogrążył się w myślach.

Harry leżał na łóżku i próbował przypomnieć sobie, co dokładnie wydarzyło się w czasie zajęć z oklumencji. Był wtedy jakby na dwóch płaszczyznach jednocześnie. Widział siebie mówiącego “Tak. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.”, ale o co chodziło? Opuścił powieki. Z doświadczenia wiedział, że tak lepiej mu się myśli. Przed oczami zaczęły przelatywać mu jakieś niezrozumiałe obrazy. W końcu z mgły wspomnień wyłoniła się JEJ twarz. Mówiła do niego: “…żeby zapomnieć trzeba się pogodzić. Pozwól im odejść. Dopiero wtedy będziesz mógł myśleć o przyszłości. Jeszcze kiedyś się spotkamy i wtedy powiemy ci prawdę. Pamiętaj o tym. Nie rozjątrzaj starych ran. Pozwól im się zabliźnić. Na każdego kiedyś przychodzi czas…”. Harry nawet nie zauważył kiedy zapadł w niespokojny sen.

Duża i ciemna komnata. Kilka mężczyzn i kilka kobiet stoją w okręgu tworząc na środku pustą przestrzeń. Nie widać ich twarzy. Są ukryte za przerażającymi, białymi maskami.
- Bella! - krzyknęła postać z okropnymi czerwonymi ślepiami.
- Tak, Panie - wysoka kobieta przypadła do nóg Czerwnookiemu.
- Nie spisałaś się. Wszyscy mnie zawiedliście! - wykrzyknął swoim skrzekliwym głosem. - Już trzy tygodnie szukacie tego bachora, a jedyne, czego się dowiedziałem to, to, że Potter jest ukryty w bezpiecznym miejscu, ale ja mam czas. Teraz, moja wierna Śmierciożerczyni, powiedz mi, czego się dowiedziałaś?
- Ktoś uczy Pottera oklumencji. Nie wiem kto i nie wiem gdzie dzieciak jest ukryty. Dumbledore dobrze go zakamuflował.
- Tylko tyle?
- Jest coś jeszcze, mój Panie.
- Co takiego?! – najwyraźniej zaczynał się już denerwować. A kiedy był zdenerwowany lepiej nie wchodzić mu w drogę i Bellatrix doskonale o tym wiedziała.
- Mój informator twierdzi, że miejsce pobytu Pottera znają jedynie trzy osoby. Nie podał jednak ich nazwisk.
- Dobrze się spisałaś, ale to ciągle za mało. Crucio!


Harry obudził się cały zlany potem. Blizna okropnie go bolała. Kiedy ostatnio dawała o sobie znać? W czerwcu, kiedy zginął Syriusz. Prawie pięć tygodni. Długo, ale może nic takiego się nie działo. Czy aby na pewno? Tym razem Voldemort był naprawdę wkurzony. Szukał go i nie znalazł. Całe szczęście. A może nie? Może lepiej byłoby gdyby w ogóle nie istniał…
Spojrzał na zegarek. Druga w nocy. Od dwóch godzin ma szesnaście lat. Szkoda, że nie może spędzić swoich urodzin z przyjaciółmi. Dostał od nich tylko dwa listy. Tak bardzo chciałby ich zobaczyć, porozmawiać z nimi. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Przez te kilkanaście lat swojego życia zdążył się o tym przekonać już wiele razy.
Przyłożył głowę do poduszki. Ma jeszcze kilka godzin, więc może uda mu się zdrzemnąć. Sen przyszedł niemal natychmiast.

Szedł jakimś ciemnym korytarzem. Na ścianach widać było wymalowane sceny z apokalipsy. Przed nim kroczył człowiek w długim, zielonym płaszczu z wizerunkiem smoka wyszytym na plecach. Do pasa miał przypięty długi miecz. Po obu jego stronach, jak również za nim szło po jednej osobie w czerwonym, białym, bądź czarnym płaszczu. Jak zauważył. kierowali się do dwuskrzydłowych drzwi.
Człowiek idący przodem pchnął je i wskazał zapraszającym gestem środek. Chłopak wszedł i aż zaniemówił z wrażenia (choć wcześniej i tak się nie odzywał). Na wprost wejścia stało podium, do którego prowadził czerwony dywan. Na podwyższeniu ustawione było coś w rodzaju tronu. Siedział na nim starszy mężczyzna o siwych włosach. Ubrany był w niebieską szatę. Jego bystre, brązowe oczy z zainteresowaniem przypatrywały się przybyszowi.
Eskorta Harry’ego jakby na komendę wtopiła się w tłum stojący pod ścianami.
Mężczyzna lustrował Harry’ego wzrokiem. W końcu odezwał się głosem przypominającym zgrzytanie nie naoliwionego zamka.
- Już niedługo spotkamy się naprawdę, a wtedy poznasz swoje przeznaczenie i zdecydujesz co chcesz zrobić ze swoim życiem.


W tym momencie chłopak się obudził. Za oknem już świtało, więc zdecydował się ubrać. W czasie porannej toalety zastanawiał się co mógł oznaczać jego drugi sen. Nie znał tego człowieka, ale miał dziwne przeczucie, że jeszcze nie raz przyjdzie mu go spotkać.
Gdy wychodził z łazienki jego wzrok padł na stojący na szafce nocnej zegarek. Za piętnaście dziewiąta. Czas iść na śniadanie. Od pamiętnej kłótni z Mistrzem Eliksirów Harry wolał nie ryzykować i jak grzeczny chłopczyk przychodził na posiłki, choć nie zawsze miał ochotę jeść. Teraz też tak było.
Harry wszedł do jadalni. Przy stole zauważył jedzącego już Snape’a, który był bledszy niż zwykle. Pewnie spotkanie Śmierciojadów – pomyślał. Mężczyzna podniósł głowę znad apetycznie wyglądającej kiełbaski. Posłał w stronę Pottera wyjątkowo paskudny grymas, który prawdopodobnie miał być uśmiechem. Chłopak skinął głową i usiadł na swoim miejscu. Już jakiś czas temu postanowił nie denerwować Wrednego Nietoperza. Wiedział, że ten mężczyzna próbuje jedynie wyprowadzić go z równowagi, a na to nie mógł sobie pozwolić. Zapewne powtórzyłaby się historia sprzed tygodnia. Tylko co to było? Nie wiedział. Przeszukał wszystkie książki jakie posiadał. Posunął się nawet do poproszenia Snape’a o jakieś o tematyce magicznych zdolności. O dziwo Severus nie sprzeciwił mu się, nie nawrzeszczał, a jedynie dziwnie na niego popatrzył. Następnego dnia w pokoju chłopaka znalazły się cztery książki, ale i w nich nic nie znalazł.
Po skończonym posiłku mężczyzna kazał Harry’emu iść za sobą do gabinetu. Usiadł na swoim wielkim, skórzanym fotelu i wpatrzył się w twarz młodzieńca. Zastanawiał się jak zacząć rozmowę z tym znerwicowanym nastolatkiem, którego w dodatku nie imają się żądne zasady.
- Czy zdecydowałeś się już, jakich przedmiotów będziesz się uczył przez najbliższe dwa lata?
- Jeśli przyjmie mnie pan na zaawansowane eliksiry to tak. - O co ci chodzi dupku? - Dlaczego pan pyta?
- Domyślam się, że listu nie napisałeś? – Zupełnie zignorował wcześniejsze pytanie chłopaka.
- A niby jak miałem go wysłać? Pan praktycznie w ogóle się stąd nie rusza, nie licząc tych momentów kiedy wzywa pana Vol…- urwał widząc wściekłe spojrzenia Mistrza Eliksirów. – no niech już będzie Czarny Pan. Zapewne spotyka się pan później z Dumbledore’em, ale proszę przez chwilę pomyśleć. Sowy wysłać nie mogę, bo mogłaby zostać przechwycona przez pana kumpli. Nie mogę też użyć posłańca – posłał wymowne spojrzenie w stronę Severusa. – Co by się stało, gdyby jakiś śmierciożerca znalazł ten list w pana kieszeni? Założę się, że powiadomiłby swojego… przełożonego. A Lord nie jest kompletnym idiotą i wbrew pozorom czasami myśli. Prędzej czy później poukładałby w tej swojej gadziej główce wszystkie elementy układanki. I jak pan myśli? Co by się wtedy stało?… - Zawiesił sugestywnie głos.
- Doszedłby do wniosku, że jestem zdrajcą i…
- Dał panu nauczkę, a potem zabił – dokończył za niego chłopak. – A mnie zapewnił odbiór w kolorze i do tego dźwięk stereo, jeśli wie pan co mam na myśli. Więc, idąc dalej w tym kierunku, zupełnie naturalną rzeczą jest, że nie zamierzam ryzykować swojego zdrowia psychicznego, ani tym bardziej mieć pana na sumieniu.
Snape patrzył na niego osłupieniu. Nigdy dotąd nie przypuszczał, że spotka osobę, która mówiłaby o torturach z taką obojętnością. W dodatku bez szaleńczego błysku w oku. Pominąwszy Dumbledore’a, ale starzec mówił o tym jak o czymś złym, a Potter… Potter nigdy nie mieścił się w ramach stereotypów. Zawsze musiał być “ponad”. Przeklęty dzieciak.
- I mówisz o tym tak spokojnie?
- O czym?
- O torturach, śmierci.
- Śmierć jest czymś naturalnym. Każdy kiedyś umrze. Prawda? – Harry mówił wolno, delikatnie dobierając słowa. – A tortury? Do tych zdążyłem się przyzwyczaić.
Mistrz Eliksirów znowu się zdziwił. Jeszcze dwa tygodnie, ba tydzień temu, chłopak zacząłby na niego wrzeszczeć. Obwiniałby go o zejście Blacka. A teraz? Teraz zachowywał się jak uosobienia spokoju. I jeszcze to rozumowanie… Zupełnie jakby nie był sobą. Po krótkiej chwili milczenia mężczyzna zebrał się w sobie i odezwał tymi słowami.
- Wizje? Sny?
- Koszmary raczej – mruknął pod nosem. – Od czerwca ich nie miałem, dopiero dzisiaj w nocy. Już nawet myślałem, że o mnie zapomniał – powiedział z ironią.
- To nie jest śmieszne, Potter.
- A czy ja mówię, że jest?
No nie znowu mu się udało – pomyślał Naczelny Postrach Hogwartu. – Trzeba przyznać chłopak się uczy i jest w tej grze coraz lepszy. Kolejny mały sadysta, jak jego cholerny tatusiek. A może jak ty? – zapytała druga część jego osobowości, która u większości ludzi zwie się Sumieniem.
- Dam ci dobrą radę – odezwał się, chcąc zmienić temat, lub raczej powrócić do poprzedniego. – Napisz list. Będziesz miał okazję doręczyć go osobiście w ręce dyrektora, albo profesor McGonagall.
- To znaczy…?
- To znaczy, że dzisiaj o szesnastej masz zjawić się w moim gabinecie ubrany w miarę normalnie. A teraz żegnam pana.
- Do widzenia.
Harry odwrócił się na pięcie i skierował w stronę drzwi. Kiedy trzymał rękę na klamce, coś sobie przypomniał. Z bijącym sercem odwrócił się w stronę nauczyciela, który siedział przy biurku i przeglądał jakąś książkę i co chwilę zapisywał co ważniejsze fragmenty na kawałku pergaminu.
- Eee… Panie profesorze? – zdecydował się na oficjalny ton. Z doświadczenia wiedział, że tak będzie najbezpieczniej.
- Ty jeszcze tutaj? – mężczyzna nie podniósł nawet głowy. – Czego chcesz?
- Zapytać, co z oklumencją?
Snape dziwnie na niego spojrzał. Potterowi wydawało się, że na jego twarzy zauważył zdziwienie.
- Dzisiaj sobie darujemy. Muszę zrobić kilka eliksirów leczniczych dla Zakonu. Wymagania Czarnego Pana też wzrastają, więc sam rozumiesz…
- Tak, oczywiście.
Chłopak bezbłędnie zrozumiał aluzję. Przez te trzy tygodnie, w czasie których był zmuszony obcować z tym człowiekiem nauczył się rozróżniać nie tylko jego humory, ale także nieme prośby. Mistrz Eliksirów nigdy nie prosił w sposób bezpośredni. Zazwyczaj urywał w pół zdania, mając nadzieję, że słuchacz odpowiednio się zachowa. Tak, więc Harry’ emu nie pozostało nic innego jak udać się do pokoju i napisać list.

Ja, Harry Potter na szóstym i siódmym roku nauki w Hogwarcie, Szkole Magii i Czarodziejstwa zamierzam uczyć się następujących przedmiotów: obrona przed czarną magią, transmutacja, eliksiry, zaklęcia, zielarstwo, opieka nad magicznymi stworzeniami.
Z poważaniem,
Harry Potter


Taką właśnie formę przybrał list napisany przez Harry’ego po blisko dwugodzinnych zmaganiach z własnymi myślami. Początkowo zamierzał kontynuować tylko programowe minimum, ale doszedł do wniosku, że nie chce robić przykrości Hagridowi rezygnując z Opieki. A wiadomo? Może mu się to przyda w przyszłej pracy aurora? Zielarstwo łączyło się z eliksirami, więc na pewno dobrze zrobił wybierając je. Historię magii i wróżbiarstwo mógł sobie darować. Z resztą i tak nie miał wystarczającej liczby punktów, aby przejść dalej. A nawet gdyby miał, to nie chciałby spędzić kolejnych dwóch lat z tą starą Modliszką Trelawney.
Chłopak nie miał nic ciekawego do roboty. Mistrz Eliksirów był zajęty robieniem eliksirów, więc Harry miał cały dzień tylko dla siebie. Wziął do ręki pierwszą z brzegu książkę, jaka stała na półce. Były to eliksiry dla średnio zaawansowanych. Te dla początkujących zdążył już przerobić. Zapewne gdyby ktoś go obudził w środku nocy i kazał wymienić składniki eliksiru na porost włosów, usłyszałby nie tylko ingrediencje, ale też sposób przyrządzenia. Postanowił wziąć sobie do serca ostrzeżenie Snape’a i zacząć się uczyć, nawet, jeśli był to znienawidzony przedmiot. Położył się na łóżku i zaczął czytać.

Eliksiry lecznicze to grupa eliksirów w skład, których wchodzą: napary, wywary i maści…

Harry sam już nie wiedział, co myśleć o Starym Nietoperzu. Naczelny Postrach Hogwartu nadal był wredny i ciężko było się z nim dogadać, ale przynajmniej nie starał się pocieszać go za każdym razem, kiedy przypominały mu się czerwcowe wydarzenia. W czasie lekcji oklumencji, które odbywały się codziennie nie szczędził mu krytyki, pochwał też było niewiele, a jeśli już były to ograniczały się do słów “… dobrze, Potter. Teraz jeszcze raz…”. Dlatego były dla chłopaka aż tak ważne.

Napary są najprostsze w przygotowaniu. Nawet mugole często je stosują. Wystarczy składniki wrzucić do gotującej się wody, przykryć i odstawić na jakiś czas…

Pozostawał jeszcze problem z Dumbledore’em, któremu Harry nie ufał w zupełności. Jak można ufać komuś, kto przez całe życie ukrywał przed tobą prawdę i zatajał fakty, których prędzej czy później i tak byś się dowiedział? Jeszcze rok temu wmawiał sobie, że dyrektor chciał dla niego jak najlepiej i dlatego był zmuszony od czasu do czasu kłamać, ale teraz… Teraz już wie, że Dumbledore chciał mieć wojowników idealnych, gładko wypełniających jego rozkazy. Udało mu się to z Ronem i Hermioną i prawie z nim, ale teraz Harry będzie się bronił i nie podda się bez walki!

Wywary również nie powinny sprawić problemu młodemu Mistrzowi Eliksirów. Przygotowując je należy pamiętać o właściwej ilości i kolejności składników…

Tę książkę dostał kilka dni temu od Snape’a. Przejrzał już wszystkie swoje, jakie posiadał. Co prawda nie było ich zbyt dużo, ale lepsze to niż nic. Severus podając mu je powiedział “w tym roku będziecie się uczyć o eliksirach leczniczych. Przypuszczam, że i tak nie docenisz tego, co dla ciebie robię, ale mimo wszystko radzę ci przejrzeć te podręczniki. Są napisane prostym i zrozumiałym językiem, więc nawet ty powinieneś je zrozumieć.” Tak więc Harry’emu nie pozostało nic innego, jak wziąć je i przynajmniej przejrzeć. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że naprawdę zaczął rozumieć, o co chodzi w tej jakże subtelnej dziedzinie magii.

Maści, to jedne z trudniejszych w wykonaniu eliksirów leczniczych. Muszą mieć idealną barwę i konsystencję. W przeciwnym przypadku zamiast leczyć mogą szkodzić, a nawet stać się powodem śmierci…

Potter eliksirów uczył się już u Dursley’ów. Nie żeby chciał zostać Mistrzem Eliksirów. Miał po prostu coś w rodzaju “przeczucia”, że będzie mu to potrzebne. W ogóle bardzo rzadko miewał przeczucia, a jeśli już, to z doświadczenia wiedział, iż należy ich posłuchać. Postanowił sobie, że nawet jeśli nie zaliczyłby z nich SUMa, to i tak studiowałby je. Nawet w tajemnicy przed wszystkimi. Próbował nawet zrobić jakiś eliksir, ale skończyło się to dwudniową głodówką i zakazem wychodzenia z domu.
Chłopak wstał i zszedł na obiad. O dziwo przy stole wcale nie czekał Snape. Nie pojawił się też do końca posiłku. Nie pozostało mu więc nic innego, jak zjeść samotnie.
Harry podniósł się z krzesła z zamiarem udania się do pokoju. Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, gdy jego głowę wypełnił przeraźliwy ból. Chwycił się za czoło i upadł z krzykiem. Oczy przesłoniła mu czerwona mgła, z której po chwili wyłoniły się dwa szkarłatne ślepia. Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi krzyknął ponownie. Zacisnął mocno powieki, ale to nic nie dało. Z pomiędzy palców przytrzymujących czoło wypłynęła stróżka krwi. Nic więcej nie zapamiętał. Stracił przytomność.

Severus Snape pracował nad zmodyfikowaną wersją eliksiru czuwania – ulubionym specyfikiem Czarnego Pana. Eliksir ten powoduje, że człowiek nawet pod wpływem wielu Cruciatusów rzuconych w tym samym czasie nie może zemdleć. Dodatkowo po zażyciu go każde zaklęcie torturujące czuje się ze zwielokrotnioną siłą.
Usłyszał krzyk lub raczej przeraźliwy wrzask. Domyślił się, że to Potter, ale nic sobie z tego nie robił. Pewnie Lord próbuje dostać się do jego umysłu – pomyślał. Dlatego jakby nigdy nic kontynuował pracę, tym bardziej, że po kilku minutach wszystko się uspokoiło.
Zaniepokoił się dopiero, gdy rozgorączkowany Uchatek zmaterializował się w laboratorium. Wszystkie skrzaty w rezydencji miały wyraźny zakaz wchodzenia do jego królestwa. Jeśli więc jakiś pojawił się w tym miejscu, mogło to oznaczać tylko jedno: kłopoty.
Rzucił mu pytające spojrzenie, na co pochylony do ziemi skrzat zaczął mówić roztrzęsionym głosem.
- Pan wybaczy, ale Uchatek nie wiedział co robić. Panicz John leży nieprzytomny na podłodze w jadalni.
- Więc trzeba go było ocucić.
- Próbowałem sir, ale gdy tylko odciągnąłem jego ręce od czoła zobaczyłem, że jest ono całe we krwi. Uchatek bardzo przeprasza, że wszedł tu bez pozwolenia, ale bardzo się przestraszył o zdrowie panicza Johna.
Snape nie potrzebował żadnych dodatkowych wyjaśnień. Wiedział już, że to nie było zwykłe “włamanie” do umysłu tego głupka Pottera. Rozejrzał się po laboratorium. Na jednej z półek zauważył to, czego szukał: eliksir bezkrwawy, eliksir na uspokojenie i coś przeciwbólowego. Wybiegając z pomieszczenia krzyknął w stronę wciąż skulonego skrzata.
- Za mną!
Wbiegł do jadalni, na środku podłogi w pozycji płodowej leżał Potter. Z czoła obficie spływała krew. Wokół jego głowy utworzyła się już sporej wielkości kałuża. Przykucnął przy nieprzytomnym chłopaku. Jednym machnięciem różdżki usunął krew z czoła. Drugim wylewitował go na niewidzialne nosze i delikatnymi ruchami nadgarstka skierował do pokoju. Skrzat cały czas biegł za nim.
Położył Harry’ego na łóżku i sprawdził, czy nie ma czasem gorączki. Nie miał.
- Enervate – rzucił zaklęcie.
Chłopak otworzył oczy, ale ciągle nie kontaktował. Mężczyzna podał mu do wypicia eliksiry i pozwolił swobodnie opaść na poduszki. Po chwili Harry znowu zamknął oczy. Mistrz Eliksirów przyglądał się przez chwilę śpiącemu nastolatkowi.
Czy to nie dziwne, że prawdziwe oblicze człowieka można poznać jedynie w chwili jego słabości? Przez całe pięć lat Severus Snape uważał Pottera za aroganckiego paniczyka, jakim bez wątpienia był jego ojciec – James vel. Rogacz - chodząca doskonałość. Już w zeszłym roku zorientował się, że chłopak nie miał łatwego życia, ale nie dopuszczał do siebie tej myśli. Dwa tygodnie temu chłopak wywrzeszczał mu w twarz wszystko to, co on sam do niego czuł. Nienawiść, złość, żal. Po tej kłótni namacalnie zauważył, że Potter czuł się lepiej. A teraz chłopak leżał nieprzytomny w łóżku, w jednym z pokoi w jego rezydencji. Mistrz Eliksirów czuł, że coś się zmieniło. Nie, nadal nie lubił Harry’ego Pottera. Nie potrafił jednak go nienawidzić. Już nie. Był w stanie go tolerować. Może tylko dlatego, że wyglądał jak syn jego teoretycznie martwej siostry? A może dlatego, że naprawdę dostrzegł w nim człowieka? Inną istotę myślącą?
Harry powoli otworzył oczy. Blask wpadającego przez okno słońca oślepił go, więc zmuszony był zamknąć je z powrotem. Po chwili podniósł kolejny wysiłek spojrzenia na świat nieco przytomniej. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył był Mistrz Eliksirów, siedzący przy jego łóżku i patrzący na niego z dziwnym wyrazem twarzy. Mężczyzna, gdy tylko dostrzegł, że chłopak się obudził, bez słowa podał mu fiolkę z eliksirem uspokajającym.
- Co się stało? – zapytał Potter, gdy tylko odzyskał zdolność logicznego myślenia.
- Czarny Pan zrobił się sentymentalny i postanowił dać ci prezent urodzinowy – powiedział jak zwykle sarkastycznym tonem Snape. – Za godzinę spotkamy się w moim gabinecie. Do tego czasu doprowadź się do porządku. – Nie oglądając się za siebie wyszedł z pokoju.
Harry przez kilka minut leżał bez ruchu. Myślał.
Wstał i poszedł do łazienki. Wziął zimny prysznic i zaczął się ubierać. Biała podkoszulka i brązowe sztruksy były jedynymi ubraniami Pottera, które nadawały się do pokazania szerszej publice. Stanął przed lustrem i uczesał włosy. Jako John Donovan miał ten przywilej, więc z lubością z niego korzystał.
O wyznaczonej godzinie pojawił się w gabinecie Mistrza Eliksirów z listem w ręce.
- Wypij.
Mężczyzna podał mu szklankę z ciemnoczerwoną cieczą. Wypił i poczuł jakby jego wnętrzności palił żywy ogień. Wszystko to nie trwało dłużej niż kilka sekund. Już po chwili w pomieszczeniu nie było Johna Donovana. Na jego miejscu stał Harry Potter w całej swej okazałości.
- Więc gdzie się udajemy? – zapytał chłopak, choć w głębi serca czuł, że nie chce poznać odpowiedzi.
- Do kwatery głównej – odpowiedział krótko Snape. – Pamiętaj, że nikt nie może się dowiedzieć gdzie spędzasz wakacje. Czy to jasne?
- Tak.
- To dobrze. Trzymaj – podał mu starą gazetę. – To świstoklik. Zabierze nas prosto do kwatery.
Z ciemnego gabinetu w Snape Manor znikły dwie osoby, by po chwili pojawić się w zupełnie innej części Wielkiej Brytanii.
Postronny obserwator niczego podejrzanego by nie zauważył, ale wystarczyłoby jedynie dokładniej przyjrzeć się ciemnemu kątowi tuż przy drzwiach. Postać skąpana w mroku z kapturem naciągniętym na twarz uśmiechnęła się pod nosem i z cichym “pop” deportowała się.

W małym pomieszczeniu z dużym oknem przesłoniętym teraz ciężką zasłoną stały dwie osoby rozmawiając ze sobą przyciszonymi głosami. Ich wymianę zdań przerwało pojawienie się trzeciego człowieka, który bez słowa opadł na jedno z dużych dębowych krzeseł, otaczających okrągły stół. Po chwili dołączyła do niego pozostała dwójka.
Przedłużające się milczenie przerwał siwowłosy, starszy mężczyzna.
- I?
- Wszystko zgodnie z pana planem – odpowiedział przybysz. – Już nie warczą na siebie przy każdej nadarzającej się okazji. Do pewnego stopnia, że tak powiem, zaczęli się dogadywać.
- To bardzo dobrze. Teraz wybaczcie, ale muszę się zbierać. Obowiązki wzywają.
Nie czekając na reakcję towarzyszy zniknął w kłębach czerwonego dymu.
- Nienawidzę, kiedy tak robi – mruknął pod nosem drugi z mężczyzn. – Jak poszło?
- Całkiem nieźle. Myślę jednak, że najwyższy czas powiedzieć chłopakowi prawdę.
- Biały się nie zgodzi – powiedział zrezygnowanym tonem.
- Trzy lata temu też się nie zgodził. Posłuchaliśmy go i nic dobrego z tego nie wynikło. Obecnie sytuacja się zmieniła. Potter nie ufa już dyrektorowi.
- To, że mu nie ufa, niczego nie zmienia.
- Zmienia. I to dużo. Poza tym przyszedł już dwa niekontrolowane wybuchy mocy. Nietoperz jest doświadczonym czarodziejem, ale nawet on nie wiedział, co dzieje się z chłopakiem. Co będzie, jeśli kolejny wybuch nastąpi w szkole, przy uczniach? Znowu będą uważać go za wybryk natury.
- Co więc proponujesz? – odezwał się po chwili milczenia pokonany mężczyzna.
- Wyślij do Hogwartu kogoś z naszych.
- A co jeśli Trzmiel się nie zgodzi?
- Wybraniec i tak pozna swoje przeznaczenie.
- Do czego zmierzasz?
Człowiek nie odpowiedział, a jedynie uśmiechnął się nieznacznie. O tak… Pierwsze kroki w uświadamianiu Pottera zostały już podjęte. Teraz procesu nie można już zatrzymać. Ciekawość Chłopca, Który Przeżył została już rozbudzona na tyle, że nie można się wycofać.

Tort. Duży, owocowy tort z szesnastoma świeczkami i lukrowym napisem “WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO HARRY” został już prawie całkowicie zjedzony. Na stole pojawiły się też inne ciasta i, przede wszystkim, kremowe piwo. Towarzystwo śmiało się i żartowało, jakby widmo kolejnej wojny ciążącej nad czarodziejskim światem jak wielkie, burzowe chmury było jedynie fikcją, a nie realnym zagrożeniem.
W tym roku Harry dostał wyjątkowo dużą ilość prezentów. Od Rona książkę o quidditchu. Hermiona dała mu “100 najbardziej przydatnych zaklęć i uroków w pracy aurora”. Bliźniaki podarowali mu paczkę pełną różnych gadżetów z ich sklepu. Ginny dała mu mnóstwo słodyczy, podobnie jak państwo Weasley. Od reszty członków Zakonu Feniksa dostał książki o obronie przed czarną magią i zdjęcia rodziców. Na niektórych był także Syriusz.
- Harry, możemy porozmawiać? – zapytała ostrożnie Hermiona. – Na osobności – dodała po namyśle.
Chłopak skinął głową.
Wstali od stołu. Za nimi podążyła mała grupka Weasleyów. W składzie osób czterech. Udali się do pokoju, który w zeszłym roku zajmowany był przez Rona i Potter’ a.
- Co się stało stary? Nam możesz powiedzieć! – Zaczął bez ogródek Fred.
- Nic się nie stało…
- Nie kłam – brutalnie przerwała mu Ginny. – Znamy się nie od dziś, Harry. Widzimy przecież, że coś cię martwi…
Nie dokończyła pozwalając tym samym, aby to Złoty Chłopiec zabrał głos.
Chłopak westchnął. Nie zamierzał mówić wszystkiego przyjaciołom. Zaraz pewnie polecieliby z tym do Dumbledore’a, a na to nie mógł sobie pozwolić. Wiedział jednak, że jeśli będzie milczał mogą pomyśleć jakieś głupoty i zacząć snuć idiotyczne domysły. Nabrał powietrza w płuca i zaczął mówić:
- Może macie rację. Nim jednak cokolwiek usłyszycie musicie przyrzec, że cokolwiek tu usłyszycie nie wyjdzie poza ten pokuj. Zgadzacie się?
- Tak – odpowiedzieli wszyscy chórkiem.
Harry przez chwilę milczał. Nie wiedział, od czego zacząć. Tysiące myśli kotłowało mu się w głowie i każda chciała wypłynąć na światło dzienne.
- Od jakiegoś czasu mam dziwne sny. Nie wiem, o co w nich chodzi. Nie Hermiono, nie są związane z Voldemortem.
- Więc, z czym? – Po raz pierwszy odezwał się Ron.
- Nie wiem i dlatego miałem nadzieję, że wy mi to powiecie.
- W takim razie wal – wyszczerzył się George.
- Zaczęło się od… - i opowiedział im wszystko od początku. Od dziwnej dziewczyny począwszy, na sali za dębowymi drzwiami skończywszy. – I co o tym sądzicie? – Dodał na zakończenie.
Wszyscy w milczeniu patrzyli na Pottera. Hermiona ze zmarszczonymi brwiami i przygryzioną dolną wargą wertowała jakąś książkę.
- Harry, czy to takiego smoka widziałeś? – Powiedziała drżącym głosem podsuwając mu pod nos jeden z woluminów.
- No tak. O co chodzi?
- Widzisz chłopie – głos zabrał Fred. – taki smok to symbol legendarnego Bractwa Smoka*.
- Według legendy zrzesza ono czarodziejów o bardzo silnej mocy magicznej – dokończył za brata George.
- Dokładnie – poparła bliźniaków Hermiona. – Najciekawsze jest jednak to, że wstąpić do niego mogą jedynie osoby pomiędzy trzynastym a szesnastym rokiem życia. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób odbywa się rekrutacja nowych członków.
- Nigdy też nie udowodniono istnienia Bractwa, mimo, iż złapano wielu czarodziejów oskarżonych o przynależność do niego – po raz pierwszy od kilkudziesięciu minut odezwała się Ginny.
- Co dokładnie mówi legenda? – Zainteresował się Potter.
- Nie wiadomo. Mówi się, że każdy, kto dowie się zbyt dużo, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Podobno dokładną historię stowarzyszenia znają tylko jego członkowie. Ale to tylko opowieść przekazywana z pokolenia na pokolenie i raczej mało prawdopodobne jest, aby nagle miała ona stać się prawdą – odpowiedziała tonem znawczyni Hermiona.
Po tej rozmowie Harry długo nie mógł dojść do siebie. Rozumiał, że dzieje się coś ważnego, coś, co może zmienić całe jego życie.
Wrócili do kuchni, gdzie w najlepsze trwała rozmowa o nowych poczynaniach Czarnego Pana i Śmierciożerców. Bliźniaki zatopili się w konwersację z Mundungusem Fletcherem. Ron i Hermiona zaszyli się w jakimś kącie i rozmawiali przyciszonymi głosami od czasu do czasu rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę czarnowłosego przyjaciela. Zielonooki odszukał wzrokiem profesor McGonagall. Podszedł do niej i przywitał się. Podając jej kopertę powiedział:
- Nie mogłem wysłać jej wcześniej. Przepraszam, że sprawiam problem, ale to jedyny znany mi sposób na dostarczenie do Hogwartu mojej decyzji w sprawie przyszłej edukacji.
Wytłumaczenie to, może niezbyt trzymało się kupy, ale było wystarczające, ponieważ nauczycielka nie zadawała żadnych dodatkowych pytań a jedynie skinęła głową.
Harry usiadł przy stole naprzeciwko Mistrza Eliksirów, który lekko skinął głową. Chłopak wstał i pozbierał swoje prezenty urodzinowe. Przeszedł do salonu, a za nim podążył Snape. Mężczyzna uaktywnił świstoklik i razem udali się do Snape Manor.
Potter udał się do pokoju i położył na łóżku. Od niechcenia zaczął przeglądać książkę, którą dostał od Ronalda Weasleya. Zastanawiał się, dlaczego na przyjęciu nie było Dumbledore’a. Z jednej strony cieszył się z takiego obrotu sprawy, nie zniósłby spotkania, ani tym bardziej rozmowy z dyrektorem. Z drugiej – ciekawość wręcz zżerała go od środka. Nie zauważył nawet, kiedy zasnął.
Obudził go szum skrzydeł. Nie była to Hedwiga, jego sowa. Ten ptak był dużo większy i jakby stworzony do długich wędrówek. Czarny orzeł** wylądował oparciu krzesła zrzucając przy okazji szatę wierzchnią. W dziobie miał list. Drżącą ręką sięgną po niego. Otworzył i zaczął czytać. Z każdą kolejną linijką jego idealnie zielone oczy robiły się coraz bardziej okrągłe.

Nie szukaj nas, bo i tak nie znajdziesz. Kiedy nadejdzie czas, sami do Ciebie przyjdziemy.
Przesyłamy Ci skromny podarunek, który kiedyś może uratować Ci życie. To podręcznik. Przeczytaj go dokładnie i już teraz zacznij się uczyć.
Mamy też prośbę. Daj Tanatosowi*** wodę. Przebył długą drogę, aby cię odnaleźć. O jedzenie dla niego nie musisz się martwić, sam o nie zadba.
List ten spłonie, gdy tylko przeczytasz ostatnie słowo.
PS. Nie mów o nim nikomu. Tylko Ty możesz przeczytać treść tego listu, więc nawet, jeśli wpadł w niepowołane ręce, nikt się z niego niczego nie dowiedział.


Teraz Harry miał już pewność, że był jego adresatem. Nie było podpisu, ale chłopak miał wrażenie, że wie, od kogo list pochodzi. Spojrzał na ptaka, który cierpliwie czekał tam gdzie wylądował.
- Ty jesteś Tanatos?
Orzeł jakby zrozumiał, bo pokiwał główką. Chłopiec wstał z łóżka i udał się do łazienki. Po chwili wrócił z miseczką pełną wody. Ptak zanurzył w niej swój wielki zakrzywiony dziób. Potter przez chwilę mu się przyglądał.
Rozejrzał się po pokoju. Przy łóżku leżała paczka opakowana w szary papier. Otworzył ją i przeczytał tytuł widniejący na okładce książki: “AKTORSTWO DLA POCZĄTKUJĄCYCH”. Uśmiechnął się pod nosem. Tak. Zdecydowanie czegoś takiego potrzebował.
Podszedł do biurka. Z jednej z szuflad wyciągnął kawałek pergaminu, pióro i atrament. Napisał tylko jedno słowo. Wiedział, że nie może pisać więcej, bo przesyłki nie miałby jak zabezpieczyć przed niepożądanym wzrokiem.

Dziękuję

Taką treść przybrał jego list. Chyba nikt postronny nie zrozumiałby, o co w nim chodzi. Przywiązał go do szponu orła, który z gracją wyleciał przez okno.
Harry położył się i zasnął spokojnym snem. Postanowił, że jutro przeczyta nowy podręcznik.
__________________________________________________________________
*Smok – symbol pierwotnego chaosu, który można przezwyciężyć jedynie połączonymi siłami ciała i ducha.
**Orzeł – uznawany za króla ptaków, jest symbolem zdobywającej niebiosa potęgi i zwycięskiej siły.
***Tanatos – w mitologii greckiej uosobienie śmierci, bliźniaczy brat Hypnosa (Snu) i Nyks (Nocy).








Autorka: Carmen Black

Opublikowane: 2006-04-22 (2115 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

UDZIELĘ POŻYCZKI PRYWATNEJ DO 10000ZŁ
JESTEM PRYWATNYM INWESTOREM W WIELU SERWISACH KTÓ...

udzielam prywatnych pożyczek
Udzielam prywatnych pożyczek bez przedpłat osobom...

Oszczędzanie pieniędzy na IKE
Czy ktoś z Was oszczędza swoje pieniądze na indyw...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 49 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.28 sekund
Page created in 0.280901 Seconds