STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi. " - Remus Lupin

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Wybraniec Losu (Rozdział VI, VII, VIII)


Wybraniec Losu (Rozdział VI, VII, VIII)

*** ***

Następnego dnia wszyscy domownicy zostali postawieni na nogi już o pół do siódmej. Harry lekko przysypiając nad talerzem zjadł swoje śniadanie.

0 siódmej zgromadzili się przed kominkiem. Każdy kolejno dostał od Sybilli szczyptę proszku Fiuu. Na „pierwszy ogień” poszli bliźniacy, później w płomienie zagłębili się Ron i Hermiona, aż w końcu przyszła kolej na Katie...


Rozdział 6 - Z wizytą na Ulicy Pokątnej

Następnego dnia wszyscy domownicy zostali postawieni na nogi już o pół do siódmej. Harry lekko przysypiając nad talerzem zjadł swoje śniadanie.

0 siódmej zgromadzili się przed kominkiem. Każdy kolejno dostał od Sybilli szczyptę proszku Fiuu. Na „pierwszy ogień” poszli bliźniacy, później w płomienie zagłębili się Ron i Hermiona, aż w końcu przyszła kolej na Katie...

- Czy na pewno się nie zgubię jak będę leciała przez pół Anglii? – zapytała lekko przestraszona.

- Jak wyraźnie wymówisz nazwę ulicy, nie masz szans zabłądzić – uspokajał ją Aber.

- Uważaj tylko, aby się nie zakrztusić popiołem. Mi się to przydarzyło jak pierwszy raz podróżowałem przez sieć Fiuu. Wylądowałem wtedy ulicę obok – powiedział Harry.

- To mnie bardzo pocieszyłeś – odpowiedział mu lekko zrezygnowany głos Katie – Raz się żyje – dodała, po czym pewnym krokiem weszła w płomienie.

- No i po bólu. Harry, teraz twoja kolej – obwieścił Pan Weasley.

- Ulica Pokątna – powiedział młody czarodziej. W tej samej chwili jakaś niewidzialna siła wciągnęła go w płomienie. Świat zaczął mu wirować przed oczami. Nagle poczuł, że uderza nogami o coś miękkiego. Tym czymś okazała się Katie, która jeszcze nie zdążyła wyjść z kominka.

- Jednak wolę samoloty, są wygodniejsze – stwierdziła.

- Może i tak, ale są też o wiele wolniejsze. Chodźmy na bok, bo jeszcze wpadnie na nas reszta towarzystwa – powiedział Harry podając przyjaciółce rękę.

- Trochę tu ponuro – mruknęła Katie rozglądając się dokoła.

- Jesteśmy w domu przeznaczonym do aportacji przez sieć Fiuu – wyjaśnił Aber, który pojawił się w kominku.

- Coś na wzór mugolskiego lotniska – stwierdziła Katie.

- No można tak powiedzieć.

Po dołączeniu Sybilli z Aberem i państwa Weasleyów, cała szóstka wyszła na zewnątrz. Zastali tam czekających na nich Rona i Hermionę. Bliźniacy stwierdzili, że nie mogą tracić ani chwili cennego czasu i dlatego czym prędzej pognali do swojego sklepu, znajdującego się na drugim końcu Ulicy Pokątnej.

- Proponuje się rozdzielić. Mamy do załatwienia z Aberem masę drobnych sprawunków - obwieściła Sybilla – proponuję za dwie godziny umówić się pod księgarnią.

- No Harry, będziesz musiał się nieźle napocić, żeby mi pokazać wszystkie najciekawsze rzeczy na Ulicy Pokątnej – powiedziała Katie.

- Żeby nie tracić czasu chodźmy na początek do kawiarni u Floriana Fortesque. Uwierz mi, że mają tam najlepsze lody na świecie – zaproponował Młody Czarodziej.

- Ale ty stawiasz, bo ja mam tylko przy sobie dolary, a wątpię, żebym gdzieś tu znalazła kantor.

Po chwili cała czwórka maszerowała główną ulicą. Po drodze spotkali Collina Creeveya, który od razu popsuł Harry’emu humor próbując mu zrobić z zaskoczenia zdjęcie z Katie.

- Cztery porcje dużych lodów owocowo-czekoladowych – powiedział młody czarodziej do lodziarza, kiedy znaleźli się w kawiarni.

- Zaraz będą. Dwa galeony i osiem sykli proszę.

- Harry, znowu wydajesz na mnie i Hermionę kupę szmalu – powiedział lekko zawstydzony Ron.

- Oddacie mi jak będziemy w Miodowym Królestwie.

- Miodowym Królestwie? - zapytała zaciekawiona Katie – pewnie mówisz o nazwie jakiejś czarodziejskim ulicy?

- O Hogsmeade, które jest blisko Hogwartu – odpowiedział Harry.

- Jest to jedyna wioska na świecie zamieszkiwana wyłącznie przez czarodziejów – dodała Hermiona.

- Te wasze Coca – Cole padają przy piwie kremowym, które tam serwują – rozmarzył się Ron – Niebo w gębie.

- Skoro mnie tak zachęcacie, to nie odpuszczę wam dopóki mnie nie zaprosicie do Hogwartu na Święta.

Harry chciał odpowiedzieć, że nie ma sprawy, ale nie pozwolił mu na to drwiący głos, który się odezwał za jego plecami.

- Słyszałem Weasley, jak wychwalałeś piwo kremowe – powiedział nie kto inny, jak Malfoy - Ja tam jakoś nie widzę w nim niczego niezwykłego. No, ale w twoim przypadku nie ma co się dziwić. Zapewne matka kupuje ci je tylko na wyjątkowe okazje, na przykład jako prezent na Boże Narodzenie.
Katie, lekko zdziwiona, kątem oka zerknęła na wściekłego Rona...

- Malfoy, jeśli nie chcesz oberwać zaklęciem, lepiej się zamknij.

- Widzę, że trafiłem w czuły punkt, Weasley. Nie lubisz jak ci się przypomina, że twoja matka narobiła kupę dzieci i teraz ledwo wiąże koniec z końcem.

Harry słysząc to zacisnął prawą rękę na różdżce.

- Jak możesz, zajmij czymś Malfoya na minutę, mam pomysł – szepnęła mu do ucha Katie, wstając od stołu i kierując się do lady.

- Coś widzę, że któremuś z was popsułem randkę – zaśmiał się Malfoy - Nawet nie pytam kto się umówił z tą szlamą – wskazał na Hermionę, która słysząc to cała poczerwieniała na twarzy.

- Malfoy, wspominałeś, że dla ciebie butelki kremowego piwa, są niczym niezwykłym. Powiedz, ile skrzynek tego napoju musiał załatwić twój ojciec dla komisji, aby wybrała go na ministra magii? – powiedział niewinnym głosem Harry.

Drwiący uśmiech zniknął momentalnie z twarzy Malfoya.

- Nie waż się obrażać mojego ojca!– krzyknął rozwścieczony.

- Masz ochotę na lemoniadę? – zwróciła się do niego Katie, kiedy wróciła od lady z dwoma szklankami.

- Mogę się napić zanim rozprawię się z tymi palantami – powiedział Malfoy lekko zaskoczony propozycją.

- W takim razie twoja zdrowie – mówiąc to Katie wylała obie szklanki na idealnie ułożone włosy Draco.

- Drogo mi za to zapłacisz. Powiem wszystko ojcu!

- A leć się poskarżyć, że dokopała ci dziewczyna – zaśmiała się Katie.

- Drętwota! – krzyknął Malfoy, wyciągając w jej kierunku różdżkę.

- Expelliarmus! – krzyknęła Katie, odbijając zaklęcie Malfoya.

Rozległ się huk i po chwili Draco leżał nieprzytomny na ziemi.

- Trzeba by się jakoś go pozbyć – powiedział Harry – żeby nie psuł nam widoku – mówiąc to krzyknął Wingardium Leviosa i po chwili ciało Malfoya wyleciało przez drzwi na ulicę.

- Słodki dzieciaczek – mruknęła Katie.

- Czy wy..., czy wy zdajecie sobie sprawę z tego, co przed chwilą zrobiliście? – wybąkała przestraszona Hermiona.

- Hermiono, będąc całkowicie przy zdrowych zmysłach, mogę powiedzieć, że zdaję sobie sprawę. Przed chwilą obroniłam się przed atakiem jakiegoś rozpieszczonego bachora – odpowiedziała Katie najbardziej poważnym tonem, na jaki było ją stać.

- Bachora? Raczej syna Ministra Magii. Możecie mieć przez to z Harrym olbrzymie kłopoty.

- Szanowny pan Malfoy może mi guzik zrobić, gdyż chroni mnie prawo amerykańskie, a w nim nie ma raczej przepisu karzącego kogoś za obronę konieczną. A co do Harry’ego, nikt przecież nie widział, że wywalił Dracona na ulicę – powiedziała Katie - no może poza panem Florianem, ale jakoś jestem przekonana, że on sam nikomu o tym nie powie – dodała odwracając się do sprzedawcy.

- Nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Dopiero co wróciłem z magazynu.

- Ale...

- Hermiono, nie psuj mi jednego z najwspanialszych momentów w życiu – przerwał jej Ron – Bliźniacy chyba padną jak im powiem, że Katie wylała Draconowi dwie szklanki oranżady na łeb.

- To o moim malutkim zaklęciu zapomnisz?

- O tym też oczywiście powiem.

- Wiecie co? – wtrąciła Hermiona, która jakby się pogodziła z tym, co się wcześniej stało – Mamy jeszcze tylko godzinę, można by już pójść do księgarni.

- To wy już idźcie, a ja was niedługo dogonię z Harrym. Musimy o czymś ważnym pogadać – powiedziała Katie.

- Naprawdę? A o czym? - zapytał lekko zdziwiony Harry.

- Dołączymy do was za pół godziny.

- Tylko się nie spóźnijcie – powiedział Hermiona.

- Bo jak będziecie pięć minut później, to wszystkie książki będą już wykupione – dodał niewinnym tonem Ron.

- O czym chciałaś ze mną pogadać – zapytał Harry, kiedy zostali już sami.

- Wiesz, o Ronie, chciałabym abyś mi powiedział o nim coś więcej. Bardzo mi się podoba.
Słysząc to Harry spojrzał na swoją przyjaciółkę jak na kosmitkę.

- Żartuję – zaraz dodała widząc jego minę – Po prostu chciałam żebyśmy zostali tylko we dwoje.

- I przekonać się, że nie jesteś dla mnie obojętna – powiedział Harry mając jeszcze w głowie szokujący żart o Ronie.

- Widzisz jaka jestem przebiegła?

- Numer z Draco był prostu świetny. Nigdy nie widziałem go tak wściekłego.

- Twoje zaklęcie lewitujące też nie było wcale gorsze.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu.

- Wiesz co Harry, podobasz mi się – powiedziała jakby od niechcenia Katie – O kurczę, mamy tylko dziesięć minut, żeby znaleźć księgarnię – dodała zaraz patrząc jednocześnie na zegarek.

Trzymając się za ręce wybiegli z lodziarni. Udając niewiniątka niepostrzeżenie przemknęli obok leżącego na ziemi Malfoya.

Przechodząc koło sklepu Madam Malkin, Harry usłyszał za sobą dobrze znajomy głos.

- Cześć Harry, widzę, że się dobrze bawisz ze swoją przyjaciółką – była to szukająca Krukonów, Cho Chang.

- A co, zazdrosna jesteś? – wtrąciła się Katie.

Cho nic nie odpowiedziała, tylko zrobiwszy wielce obrażoną minę odwróciła się na pięcie i odeszła w swoją stronę.

- Była dziewczyna?- zapytała Katie.

- Na szczęście nie – mruknął Harry.

- Hmm... skoro tak, to nie pytam o więcej.

Do księgarni wpadli pięć minut po czasie. Hermiona powitała ich miną, która miała powiedzieć: „A nie mówiłam, że się spóźnicie?”

Po zakupieniu niezbędnych rzeczy (Harry z Ronem wzięli takie same komplety podręczników) udali się na miejsce spotkania z Sybillą.

Zastali tam już państwa Weasleyów z Ginny i Abera z Sybillą.

- Musimy jeszcze iść po bliźniaków, bo siedzą jeszcze w sklepie – powiedział Aber.

- Prowadząc interesy zapominają nawet o własnej matce - dodała ponuro pani Weasley.

Po pięciu minutach marszu cała siódemka dotarła pod niewielki jednopiętrowy budynek, miejsce, gdzie mieścił się sklep Weasleyów. Przed wiodącym do środka wejściem ustawiła się pokaźna kolejka czarodziejów.

- Zobaczcie, to chyba Fred – powiedziała Hermiona wskazując wyróżniającą się na tle tłumu rudą czuprynę.

- Fred! – krzyknęła w kierunku syna pani Weasley – to ja, twoja matka, jestem na samym końcu kolejki.

- Zaraz otworzę tylne drzwi, to będziesz mogła swobodnie wejść do środka – odpowiedział Fred i po chwili zniknął w tłumie ludzi.

Z trudem dostali się na tył budynku . Czekali tam na nich uśmiechnięci bliźniacy:

- Wchodźcie szybko, bo się klienci niecierpliwią – powiedział Fred wprowadzając ich do pomieszczenia pełnego ustawionych pod ścianami pudełek.

- Macie w ogóle zamiar wrócić dzisiaj do domu? – zwróciła się do bliźniaków pani Weasley.

- Mamy, ale najpierw musimy się uporać z kupującymi – słysząc to pani Weasley zmarszczyła brwi – wrócimy nie później niż przed dziesiątą wieczorem – dodał George.

- Harry, możesz podać mi pudełko stojące koło ciebie? – zapytał Fred.

- Oczywiście, co w nim jest?

- Najnowsza partia lipnych różdżek, świeżo wyprodukowanych – odpowiedział George.

- Płacisz dwa galeony – zwrócił się Fred do piętnastoletniego chłopca stojącego przed ladą – i dorzucam ci jeszcze sześć krwotoczek grylażowych, które ci się przydadzą w nadchodzącym roku szkolnym.

- Następny! – krzyknął.

- Molly, wydaje mi się, że nie jesteśmy już potrzebni bliźniakom – powiedział Sybilla – Możemy wracać do domu.

- No nie wiem.

- Popatrz na nich, świetnie sobie radzą – dodał Aber.

- Jak chcecie, możemy wam pożyczyć jeden ze świstoklików – wtrącił się Fred – dostaliśmy go od gościa z ministerstwa, który u nas robi często zakupy.

Przy gderaniu pani Weasley i pomrukiwaniach Hermiony, że to jest nielegalne ustawili się na środku magazynu w okręgu, po czym każdy złapał świstoklik, który tym razem miał postać starego trampka. Harry poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka. Po chwili znalazł się w kuchni Sybilli.

[--pagebreak--]

Rozdział VII - Nowy szóstoroczniak.

Nadszedł ostatni dzień wakacji, dzień w którym Harry miał wracać do Hogwartu, dzień w którym musiał pożegnać się z Katie.
Młody czarodziej niemal cały poranek spędził na żmudnym pakowaniu. Nauczony błędami z przed roku, tym razem starał się swoje rzeczy składać w jedno miejsce i nie rozrzucać ich po mieszkaniu, jak to czynił kiedyś u Syriusza. Tak więc jako pierwszy pojawił się w kuchni. Ku sporemu zdziwieniu zastał tam już Sybillę i Abera, którzy byli również jak on spakowani. Wyglądali jakby mieli gdzieś wyjeżdżać.
- Wybieracie się na miesiąc miodowy? – zwrócił się do Sybilli, wskazując jednocześnie na jej bagaże.
- Jeśli pobyt w Hogwarcie można nazwać miesiącem miodowym ... – mruknął Aber.
- Co takiego?! – zdziwił się Harry.
- Będę cię uczyła Obrony przed Czarną Magią – odpowiedziała zdziwioną reakcją
siostrzeńca ciotka - Albus miał kłopoty ze znalezieniem kandydata na to miejsce, a że ja chodząc do Slytherinu poznałam trochę zaklęć, wydałam mu się najbardziej odpowiednią osobą.
- Snape zabiegał się o to stanowisko od sześciu lat - powiedział Harry.
- Dumbledore wolał, aby został przy eliksirach – mruknęła Sybilla – nie wiem czemu, ale jakoś wcale nie widać po tobie radości z faktu, że będzie cię uczyła twoja ciotka – dodała po chwili.
- Cieszę się i to bardzo - odpowiedział szczerze Harry – Po prostu jest to dla mnie tak wspaniała wiadomość, że nie mogę w nią jeszcze uwierzyć.
- Nie myśl tylko, że będziesz miał u mnie jakąś taryfę ulgową – wtrąciła ostrzegawczym tonem Sybilla.
- Obiecuje, że będę się tak samo przykładał do czarnej magii jak do innych przedmiotów.
- Trzymam za słowo. Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę, będziesz miał nowego kolegę na roku.
- Znasz go? - zapytał zaciekawiony Harry.
- Równie dobrze jak ty – odpowiedziała lekko rozbawiona Sybilla – Właśnie stoisz przed nim.
- Mówisz o Aberze?
- Tak, Harry, właśnie o mnie – powiedział poważnym tonem brat Albusa – Pamiętasz rozmowę z wesela jak ci wspominałem, że wyrzucili mnie na szóstym roku nauki w Hogwarcie?
- No pamiętam.
- Dzięki Dumbledore’owi, będę mógł wrócić do szkoły.
- Będziesz ze mną normalnie chodził na lekcje? – Harry nie dowierzał w to, co usłyszał.
- Tak, jako wolny słuchacz.
- A co to? Jakieś nadzwyczajne zebranie? - zwróciła się do wszystkich Katie, która właśnie zeszła do kuchni.
- Możesz mnie uszczypnąć, bo nie jestem pewien czy śnię. Właśnie się dowiedziałem, że Aber będzie się uczył ze mną w Hogwarcie.
- To powinieneś się cieszyć, że masz nowego kolegę - zaśmiała się Katie - A w ogóle, to gratulację Aberze, że w końcu zdecydowałeś się uzupełniać edukacyjne braki.
- Na naukę nigdy nie jest za późno – odpowiedział jej wujaszek Harry’ego.
- Katie, jesteś już spakowana ? – spytała Sybilla.
- Tak, ale ktoś musi mi pomóc znieść bagaże.
- Ja mogę – zareagował żywo Harry.
- O, jaki gentleman z ciebie.
We dwójkę wbiegli na górę. Pokój Katie znajdował się na samym końcu korytarza.
- Moi rodzice z samego rana pojechali już na lotnisko zarezerwować bilety do Stanów – powiedziała brązowowłosa przyjaciółka, siadając na swoim łóżku – Ale nie myśl, że mnie się tak szybko pozbędziesz. Razem z państwem Weasley pojadę na dworzec kolejowy was odprowadzić.
- Może jakoś wytrzymam z tobą te parę godzin więcej – zażartował Harry, czując, że wcale nie jest mu do śmiechu.
- A w ogóle bym zapomniała – powiedziała Katie, po czym zaczęła grzebać w stojącej na stoliku torbie - Podaje ci adres szkoły, na który masz do mnie pisać i ten domowy na wszelki wypadek – dodała wręczając przyjacielowi niewielką karteczkę.
- Wspominałaś coś, że chciałabyś odwiedzić Hogwart na Boże Narodzenie – powiedział nieśmiało Harry.
- Wspominałam, wspominałam, a wiesz, że nie rzucam słów na wiatr – odpowiedziała figlarnie.
- Jakbyś przyjechała, to zabiorę cię na kremowe piwo do Hogsmeade.
- Będzie można wziąć Malfoya jako eksperta – dodała Katie ze śmiechem.
- Chodźmy już na dół - powiedział Harry – bo pewnie już na nas czekają.
W przedpokoju zastali już gotowych do wyjścia Hermionę z Ronem, a także bliźniaków Freda i Georga.
- Mówiła wam Sybilla? Mamy nowego kolegę na roku – zwrócił się do nich Harry, kiedy uwolnił się od olbrzymiej torby Katie stawiając ją na podłodze.
- Dowiedzieliśmy się przed chwilą od Abera – odpowiedziała Hermiona.
- Ja tam się bardziej ucieszyłem, że będzie nas uczyła Sybilla – wtrącił Ron – tak myślę, że trzeba będzie z nią pogadać i załatwić, aby Malfoya otaczała nadzwyczajną opieką na swoich lekcjach – dodał z łobuzerskim uśmiechem.
- Ron, Sybilla, nie ma prawa nadużywać swojej władzy wobec uczniów - skarciła go Hermiona.
- A Snape według ciebie ma prawo? – wtrącił się Fred.
- To sprawa jego sumienia.
- To zapewne po nocach nie może spać, myśląc "Jakiż to byłem niesprawiedliwy dla Gryfonów" - dodał George złośliwym tonem.
Wywiązałaby się z tego sprzeczka, gdyby przed domem nie rozległ się sygnał klaksonu.
Tachając swoje bagaże wyszli na zewnątrz.
- Będziemy jechać Błędnym Rycerzem? – powiedział zdziwiony Fred.
- Przecież świstoklikiem byłoby szybciej, wygodniej i taniej – dodał Ron.
- Taniej, ale nielegalnie. Na Kings Cross, nie docierają zarejestrowane w ministerstwie świstokliki – wtrąciła się rozgniewana pani Weasley – cieszcie się, że nie będziecie musieli iść na piechotę.
Nie chcąc wchodzić w dyskusje z bojowo nastawioną matką Rona, cała szóstka bez szemrania chwyciła swoje bagaże.
- Witamy na pokładzie Błędnego Rycerze – powitał nowych gości pryszczaty młodzieniec, zbierający opłaty za przejazd.
- Sześć galeonów – zwróciła się do niego Sybilla wręczając garść monet – za osiem osób.
- Bardzo dziękuje. Dla szanownej pani znajdzie się miejsce z przodu koło kierowcy.
- Siadaj ze mną – powiedziała Katie wskazując Harry’emu wolne miejsce koło siebie.
Młody czarodziej z wielką przyjemnością usadowił się koło swojej przyjaciółki. W samą porę, gdyż Błędy Rycerz gwałtownie ruszył, przewracając na podłogę pasażerów, którzy nie znaleźli sobie jeszcze stanowiska.
Obstawiony bagażami Harry z ciekawością przyglądał się okolicy, którą mijali. Po piętnastu minutach jazdy wjechali w sosnowy las, który ciągnął się przez następne dwadzieścia kilometrów. Tuż przed miastem York natknęli się na olbrzymi korek na autostradzie. Jednak nie było to żadną przeszkodą dla Błędnego Rycerza, który wciskając się w niewielkie szpary miedzy samochodami, w magiczny sposób je rozpychając, wjechał do miasta. Harry, który drugi raz z rzędu musiał wstawać z samego rana, po godzinie mozolnej jazdy usnął. Obudziło go szturchnięcie Katie
- Wstawaj, już dojechaliśmy na miejsce.
Wiadomość ta nie wywołała w Młodym Czarodzieju zbytniego entuzjazmu. Wlokąc za sobą kufer, wyszedł na zewnątrz kierując się w stronę bramki w ścianie wiodące na peron 9 i 3/4
Przy pomocy Katie, która pomogła mu nieść bagaż, przedostał się razem z resztą towarzystwa w okolice wagonów. Ku swojemu zaskoczeniu Harry dostrzegł stojącego na peronie Lupina. Obok niego leżała na ziemi miotła i klatka z Hedwigą.
- Jak minęła podróż? – zwrócił się Lupin do Sybilli.
- Wyjątkowo dobrze.
- Skąd ma pan moją miotłę? – zapytał zdziwiony Harry.
- Udało mi się ją odebrać od twoich opiekunów, co wcale nie było takie proste. Z sową na szczęście nie było już takich problemów, gdyż była u pani Figg.
- Serdeczne dzięki – powiedział Harry.
- Proponuje wam, abyście zajęli już sobie jakiś wolny przedział – zwróciła się do towarzystwa pani Weasley.
- Ja tam mogę jechać z każdym, byle tylko nie z Malfoyem – mruknął Ron.
Prawie biegnąc, Harry wpadł do pociągu. Znajdując pierwszy wolny przedział rzucił tam bagaże i poprosiwszy Rona z Hermioną o ich przypilnowanie wrócił z powrotem na peron.
- To jednak nie zapomniałeś się ze mną pożegnać – powiedziała Katie.
- Prędzej bym zapomniał miotły – nie wiedząc czemu słowa, które miały być żartem nie wywołały u dwójki przyjaciół śmiechu.
- To teraz zostało mi czekać trzy miesiące do Bożego Narodzenia.
- Co dwa tygodnie spodziewaj się listów ode mnie – wtrącił Harry.
- Będę na nie zawsze czekała – odpowiedziała Katie dziwnie miękkim głosem.
- Harry, pośpiesz się. Pociąg będzie zaraz odjeżdża!– z jednego z wagonów rozległ się głos Sybilli.
Katie słysząc to zarzuciła Harry’emu ręce na szyję i ku jego zaskoczeniu pocałowała go.
- To ode mnie mały prezent na pożegnanie.
- Niestety, nie mam nic w zamian.
- Odwdzięczysz się kiedy indziej, a teraz już idź, bo nie będziesz miał czym pojechać do Hogwartu.
Przez chwilę Harry patrzył na Katie.
- To do zobaczenia, albo do napisania – powiedział i ile sił w nogach pognał w kierunku wagonu .
- Do zobaczenia, rychłego.
Siedząc w przedziale, przez okno widział malejącą coraz bardziej sylwetkę przyjaciółki. Pociąg zaczął coraz bardziej przyśpieszać. Po minucie całkowicie znikła mu z oczu.
- Harry, czy ciebie i Katie łączy coś więcej niż przyjaźń? – spytała po chwili milczenia Hermiona.
- Coś tam łączy, ale to nie jest to o czym myślisz.
- To nie jesteście jeszcze parą? – zapytała zaciekawiona Ginny.
- Gdzie jest Sybilla z Aberem? – zapytał Harry nie mając ochoty na publiczne dyskusję o nim i Katie.
- Siedzą gdzieś na tyle - odpowiedział Ron - Mają pilnować uczniów.
Przez dalszą cześć podróży prawie nie odzywali się do siebie. Harry będąc w dość podłym nastroju był za to bardzo wdzięczny swoim przyjaciołom.
Jechali już dobre dwie godziny, kiedy do przedziału ktoś zapukał. Była to Sybilla. Obok niej, ku zaskoczeniu Harry’ego, stał Malfoy.
- Przyłapałam tego gagatka na tym, jak próbował jakiemuś chłopakowi ukraść ropuchę – powiedziała - pomyślałam, że byście mogli mieć na niego oko, żeby nie rozrabiał.
- Co takiego? Mam z nim spędzić dalszą podróż?! – to, co teraz Ron usłyszał, całkowicie wyprowadziło go z równowagi.
- Skoro tak bardzo go nie chcecie, to mogę poszukać innych ochotników.
- Nie ma sprawy, Sybillo, zajmiemy się nim – wtrąciła Hermiona.
- Będę wam bardzo za to wdzięczna.
- Kiedy się tylko dowiem, że próbowałeś wywinąć jakiś numer, osobiście dopilnuję żeby odjęli ci punkty– dodała Sybilla obdarzając Malfoya groźnym spojrzeniem.
- Nie masz prawa kazać mi jechać z tą szlamą – odpowiedział zły Malfoy.
- Jeśli jeszcze raz obrazisz moją uczennicę, ukarzę cię nie tygodniowym, ale miesięcznym szlabanem – odpowiedział Sybilla.
Wściekły Draco, słysząc to opadał bez słowa na pobliskie siedzenie.
- No, to życzę wam miłej jazdy – zwróciła się do reszty ciotka Harry’ego.
- Jak tam Malfoy leżało się na ulicy? - spytał złośliwie Ron.
- Nawet nie waż się rozpowiadać o tym w szkole, bo inaczej będziesz miał do czynienia z moim ojcem.
- Przez głowę nie przeszyło mi, żeby komukolwiek mówić o tym przykrym incydencie – odpowiedział Ron – przynajmniej w twojej obecności – dodał po cichu.
Przez dalszą część jazdy pociągiem Malfoy nie odezwał się do reszty ani słowem.
Jedyną ciekawą rzeczą, która się wydarzyła, zanim dojechali do Hogwartu, była wizyta czarownicy z wózkiem pełnym przysmaków. Harry, który nie jadł śniadania, zakupił dla siebie, Hermiony i Rona dwie olbrzymie porcje pasztecików.
Im bliżej było do Hogwartu, tym krajobraz stawał się coraz bardziej dziki i odludny.
Wkrótce oczom czwórki przyjaciół ukazało się olbrzymie jezioro, za którym był zamek.
Z rozciągającego się za szybą wagonu mroku wyłoniły się widniejące w oddali zabudowania Hogsmeade. Pociąg stanął. Harry trzymając w jednej ręce klatkę z Hedwigą, a drugiej kufer jako pierwszy ze swoich przyjaciół wyszedł na wypełniony gwarem peron.
Zaraz też w tłumie uczniowskich głów dostrzegł rosłą sylwetkę gajowego Hogwartu, Hagrida.
- Pirszoroczni do mnie!! – krzyczał olbrzym zwołując do siebie uczniów pierwszych klas.
Jak co roku czekały na wszystkich młodych czarodziei parowozy zaprzężone w Testrale, zwierzęta, które mogły widzieć jedynie osoby, które zetknęły się ze śmiercią.
Harry z przyjaciółmi wsiadł do najbliższej karety.
Po piętnastominutowej jeździe znaleźli się przed bramą wejściową, do Hogwartu.
- I znowu witaj kochana szkoło – powiedział Ron, wychodząc z karety.
- Witajcie kochane lekcje eliksirów – dodał ponuro Harry.
- Zamiast marudzić, chodźmy już do sali głównej – usłyszeli ponaglający głos Hermiony.
We trójkę skierowali się w kierunku wejścia do zamku.
Zostawiając bagaże i klatki ze zwierzętami w holu weszli do głównej auli. Siedziała już tam większość wylęknionych uczniów z pierwszego roku.
- Nigdzie nie widzę Sybilli z Aberem – powiedział Harry, kiedy zajęli miejsca przy stole wspólnym Gryfonów.
- Pewnie się jeszcze użerają z uczniami – mruknęła Hermiona.
Jakby na potwierdzenie tych słów, w drzwiach Wielkiej Sali pojawiła się ciotka Harry’ego. Szybkim krokiem skierowała się w stronę nauczycielskiego stołu prowadząc za ręce dwóch trzecioklasistów. Jednemu z nich na głowie sterczał kaktus, a drugiemu z nosa dyndała gałązka wierzby.
- Oho, pierwsze ofiary pojedynków – skwitował niecodzienny widok Ron.
- Cześć, Harry – zwrócił się do Harry’ego siadający przy stole Neville.
- Witaj Neville. Jak ci się podobało wesele mojej ciotki?
- Całkiem było fajne. Tylko szkoda, że musieliśmy z babcią w połowie wyjść.
- Dlaczego tak wcześnie? – zdziwiła się Hermiona.
- Jak jechaliśmy do was, to zostawiłem różdżkę w pociągu – wyjaśniał Neville. – No i się babcia na mnie bardzo rozłościła, twierdząc, że trzeba ją jak najszybciej znaleźć, aby komuś nie zrobiła krzywdy.
- Odzyskaliście ją? – wtrącił się Ron.
- Niestety nie, ale na razie nie było żadnych doniesień, że spowodowała jakiś wypadek.
- Harry, Aber do nas idzie – tymi słowami Hermiona przerwała wywody Nevilla.
- Znajdzie się wolne miejsce dla kolegi z roku? – zwrócił się do nich brat Dumbledore’a.
- Oczywiście – odparł Harry i wskazał na pobliskie krzesło.
- Kolegi z roku? – zdziwił się Neville.
- Dyrektor zaraz wszystko wyjaśni – odpowiedział Harry, nie mając ochoty, aby tłumaczyć zawiłą historię wujka.
- Ej, wy tam, ciszej trochę, zaraz się rozpocznie ceremonia przydziału pierwszoroczniaków - skarciła ich przechodząca nieopodal profesor McGonagall.
Harry wiedząc, że lepiej nie zadzierać z opiekunką swojego domu, zamilkł. Nie miał się kiedy zresztą nudzić, gdyż zaraz na środku sali pojawił się wysoki stołek, na którym Hagrid ustawił starą tiarę. Zgodnie z coroczną tradycją miała zaśpiewać swoją pieśń:

Mówią o mnie stary grat
Albo kupa jakiś szmat


Po sali przebiegł szmer zdziwienia.

Nazywają zwykła tiarą
Raz na rok mi głos dają
Każą wtedy mądrze gadać
Rady szkole na przyszłość dawać
Uczniom domy nowe przydzielać
Kierunki na drogę życia wybierać


Glos tiary na chwilę ucichł, aby po rozlegnąć się z powrotem z jeszcze większą siłą

Tak minęło setki lat
Stara tiara, dalej trwa
Dalej rad od niej wymagają
Jednak czy koniecznie ich słuchają?
Niedawno was ostrzegałam
O nadchodzącym złu wspominałam
Jednak odzewu nie spotkałam
Zrozumienia swych słów nie widziałam
Rok szkolny wtedy zaczął się
Beztrosko na naukę udaliście się
Żyliście przyziemnymi troskami
Nie dostrzegając zła, które się czai
Kara na was spadła sroga
Dożyliście powrotu największego wroga
Co wrócił w potędze mocy
By śmierć siać za dnia i nocy
Czeka na was teraz wyzwanie
Czy znajdzie się ktoś, co mu sprostać radę?
Mówią, że ma nadejść wybraniec
Który z Czarnym Panem do boju stanie
Jeden z nich tylko przeżyje
Nad światem będzie panować
Dobro lub zło nam każe pokochać


Mimo, że tiara skończyła swoją pieśń dobre parę minut temu, na sali dalej panowała cisza. Nigdy jeszcze nie wydarzyło się, żeby w swojej pieśni prawiła uczniom i nauczycielom wyrzuty.
- Coś się jej musiało kompletnie pomieszać w głowie – powiedział Ron. – czepia się, że nie słuchamy rad, jak to powiedziała, kupy starych szmat.
- Dla mnie miała dużo racji - odpowiedziała Hermiona, nie zgadzająca się ze zdaniem Rona. - Rok temu ostrzegała uczniów o nadchodzącym złu, a mimo to mało kto jej uwierzył.
Harry nie uczestniczył w dyskusji dwójki przyjaciół, gdyż ciągle brzmiały mu w głowie słowa o mającym nadejść wybrańcu, który ocali czarodziejski świat.
Czyżby to mnie miała na myśli? – zastanawiał się
- Zgodnie z tradycją przejdziemy teraz do ceremonii przydziału – na sali rozległ się donośny głos profesor McGonagall.
- Proszę o wyjście na środek Angelinę Alinton.
Dziewczynka o czarnych włosach zajęła miejsce zakładając na głowę tiarę.
- Slytherin!
Ze stołu Ślizgonów rozległy się wiwaty.
- Peter Alkmar.
Na środek wyszedł rudy chłopiec, który Harry’emu wydał się łudząco podobny do Rona.
- Gryffindor! – tym razem klaskali Gryfoni. Rudy chłopiec chwiejąc się z przyjęcia przysiadł się do stołu, przy którym siedział Harry.
- Carolina Berbatowa.
- Ravenclaw! – w końcu mogli się cieszyć Krukoni.
- Aberze, do jakiego domu należał Albus Dumbledore?– Harry usłyszał nad swoim uchem głos Rona.
- Tak samo jak ja do Gryffindoru, z tą różnica, że chodził do szkoły ładnych parę lat przede mną.
- Jakoś nie mogę sobie wyobrazić Dumbledore’a jako ucznia – powiedział Harry.
- Zdziwiłbyś się, gdybyś dowiedział, że wcale nie był takim idealnym wzorem do naśladowania – powiedział tajemniczo Aber. – Z tego, co mi mówiła moja mamuśka, to w szkole czasami niezłe numery odwalał na lekcjach.
- Jakie? – zapytał podekscytowany Ron.
- Tego to już wam niestety nie mogę powiedzieć, bo by mnie oskarżył o zniesławienie. Najlepiej zapytajcie go o to sami – próbował się wymigać od odpowiedzi Aber.
- Przy okazji będzie go można spytać o ciebie – powiedział złośliwe Harry.
- Nie wiem czy mi się wydaje, ale coś mi tu pachnie szantażem – orzekł Aber patrząc podejrzliwie na Harry’ego.
- No skąd takie przypuszczenia? Po prostu chciałbym się dowiedzieć więcej o swoim wujku.
- Możecie nie gadać? Nie słyszę nazwisk uczniów, które wyczytuje McGonagall – przerwała im Hermiona.
- Zdążyłaś już wszystkie zapisać? – wtrącił niewinnie Ron, spotykając się z morderczym spojrzeniem swojej przyjaciółki.
Ku uldze wszystkich uczniów ceremonia przydziału skończyła się po piętnastu minutach .
- Jako dyrektor tej szkoły pozwolę sobie teraz zabrać głos – przemówił do zebranych Albus Dumbledore. – Przede wszystkim chciałbym na początku powitać wszystkich zebranych, a w szczególności uczniów pierwszych klas. Aby zbytnio nie nudzić, swoje przemówienie ograniczę tylko do niezbędnych ogłoszeń. I tak na samym początku chciałbym przedstawiać wam nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, Sybillę Evans–Dumbledore.
Na sali rozległy się stłumione brawa.
- Poza tym informuje, że uczniowie wszystkich klas, podobnie jak rok temu, nie mogą odwiedzać pobliskiego lasu. W Hogwarcie obowiązuje ta sama lista zakazanych przedmiotów, co rok temu. Mam jeszcze dla was bardzo smutną informacje - dodał Dumbledore, robiąc w tym miejscu przerwę, aby spotęgować napięcie – woźny Argus Filch postanowił odejść na emeryturę.
- Nareszcie! – krzyknął podekscytowany Ron.
- Proszę o spokój – wtrąciła się McGonagall, chcąc uciszyć wrzawę na sali.
- Mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo rozpaczali po tej bolesnej stracie. Póki co, szkoła zostanie bez woźnego, gdyż nie udało mi się jeszcze znaleźć odpowiedniego kandydata na tą funkcję.
- Snape spełnia wszystkie wymagane kwalifikacje – mruknął Harry.
- No, sądzę, że to by było na tyle przemówień. Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć magiczne słowo - wsuwaj...
- Dyrektorze. Chyba o czymś pan zapomniał – wtrąciła się profesor McGonagall.
- A tak, oczywiście, o jakimś dowcipie. Niech pomyślę...
- Nie o żadnym dowcipie, tylko o nowym uczniu szóstej klasy, twoim bracie! – warknęła rozeźlona niefrasobliwością Dumbledore’a nauczycielka.
- A, o Aberze. No tak, zupełnie wyleciało mi to z głowy - usprawiedliwiał się dyrektor. – A więc pragnę jeszcze przedstawić wszystkim zebranym mojego brata Aberfortha Dumbledore’a, który z racji tego, że karierę edukacyjną zakończył na szóstym roku, będzie u nas uzupełniał braki w wiedzy.
Tym razem nie było już żadnych braw. Niemal wszyscy uczniowie byli zaskoczeni faktem, że liczący niemal czterdzieści lat brat jednego z najpotężniejszych czarodziejów dwudziestego wieku, będzie chodził do szkoły.
- Byłoby to więc na tyle ogłoszeń. Na zakończenie wypowiem jeszcze raz magiczne słowo - wsuwajcie!- dodał entuzjastycznie Dumbledore.
Niemal w tej samej chwili na wszystkich stołach pojawiły się przeróżne wyszukane potrawy. Harry wybrał sobie spośród nich stek z ziemniakami.
Po posiłku uczniowie rozeszli się do swoich dormitoriów.
- Złamana miotła – wypowiedział Ron hasło przed portretem grubej damy, który na dźwięk jego słów odsunął się na bok.
Harry zastał wspólne dormitorium w takim stanie, jak je ostatnio opuścił. Dokoła kominka tak samo, jak ostatnio pozostawione były cztery fotele. W jednych z nich Krzywołap zaraz po tym jak Hermiona wypuściła go z rąk, zrobił sobie wygodne legowisko, dając jednoznacznie do zrozumienia innym uczniom, że zajmuje dla siebie ten wygodny mebel
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem zmęczona – zwróciła się do Harry’ego i Rona Hermiona – Idę spać.
- Pierwszy raz się z tobą dzisiaj zgodzę - mruknął ziewając Ron. – Też jestem padnięty.
- To do jutra - zwrócił się do przyjaciółki Harry.
- Do jutra – odpowiedziała Hermiona.

[--pagebreak--]

Rozdział VIII - Dobre złego początki
- Co takiego? Mamy dzisiaj cztery godziny eliksirów! – krzyknął Ron po tym, jak spojrzał na plan lekcji.
Razem z resztą uczniów siedział w Wielkiej Sali jedząc śniadanie.
- I dziwisz się? McGonagall mówiła nam, że aby zostać aurorem, trzeba się minimum znać na wszystkich eliksirach i antidotach – odpowiedział spokojnie Harry.
- A mogłem pójść na zielarstwo.
- Na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że potem mamy już tylko dwie godziny Obrony przed Czarną Magią.
Ron nic nie odpowiedział, tylko dalej z ponurą miną wpatrywał się w swój niedojedzony tost.
- A ty jaki masz dzisiaj plan? – zwrócił się Harry do Hermiony.
- W miejsce waszych eliksirów wsadzili mi dwie godziny mugoloznastwa i dwie starożytnych run.
- To nie masz tak źle.
- Jak myślicie, Fred z George’em, mieliby dla mnie wolną posadę w swoim sklepie? – odezwał się po chwili milczenia Ron.
- No pewnie, słyszałam, że szukają kogoś do mycia podłóg. Ze swoimi kwalifikacjami byś się idealnie nadawał – słowa Hermiony zapowiadały kolejną kłótnię.
- Ron, chodźmy już na eliksiry, bo się jeszcze spóźnimy – powiedział Harry, widząc, że jego przyjaciel już otwiera usta, aby coś odwarknąć Hermionie.
Pomysł młodego czarodzieja okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie wiadomo czemu Snape na dobre parę minut przed końcem przerwy pojawił się w klasie z zamiarem rozpoczęcia zajęć.
- W tym roku lekcje eliksirów będą się zaczynały pięć minut wcześniej – obwieścił zimnym tonem. – Dlatego ostrzegam wszystkich, którzy się będą spóźniać, że będę karał ich odjęciem punktów – kiedy tylko wypowiedział te słowa, na schodach rozległy się czyjejś kroki, a po chwili do klasy wpadł nie kto inny, jak Aber.
- Bardzo cię przepraszam, eee chciałem przeprosić pana profesora – dodał po chwili widząc groźne spojrzenie Snape’a. – Ale zupełnie się nie spodziewałem, że w zwyczaju tej szkoły jest zaczynanie lekcji pięć minut przed przerwą.
Słysząc słowa brata Dumbledore’a cała klasa wybuchła śmiechem.
Na twarzy Snape’a pojawił się wyraz wściekłości.
- Zaczynanie lekcji wcześniej, począwszy od dzisiejszego dnia będzie powszechnym zwyczajem tej szkoły, podobnie jak odejmowanie uczniom punktów za spóźnianie się i uniemożliwiane prowadzenia lekcji!
- W takim razie nie mam żadnych zastrzeżeń – odpowiedział spokojnie Aber. – Pragnąłbym tylko zauważyć, że w związku z tym, że aktualnie nie należę do żadnego z domów, nie możesz mi odjąć punktów.
- Policzymy się po zajęciach – warknął już całkowicie wyprowadzony z równowagi Snape. Machnął różdżką i po chwili na tablicy pojawił się wzór na uwarzenie jakiegoś wyjątkowo skomplikowanego eliksiru.
- Macie trzy godziny, żeby przygotować ten wywar. Będzie to wyjątkowo silna trucizna, której ministerstwo używało kiedyś do uśmiercania niebezpiecznych rzezimieszków – obwieścił groźnym tonem. – Jeśli się komuś nie powiedzie... odejmę mu dwadzieścia punktów i zadam karną pracę domową.
Harry, przerażony tym co usłyszał, spojrzał na Rona.
- Gotowałeś kiedyś trucizny? – zapytał.
- Jeszcze nie, choć nie raz mi chodziło po głowie, aby przyrządzić coś takiego dla Snape’a.
- Spokojna głowa, coś niecoś słyszałem o tych specyfikach, to wam pomogę – usłyszeli za sobą szept Abera, który zajął miejsce koło ich kociołków.
- Ściśle się tylko trzymajcie moich wskazówek – dodał.
Lekko drżącymi rękoma, Harry zaczął siekać wymagane składniki eliksiru. Kątem oka obserwował Neville’a, który jeszcze nawet nie znalazł swojego kociołka. Po drugiej stronie klasy na swoim stanowisku stał Malfoy, a nad nim Snape, który, ku złości Harry’ego, udzielał swojemu pupilowi wskazówek.
Powoli zaczął już mijać czas, jaki mieli przeznaczony na sporządzenie eliksirów.
- Longbottom, sądząc po tym, że już od pół godziny rozglądasz się po klasie, musiałeś skończyć swój wywar – Harry’emu zadźwięczał w uszach głos Snape’a. – Dlatego też, twój eliksir jako pierwszy wezmę do sprawdzenia – dodał ze złośliwym uśmiechem po czym podszedł do przerażonego Neville’a.
- Prawidłowe działanie eliksiru możemy stwierdzić wrzucając do niego gałązkę aloesu. Jeśli po zetknięciu z trucizną liście zabarwią się na pomarańczowy kolor, będzie to oznaczać, że wywar jest dobry – mówiąc to wyciągnął ze swojej szaty gałązkę rośliny, po czym wrzucił ją do kociołka. Rozległ się głośny huk i zaraz potem cała klasa spowiła się dymem.
- Reducto – krzyknął Snape, a Hary’remu z kłębów znikającego dymu ukazała się przerażona twarz Neville’a.
- Po efekcie, jaki otrzymaliśmy, śmiem twierdzić Longbottom, że nie udało się sporządzić dobrego wywaru, dlatego zgodnie z obietnicą Gryffindor traci przez ciebie dwadzieścia punktów. Poza tym, masz zostać po lekcji. Omówimy szczegóły twojej karnej pracy – powiedział ze złośliwym uśmiechem Snape.
- Aberze, nie obrazisz się, jak przetestuję teraz twój eliksir – zwrócił się po chwili do wujaszka Harry’ego
- Ani trochę.
- Pokażę teraz całej klasie, że pyszałkowate gadanie ma się nijak do umiejętności magicznych, jakie powinien posiadać dorosły czarodziej w twoim wieku – mówiąc to Snape wrzucił aloes do kociołka Abera.
Harry chciał już zatkać uszy szykując się na kolejny wybuch. Nic podobnego się jednak nie stało. Gałązka spokojnie znużyła się w wywarze.
- Może sprawdzimy, czy ma właściwy kolor – wtrącił niewinnym tonem Aber.
Snape w milczeniu wyciągnął aloes, którego liście zabarwiły się teraz na pomarańczowo.
Odpowiedziały na to gromkie brawa zgromadzonych w klasie Gryfonów.
- Za zakłócanie porządku Gryffindor traci dziesięć punktów! - krzyknął rozwścieczony Snape. - Potter , Weasley, w tej chwili dajcie mi swoje kociołki – Severus liczył, że upokorzeniem Harry’ego z Ronem poprawi sobie humor. Kiedy jednak aloes po wyjęciu z eliksiru Rona, a potem Harry’ego też był pomarańczowy, Snape z wściekłością rzucił w ich kierunku kociołki i nerwowym krokiem wrócił na środek klasy.
- Na jutro wszyscy mają napisać wypracowanie o wszystkich znanych rodzajach trucizn – powiedział mrożącym krew w żyłach tonem – Zobaczymy, czy Aber zdoła każdemu z was pomóc.
Widząc, że to koniec lekcji, Harry z Ronem pośpiesznie wybiegli z klasy i pognali do sali jadalnej na obiad .
- Nie wiem, czy mam się cieszyć, że Aber zrobił ze Snape’a idiotę, czy też wściekać, że przez to dostaliśmy pracę domową na całą noc – powiedział Ron, jedząc naleśniki.
- Proponuje jedno i drugie - mruknął Harry. – Aber musi przystopować, bo jak tak dalej pójdzie to nasze szanse na zaliczenie eliksirów zmaleją do zera.
- Jak tam wasze pierwsze godziny nauki? – zapytała siadająca koło Harry’ego Hermiona – Snape zadał wam już coś?
- Lepiej nie pytaj, dowalił nam roboty na całą noc.
- To wam współczuje, mi kazali tylko na jutro sporządzić rysunek jakiegoś typowego
mugola.
Harry nic nie odpowiedział tylko z wściekłością wbił widelec w naleśnik.
W milczeniu trójka przyjaciół udała się do klasy na Obronę Przed Czarną Magią.
- Zapraszam do pierwszych ławek – zwróciła się do Harry’ego stojąca koło katedry nauczycielskiej Sybilla.
- Jak wspominał Dumbledore, nazywam się Sybilla Evans-Dumbledore i w tym roku będę was nauczała Obrony Przed Czarną Magią. Z notatek, które mi pozostawili moi poprzednicy wynika, że sporo już umiecie, jeśli chodzi o używanie zaklęć obronnych. Macie za to, niestety, duże braki w wiedzy dotyczącej czarnej magii.
- Będzie nas pani uczyła tajników czarnej magii? - spytała przerażona Parvati.
- Moja droga, spokojnie – odpowiedziała z uśmiechem Sybilla. – chcę tylko pokazać niezbędne elementy z tej dziedziny, które pomogą wam się nauczyć obrony przed atakiem sił zła.
Słowa Sybilli klasa powitała złowrogim milczeniem.
- Czy to prawda, że będąc jeszcze uczennicą należała pani do Slytherinu? – zapytał Dean.
- Tak, ale jeśli masz ochotę dowiedzieć się więcej o mnie, zapraszam na pogawędkę po lekcji. Teraz mamy ważniejsze rzeczy do roboty – odpowiedział Sybilla. – Możecie mi powiedzieć, jakie znacie złowrogie zaklęcia? – dodała wracając do właściwego tematu lekcji.
Słysząc, to Harry błyskawicznie podniósł rękę w górę.
- Proszę.
- Dwa lata temu poznaliśmy działanie wszystkich zaklęć niewybaczalnych, Crucio, Avada Kedavra i Imperio.
- Bardzo dobrze, Gryffindor otrzymuje pięć punktów – nagrodziła aktywność ucznia Sybilla. – W tym miejscu musicie wiedzieć, że poza zaklęciami niewybaczalnymi istnieje szereg rozmaitych rodzajów czarów, które mogą na was rzucić Śmierciożercy.
- Używanie ich pewnie jest tak samo zakazane, jak zaklęć niewybaczalnych – powiedziała Hermiona.
- Jest jak najbardziej. Jednak są to tylko niezbędne środki bezpieczeństwa, bo żyjących czarodziejów, którzy posiadają gruntową wiedzę o czarnej magii mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość boi się zgłębiać tajniki z tej dziedziny.
- Ich obawy mają swoje podstawy – wtrącił Neville.
- Dla mnie są tą tylko głupie przesądy. Czarna magia jest rodzajem broni, którą walczą z nami poplecznicy Sami – Wiecie – Kogo. Jeśli poznamy zaklęcia, których używają, będziemy wiedzieli jak się przed nimi bronić – powiedziała Sybilla, jednocześnie wyciągając różdżkę ze swojej szaty. – No, ale kończy się już pierwsza godzina, a ja wam jeszcze nic nowego nie nauczyłam. Pora przejść do najważniejszej części lekcji.
Cała klasa z ciekawością przysłuchiwała się teraz słowom nauczycielki.
- Potrzebuję ochotnika, na którym pokażę pierwsze zaklęcie – zwróciła się do uczniów.
Odpowiedziała jej cisza.
- Ja się zgłaszam – powiedział Harry, niepewnie podnosząc rękę.
- O, to świetnie – ucieszyła się Sybilla. – Stań na środku klasy. Zademonstruje wam teraz zaklęcie o podobnym działaniu do Imperiusa. Różnica tkwi w tym, że osoba, która rzuca je oprócz tego, że przejmuje kontrolę nad swoją ofiarą, wchodzi także do jej ciała. Podobnym czarem posłużył się Sami Wiecie Kto, przejmując kontrolę na profesorem Quirrellem – obwieściła ku przerażeniu Harry’ego Sybilla.
- Ervolfo! – krzyknęła.
Młody czarodziej doznał bardzo dziwnego uczucia po tym, jak jego ciotka przeniknęła do jego ciała.
- W tej chwili moje ciało stoi puste – powiedziała Sybilla swoim dźwięcznym głosem, ku zaskoczeniu klasy ustami Harry’ego. – A ja znajduję się w Harrym, mając dostęp do jego wszystkich wspomnień, a nawet obecnych myśli.
Młody Potter, ku swojej uldze poczuł, jak Sybilla opuszcza jego ciało.
- W przeciwieństwie do Sami – Wiecie- Kogo zwykły czarodziej ma moc wystarczającą na wejście w czyjąś powłokę maksymalnie na pieć minut – powiedziała Sybilla już swoimi ustami.
- Nie będę wam pokazywać, jak rzucić to zaklęcie, gdyż jest zbyt skomplikowane, a poza tym mówiłam już wam, że mam was nauczyć nie jak używać czarnej magii, ale jak się przed nią bronić – dodała, nie bacząc na jęk zawodu u uczniów. – Przejdziemy teraz do zaklęcia, które zablokuje Ervolfo. Brzmi ono Dimentrio. Aby dało porządny efekt, musicie być maksymalnie skupieni i mieć całkowicie oczyszczony umysł.
Harry’emu od razu przypomniały się lekcje Oklumencji u Snape’a, gdzie też musiał oczyszczać swój umysł .
- Ostrzegam was, że opanowanie tego czaru nie jest proste i może wam zająć nawet cały rok. Nie zniechęcajcie się jednak – pocieszyła uczniów Sybilla, widząc ich zawiedzioną minę. – Niech teraz wszyscy ustawią się w kolejce. Będę po kolei rzucała na was zaklęcie Ervolfo – dodała.
Harry, jako że był najbliżej swojej ciotki, poszedł na pierwszy ogień.
- Dimentrio – krzyknął.
- Ervolfo – odpowiedziała Sybilla, łamiąc jego blokadę.
Młody czarodziej ze zwieszoną głową wrócił na swoje miejsce.
Przez następną godzinę uczniowie kolejno wychodzili na środek klasy, aby stawić czoło złowrogiemu zaklęciu Sybilli. Nikomu z nich nie udało się jednak odpowiednio użyć czaru Dimentrio.
Najbardziej przybiło to Hermionę, gdyż po raz pierwszy w ciągu ostatnich pięciu lat nauki w Hogwarcie nie udało jej się opanować od razu jakiegoś zaklęcia.
- Hermiono, nie przejmuj się. Zawsze musi nadejść ten pierwszy raz – pocieszał ją Ron.
W trójkę jedli obiad w Wielkiej Sali.
- Zawsze najważniejszy jest pierwszy raz – odpowiedziała, robiąc minę, jakby ktoś umarł. - Jeśli się nie uda od razu, oznacza to, że będzie mnie czekało mnóstwo roboty - chcąc pokazać, że nie rzuca słów na wiatr, wstała od stołu, odstawiając na bok na pół pełny talerz.
- A ty gdzie się wybierasz? - zapytał zdziwiony Harry.
- A niby gdzie? Do biblioteki, poczytać coś o tym zaklęciu Ervolfo – odpowiedziała zaskoczona pytaniem.
Pamiętając o wypracowaniu dla Snape’a, Harry z Ronem poszli po kolacji do Pokoju Wspólnego.
- Jesteście w końcu, miałem już kogoś wysyłać, żeby was znalazł – zwrócił się do nich Aber, kiedy weszli do dormitorium.
Ku ich całkowitemu zdziwieniu, otaczała go grupka kilkunastu Gryfonów, a także kilku uczniów z Hufflepuffu i Ravenclawu.
- Proponuje wszystkim żeby usiedli i przyszykowali sobie pergaminy i pióra do pisania – zwrócił się do wszystkich Aber.
- Pergaminy? – powiedział głośno zaskoczony Harry.
- No, a niby na czym masz zamiar nagryzmolić wypracowanie dla Snape’a?
Harry’emu zaczęło powoli się rozjaśniać w głowie. Aber postanowił zorganizować mini korepetycje, na których pomoże napisać uczniom wypracowanie na eliksiry.
- A więc, skoro wszyscy już wygodnie siedzą, mogę zacząć swój wykład. Jestem bardzo wdzięczny Severusowi, że zadał wam pracę domową z trucizn, bo akurat coś niecoś słyszałem o tych specyfikach.
Słysząc to, uczniowie wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Na początku miałbym do was prośbę, żeby każdy z was zmieniał kolejność opisywanych trucizn. Mimo wszystko sądzę, że Snape nie jest aż taki głupi, aby zauważyć, że korzystaliście z podobnego źródła wiedzy. Opiszę wam teraz działanie jednej z najsilniejszych toksyn, którą uzyskuje się z jadu bazyliszka.
Harry tylko pokiwał głową na te słowa, gdyż na własnej skórze przetestował ten rodzaj specyfiku na drugim roku nauki w Hogwarcie.
- Nie słyszałem, żeby ktoś obecnie posiadał taki specjał. Jedynym antidotum na tą truciznę są łzy feniksa.
W dalszej kolejności Aber opisał działanie trucizny z jadu węża, wzmocnionej paroma kroplami śliny smoka, później najnowszy wynalazek współczesnej magii, truciznę sporządzoną ze sproszkowanych zębów żmii i jadu pająka. Cały wykład ciągną się ponad godzinę. Harry zapisał niemal cały zwój pergaminu, jaki miał przy sobie. Na samym końcu Aber wspomniał jeszcze o truciźnie z rogu jednorożca.
- I to by było na tyle. Mam nadzieję, że Severus będzie zadowolony z wypracowań - powiedział na zakończenie. – Do zobaczenia jutro na eliksirach – dodał, kierując się do wyjścia.
Kiedy zniknął za portretem, Pokój Wspólny wypełnił się okrzykami zachwytu.
- Całkiem równy z niego gość – powiedział Seamus.
- Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że swoją wiedzą przewyższa Snape’a – dodała Alicja.
- Ominęło mnie coś ciekawego? - zapytała Hermiona, która właśnie wróciła z biblioteki.
- Poza wykładem Abera, dzięki któremu mamy wypracowanie, zupełnie nic – odparł Harry.
- Podyktował wam pracę domową?
- Czemu patrzysz na to w taki skrajny sposób? Ja bym to nazwał korepetycjami – odpowiedział rozbawiony Harry, widząc jej minę.
Hermiona już nic nie powiedziała. Mimo to widać było po niej, że nie popierała działań Abera.








Autor:GGrzesiek

Opublikowane: 2006-02-07 (2234 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

ślimak firma pozabankowa
witam opisuję tutaj i ostrzegam przed tą firmą fi...

POtzrebuje Pożyczki, zarobki na poziomie 2000zł
Potrzebuje pożyczki - kredytu - wysokość 10.000

SOHO
Jedno wielkie ZŁODZIEJSTWO. Nie polecam !!! Konta...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 42 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.75 sekund
Page created in 0.751526 Seconds