STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"- Weź sobie ciasteczko, Potter.
- Słucham?
- Weź sobie ciasteczko!
- Nie dziękuję.
- Nie bądź śmieszny."
- Prof. McGonagall/Harry Potter

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Pamiętnik Lily Evans (rozdziały X, XI, XII..)


Pamiętnik Lily Evans (rozdziały X, XI, XII..)

*** ***

Właśnie kończy się pierwszy tydzień września. Bardzo deszczowy i wietrzny, pełen przygód tydzień. Właściwie to mój pobyt tutaj jest jedną wielką przygodą!

Z odmiennymi niż dawniej zajęciami i całą organizacją czasu oswoiłam się wyjątkowo szybko, z samym zamkiem jeszcze nie. Wątpię czy kiedykolwiek się do niego przyzwyczaję, bo ja przyzwyczajenie rozumiem jako poznanie czegoś na wylot. A czy wyobrażacie sobie kogoś, kto zna wszystkie tajemnice Hogwartu?


Rozdział X

Właśnie kończy się pierwszy tydzień września. Bardzo deszczowy i wietrzny, pełen przygód tydzień. Właściwie to mój pobyt tutaj jest jedną wielką przygodą!

Z odmiennymi niż dawniej zajęciami i całą organizacją czasu oswoiłam się wyjątkowo szybko, z samym zamkiem jeszcze nie. Wątpię czy kiedykolwiek się do niego przyzwyczaję, bo ja przyzwyczajenie rozumiem jako poznanie czegoś na wylot. A czy wyobrażacie sobie kogoś, kto zna wszystkie tajemnice Hogwartu? To niemożliwe! Nawet gdyby to była zwykła budowla, przy takiej wielkości do końca życia odkrywałabym nowe tajemne skrytki i komnaty. A ja uczę się w zamku, w którym na kolejne piętra w innym dniu tygodnia prowadzą inne schody, zbroje, obrazy i posągi są prawie żywe i rozmawiają z tobą, a połowę drzwi otwiera się za pomocą haseł...I duchy! Płyną sobie po korytarzach i przenikają przez ściany patrząc w dal zamyślonym wzrokiem... Nie mogę się nadziwić temu zamkowi. On nie zdaje się być budynkiem, nawet niezwykłym budynkiem, tylko żywą istotą tętniącą energią, a przy tym tajemniczą i wręcz budzącą grozę... Trudno opisać słowami to, co się czuje na widok Hogwartu.

Vivienne pisała mi o Hogwarcie i o lekcjach, ale to nie to samo samemu brać w nich udział. Przez calutki tydzień podekscytowana uczestniczyłam w nich jak umiałam najczęściej, no może z małymi wyjątkami, a w wolnych chwilach spacerowałam z dziewczynami po zamku. O wyjściu na błonia nie było mowy, bo zalane deszczem przypominały bardziej błotniste bagno niż trawnik. Lało i wiało cały tydzień, a w piątek rozpętała się burza, co spowodowało odwołanie pierwszej lekcji latania na miotle. Niestety zielarstwa nie odwoływano i musiałam przedostawać się do szklarni przez ogromne błotniste kałuże. To był prawdziwy koszmar! A na lekcjach i tak nic nie słyszałam, bo wielkie jak kurze jaja krople deszczu waliły w szklane ściany powodując nieopisany hałas. No i rozkleiłam sobie najlepsze buty. Chyba zacznę potajemnie uczyć się lewitacji, bo dłużej nie zniosę zielarstwa w takich warunkach.

Pozostałe lekcje okazały się bardzo przyjemne. Pierwszym zaklęciem, jakiego się nauczyłam, było lumos, czyli mówiąc w skrócie zrobienie z różdżki latarki. Prof. Flitwick odjął Gryffindorowi 5 punktów za mój okrzyk radości. Bo czy nie cieszyłbyś się przecież pamiętniku, gdybyś wyczarował coś pierwszy raz w życiu? Nie wiem dlaczego profesor wybrał akurat to zaklęcie na pierwszą lekcję, być może dlatego, że jest łatwe.
Zaraz... Zaklęcia Lumos nauczyłam się na drugiej lekcji, bo pierwsza była poświęcona “organizacji nauki na lekcjach zaklęć i uroków”. Jak zresztą wszystkie lekcje pierwszego dnia.

Najpierwszą lekcją z moim uczestnictwem były eliksiry, a prowadzi je profesor Overlock, opiekun Slytherinu. Nie lubię go. Może nie nienawidzę, ale na pewno nie lubię. Oczywiście chciałam dobrze wypaść, więc słuchałam jego zadziwiająco nudnego wykładu bardzo uważnie, a był on poświęcony niczemu innemu jak “organizacji nauki na zajęciach eliksirów”. Dowiedziałam się, że eliksiry odbywać się będą w następującym porządku: pięć nowych lekcji, powtórzenie, sprawdzian, pięć lekcji... Monotonne nie?

Mimochodem profesor raczył nas poinformować, że Ślizgoni są na jego lekcjach traktowani w specjalny sposób. Pierwsza rzecz, która mi się nie podoba. Eliksiry zawsze mamy ze Ślizgonami. Koszmar! No i wszystko co powie Overlock jest święte. I to jest najgorszy fakt, bo gdy facet zaczyna faworyzować swoich podopiecznych to nawet pisnąć nie można. A warto wspomnieć, że już zaczął.

Następne były dwie godziny transmutacji. No i okazało się, że prowadzi je McGonagall i to ona jest opiekunką Gryfonów, czyli naszą. A potem było nieszczęsne zielarstwo, z prof. Sprout.
W środę napisałam do rodziców list, bo chciałam się z kimś podzielić swoimi przeżyciami, a Vivienne nie miała dla mnie zbyt wiele czasu. Już następnego dnia żałowałam, że to zrobiłam, bo dostałam odpowiedź.

Kochana Lily.

Bardzo cieszy nas, że tak miło spędziłaś pierwsze dni w nowej szkole. Zdenerwowałam się jednak, czytając o tym, że zasnęłaś na uczcie. Cały czas powtarzałam Ci, byś poszła rano spać, ale nie chciałaś mnie słuchać. Żywię nadzieję, że to zdarzenie z pierwszego września nauczyło Cię czegoś i teraz wiesz, o której należy chodzić do łóżka. Cieszę się, że znalazłaś miłe koleżanki.
Przesyłamy z tatą buziaki
Rodzice

Pokazałam list dziewczynom.

– Ale ty chyba nie napisałaś, że zasnęłaś w ramionach nieznajomego chłopaka, co? - spytała Loretta oddając mi zwitek pergaminu.

– No coś ty! Wtedy to bym dostała wyjca, nie? - Akurat wiedziałam, czym jest wyjec, bo Vivienne mi kiedyś napisała. Nagle, gdy dotarł do mnie sens słów koleżanki, wybuchłam - A poza tym nie powinny was obchodzić moje prywatne rozmowy, ani z rodzicami, ani z kimkolwiek innym! Po jakąkolwiek postacią!

– A co ty się taka ważna zrobiłaś? A mówiąc z kimś innym masz na myśli Maxa?

– Ale się go przyczepiłyście! Ja z nim nawet słowa od uczty nie zamieniłam!

– Ale byś chciała, nie?

– Dajcie mi spokój.

– O! Lily się czerwieni! Czyżby z tej przypadkowej znajomości wynikło coś więcej?

– Przestańcie!

– No proszę! Lily coraz bardziej nas zaskakuje! Kto będzie potem? Ten przystojniak z piątej?

O nie! Tego było za wiele. Nie wiem dlaczego dziewczyny tak się przyczepiły do Maxa, naprawdę nie wiem, jeśli chciały mnie zdenerwować to im się udało. Już miałam odejść od stołu, gdy wezbrała we mnie ciekawość.

– Zaraz... Jaki przystojniak?

– Ten Krukon, co siedzi przy rogu stołu. Boski, nie?

Spojrzałam we wskazanym przez Lorettę kierunku. Siedział tam brunet o dosyć zbirowatym wyglądzie. Nie sprawiał wrażenia zbyt miłego, ale fakt, przystojny był.

– Niezły – skwitowałam krótko nie znalazłszy lepszego słowa.

– Prawda? - Loretta żywo podjęła poruszony temat chłopaków. - Jego kolega też niczego sobie, chyba wyszedł do biblioteki. Jest jeszcze pewien Puchon, chyba z siódmej. I dwóch naszych Gryfonków! Bardzo apetyczni, siedzą z pięć miejsc na lewo od nas. No i nie można zapomnień o Syriuszu... On jest taki dumny, a przy tym przystojny...

Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

– Lori, czy ty zdążyłaś już przesortować całą szkołę na lepszych i gorszych?

– Prawie

– W dwa dni?!

– Nic trudnego! Wystarczyło przypatrzeć się wychodzącym z uczty. Miałam co najmniej 20 minut, to wystarczająca ilość czasu, żeby się rozejrzeć...

Zadzwonił dzwonek. I bardzo się z tego ucieszyłam, bo przerwał moje głupkowate milczenie wyrażające zdziwienie. Jak ona to zrobiła...

Pobiegłyśmy na eliksiry.

– Panno Evans! Proszę mnie słuchać!

– Tak panie profesorze.

Przez chwilę rzeczywiście starałam się słuchać profesora Overlocka, ale jeśli miałam wybierać pomiędzy jego nudną lekcją, a rozmową z Lorettą, wybrałam to drugie.

– Ten psor od mikstur jest wkurzający – zaczęłam buntowniczo – co on chce od biednej dziewczyny pragnącej w spokoju porozumieć się z koleżanką?

– Hi hi... Wiesz, może chce, no... zwrócić na siebie uwagę.

Schowałyśmy się pod ławkę, żeby profesor nie usłyszał naszego śmiechu.

– On, Ślizgoni i eliksiry. Nie wiem kogo bardziej nie mogę znieść.

– Mi te eliksiry nawet się podobają. Jest się z czego chociaż pośmiać.

– Co masz na myśli?

– Tego idiotę w pierwszej ławce! Mało się nie posika!

Wynurzyłyśmy głowy. We wspomnianej ławce siedział ten cały Snape, jak zwykle przygarbiony i jakby skurczony w swoim krześle. Po każdym zdaniu profesora Overlocka przytakiwał zamaszyście sprawiając, że jego czarna, tłusta czupryna latała we wszystkie strony, a po usłyszeniu pytania natychmiast podnosił rękę. Wiele osób śmiało się z niego, a najgłośniej Syriusz, ale nie przeszkadzało mu to widocznie.

– Śmieszny, nie?

– Raczej żałosny.

Znowu się schowałyśmy, żeby poplotkować. Wtem pod ławkę poturlała się zgnieciona kulka papieru. Podniosła ją Loretta i półgłosem przeczytała.

– To od Rosie. “Papużki moje drogie. Myślałam, że zależy wam na dobrym wrażeniu w nowej szkole, chociażby na drugiej lekcji eliksirów. Też uważam, że jest strasznie nudna, ale nie chowam się z tego powodu pod ławkę. Uprzejmie was informuję, że Overlock was obserwuje. Od piętnastu minut.”
Z wrażenia wyrżnęłam potylicą o blat ławki. Gwiazdki wyskoczyły mi przed oczami, a jak przez mgłę zobaczyłam wykrzywioną wściekłością twarz profesora.

– EVANS! Czy ja ci coś mówiłem?! Gryffindor traci 20 punktów. I masz zostać po lekcji. POGADAMY sobie tak, że starczy ci do końca nauki w tej szkole.

Zadzwonił dzwonek oznajmiając przerwę. Dziewczyny poszły na obiad, a ja zostałam sama w lochu.

Spotkałyśmy się po dwudziestu minutach w Wielkiej Sali i oczywiście zostałam zasypana gradem pytań.

– I?

– Kazał ci coś robić?

– Masz karę, czy coś takiego?

– A może ci przepuścił?...

– Nie było aż tak źle... - przerażone miny koleżanek i ich zaangażowanie w moją osobę poprawiły mi nastrój. - Na początek zafundował mi długie, pouczające przemówienie, a potem dostałam pracę domową – przepisać 150 razy “Nie będę konsultowała się z koleżanką na zajęciach eliksirów prowadzonych przez profesora Overlocka.”

Loretta aż prychnęła ze złości.

– Chyba układał to zdanie na specjalną okazję przez całe wakacje.- powiedziała.

Po krótkim omówieniu mojej konfrontacji z nauczycielem eliksirów zabrakło nam tematów do rozmowy, zajęłyśmy się więc ciasteczkami i sokiem pomarańczowym stojącym przed nami na stole. Długą chwilę ciszy przerwał znany mi głos.

– Cześć dziewczyny. Mogę się przysiąść?
Dokładnie przede mną stał Syriusz. Do stołu zaprosiła go Rosie, bo Loretta zaniemówiła jak przy pierwszym spotkaniu.

– Będę szczery. - zaczął bez zbędnych ozdobników. -Troszeczkę przysłuchałem się waszej rozmowie i chcę ci Lily coś doradzić. - rzekł patrząc mi prosto w oczy.

– Mnie? - Spytałam całkowicie zbita z tropu. No bo co może mi radzić chłopak, którego ledwo co znam?

– Tak tobie. Nie zaczynaj z Overlockiem. Jest mściwy, a gdy raz mu podpadniesz bardzo trudno go udobruchać. - odpowiedział Syriusz poważnie cały czas patrząc na mnie bez mrugnięcia, co było bardzo denerwujące. A sytuacja, w której się znalazłam jeszcze bardziej grała mi na nerwach. Nie dość, że Black zwracał się do mnie tak bezpośrednio jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi, to jeszcze spokojnie dawał mi rady, tak jakby lekcja eliksirów jeszcze się nie odbyła.

– Przyszedłeś trochę nie w porę, wiesz? - zaczęłam zła jak osa. - Teraz to sobie te twoje rady mogę wyrzucić do kosza, bo jest po fakcie. Profesor jest na mnie wściekły. A ja jestem wściekła na ciebie! Dlaczego nic nie powiedziałeś wcześniej?

– Bo... no bo... - Syriusz najwyraźniej chciał ukryć to, że wcześniej o tym nie pomyślał, ale udało mu się to tak jak mi czarowanie pięć lat temu. - Bo mi nawet przez myśli nie przeszło, że tak sobie po prostu olejesz Overlocka... - wykrztusił w końcu.

– Kto to mówi! Słyszałam jak śmiałeś się ze Snape''a na cały loch! - wydarłam się na całą Wielką Salę. - A poza tym skąd ty tyle wiesz o Overlocku?! I jakim prawem TY możesz śmiać się w głos na eliksirach, a JA nie mogę nawet szeptem porozmawiać?!

– Ja pochodzę z rodziny która nadzwyczaj ceni profesora Overlocka. - wymówił szybko, pewnie bojąc się, że znowu zacznę wrzeszczeć. - Dużo o nim słyszałem od rodziny, wciąż mi powtarzali, że jest jedynym, tak skutecznym w wychowywaniu uczniów na prawdziwych czarodziejów nauczycielem... A ja i moje zachowanie to zupełnie inna sprawa. A poza tym - dodał cicho – ty jesteś dziewczyną...

– NO I CO Z TEGO?!

– Nie miałem nic złego na myśli! - Syriusz automatycznie zaczął tłumaczyć się po raz kolejny. Nagle dało się słyszeć przeciągły gwizd. Black zerwał się miejsca i rzuciwszy tylko krótkie “muszę lecieć” pobiegł za Lupinem.

Nastała ciężka do zniesienia cisza. Loretta była wyraźnie oszołomiona moim zachowaniem, natomiast Rosie patrzyła na mnie ze współczuciem.

– Lily... - zaczęła Lori ostrożnie – czy.. czy ty zawsze tak krzyczysz?

Nagle poczułam jak uchodzi ze mnie życie. Zupełnie wyczerpana niedawnymi zdarzeniami osunęłam się na krzesło i oparłszy łokcie o stół podparłam przemęczoną głowę.

– Nie. - odpowiedziałam w końcu, a policzki zapiekły mnie ze wstydu. - Po prostu mam zły dzień.

Na szczęście kolejne dni tygodnia upłynęły o wiele spokojniej, a sobota wręcz się wlokła. Z Overlockiem na razie nie miałam okazji się spotkać, ponieważ piątkową lekcję profesor McGonagall zarezerwowała na oprowadzenie nas po zamku. Trzeba przyznać, że pomogło mi to w powrocie do dormitorium, bo jedne ze schodów doń prowadzących zmieniają położenie właśnie w piątki.
Kończę, bo dziewczyny właśnie wróciły z biblioteki przynosząc pewnie masę ciekawych, acz mało ważnych informacji. Ciekawe, czy znowu śledziły chłopaków...

[--pagebreak--]

Rozdział XI

Snape i Potter! Idioci! Chamy! Kretyni! A jeden lepszy od drugiego! Co za nietaktowność! Pewnie chcesz wiedzieć pamiętniku co się stało? Ależ proszę bardzo!

Już sam początek dnia wskazywał na to, że zapamiętam go na zawsze jako najgorszy w moim życiu. Zaspałam!

Obudziłam się wyjątkowo wcześnie, gdzieś koło piątej. Sypialnia wypełniała się chrapaniem i miarowymi oddechami Loretty i Rosie, co sprawiło, że zdecydowałam się poleżeć jeszcze chwilkę. Ta chwilka dużo mnie kosztowała, bowiem gdy znowu otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek na szafce było... PIĘTNAŚCIE PO DZIEWIĄTEJ. Byłam spóźniona piętnaście minut. Na eliksiry!

Wyskoczyłam z łóżka, złapałam w biegu książki i zaczęłam pędzić prosto do lochów, nie zwracając nawet uwagi którędy biegnę. W każdym razie efekt był dla mnie korzystny – chwilę później byłam przed potężnymi dębowymi drzwiami lochu. Jestem pewna, że gdybym biegła tą samą co zwykle trasą byłabym w danym miejscu kilka minut później, ale nie miałam czasu na zastanawianie się nad tym. Zebrałam odrobinkę odwagi, zapukałam i weszłam do środka.

Profesor Overlock przerwał w połowie zdania i spojrzał na mnie mściwym wzrokiem zdradzającym wszystkie negatywne uczucia jakie można sobie wyobrazić, to samo zrobiła większość Ślizgonów, że o parszywych uśmieszkach nie wspomnę. A ogółem – wszyscy zebrani w lochu gapili się na mnie jak sroka w gnat.

- Panno Evans, myślałem, że nie raczy nas pani zaszczycić swoją obecnością, ale moje przypuszczenia okazały się błędne. - powiedział do mnie profesor z jadowitą uprzejmością. - Ale skoro już się pani zjawiła... - Stuknął w dziennik zapewne zmieniając stan klasy. - Dobrze... Czy odrobiła pani zadaną przeze mnie w czwartek pracę?

– Tak, proszę pana.

Zaczęłam szukać schowanej między książkami kartki ze stu pięćdziesięcioma przepisanymi zdaniami, ale profesor szybko mi przerwał, porzucając w końcu fałszywy ton w głosie.

– Nie fatyguj się, Evans. Oddasz mi to, gdy dopiszesz dwieście razy... na przykład... “Nigdy więcej nie spóźnię się na lekcję eliksirów.” Siadaj. A! Byłbym zapomniał! Gryffindor traci dwadzieścia punktów za twoje spóźnienie.
Podeszłam do swojej ławki i zdenerwowana usiadłam, a właściwie rzuciłam się na swoje krzesło.

– Dlaczego mnie nie obudziłyście? - warknęłam do Loretty.

– Myślałyśmy, że wstaniesz sama... My już o siódmej byłyśmy na nogach, bo Rosie potrzebowała czegoś z biblioteki i chciałyśmy zdążyć jeszcze przed śniadaniem.

– Panie profesorze! Mam pytanie co do kary tej Evans.

Na dźwięk mojego nazwiska rozejrzałam się mimowolnie po klasie. Snape! Co on mógł ode mnie chcieć? Wyczułam, że nie będzie to nic miłego i miałam ochotę zakneblować jego bladą gębę raz na zawsze, ale szybko zdusiłam emocje wiedząc czym może grozić mój kolejny wybryk.

– Słucham cię, Severusie.

Overlock zwracał się po imieniu tylko do ulubieńców.

– No bo wie pan... - ciągnął dalej Snape – Profesor Sprout za spóźnienia odejmuje czterdzieści punktów. A – dodał teatralnym szeptem – za szlamowatą krew też by się z dziesięć przydało...

Ślizgoni roześmiali się szyderczo, a najgorsze było to, że śmiał się sam Overlock. Cała zatrzęsłam się z furii. Wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, ale sytuacja nigdy nie zmuszała mnie do powstrzymywania się przed rzuceniem na kogoś dłużej niż minutę, więc nie wiedziałam ile wytrzymam.

– Niestety nie mam prawa odbierać punktów z takiego powodu, choć czasami mam ochotę... - odrzekł profesor.

– Niech pan odbiera! Nikt się nie dowie! Przynajmniej od Ślizgonów, jestem tego pewien. Ja jestem całkowicie za - tylko czarodzieje czystej krwi powinni...

– ZAMKNIJ SIĘ!
Nie krzyknęłam tego ja, ani żadna z moich koleżanek. Nie był to nawet Syriusz. W ostatniej ławce, wściekły do bólu stał... Potter!

– Potter! Zdaje mi się, że tylko JA mogę decydować kto ma zabrać głos, a kto ma się uciszyć, a TY nie otrzymałeś pozwolenia ani na jedno, ani na drugie.

– PAN NIECH TEŻ SIĘ ZAMKNIE!

Przez klasę przebiegł cichy szmer zdumienia i zaskoczenia, a ja byłam chyba najbardziej zaskoczona z wszystkich. Osoba, którą widziałam zaledwie parę razy w życiu stanęła po mojej stronie. Trzeba przyznać, że zrobiła to dosyć... STANOWCZO.

– Dobrze panie Potter... Niech pan powie co ma do powiedzenia i kontynuujemy zajęcia. - powiedział profesor nadzwyczaj spokojnym głosem. Zmienił taktykę – wiedział, że krzykiem nic nie zdziała, chciał więc zaskoczyć “przeciwnika”. I udało mu się to. Chłopak przez dłuższą chwilę nie odezwał się, nie można było rozpoznać, czy jest bardziej wściekły, czy zaskoczony.

– Panie profesorze Overlock... - zaczął w końcu, starając się być uprzejmym. – Zdaje sobie pan sprawę z tego, że jest pan niesprawiedliwy? Bo zdaję mi się, że nie ma pan prawa dzielić uczniów na “czystych” i “nie czystych”.

– Och, Potter! Nie wierzę, że czarodziej czystej krwi, taki jak ty, broni szlam! Obaj znamy teorię o osobach nieczystej krwi i obaj wiemy jak to się ma w praktyce - to znaczy, że szlamy nie mają żadnych praw...

– SZLAMY MAJĄ TAKIE SAME PRAWA JAK CZARODZIEJE CZYSTEJ KRWI! I SĄ BEZBRONNE WOBEC TAKICH ZACHOWAŃ JAK PANA! TO SNAPE''A PAN POWINIEN KARAĆ A NIE JĄ! A ZRESZTĄ SKĄD PAN WIE, ŻE ONA JEST SZLAMĄ?!

– Mam swoje przecieki Potter. - odpowiedział chłodno profesor Overlock – twój dom traci pięćdziesiąt punktów za znieważanie nauczyciela. A twoja BEZBRONNA Evans traci dziesięć. Tak na wszelki wypadek, gdybyś chciał jeszcze kiedykolwiek ją bronić. Mam nadzieję, że to cię czegokolwiek nauczy.

Zaniemówiłam. Rozmowa... Nie, to nie była rozmowa. WYMIANA POGLĄDÓW Overlocka i Pottera trwała tak krótko i miała tak niespodziewane dla mnie zakończenie, że nie zdążyłam się nawet zezłościć
Zadzwonił dzwonek, a ja natychmiast postanowiłam wybiec z lochu. Na moje nieszczęście James Potter zdecydował się zrobić dokładnie to samo, w dokładnie tym samym czasie, co sprawiło, że zderzyliśmy się w drzwiach i z impetem runęliśmy na podłogę.

– Wiesz co Potter? - powiedziałam zanim on zdążył otworzyć usta. Dopiero teraz cała zaczęłam wypełniać się złością. - Na drugi raz to w ogóle się nie odzywaj, jasne?

– Na twoim miejscu cieszyłbym się, że ktoś w ogóle zabrał głos. - odpowiedział James tak samo zimnym i bezuczuciowym tonem jak ja. - A tak w ogóle – jesteś w końcu szlamą, czy nie?

– Dla ciebie jestem “PANIĄ SZLAMĄ”! - wykrzyczałam mu prosto w twarz i obróciwszy się na pięcie pobiegłam na następną lekcję.

Do końca dnia byłam wściekła. Chociaż nie... nie byłam wściekła. Byłam PRZERAŻĄJĄCO WŚCIEKŁA. Na kolacji zaczęłam nawet drzeć się na Rosie za to, że zechciała się do mnie odezwać.

– Lily, uspokój się! Ja naprawdę chcę powiedzieć coś ważnego! - próbowała mnie przekrzyczeć. W końcu ciekawość wzięła górę i uciszyłam się.

– No wreszcie... - Rosie odetchnęła z ulgą. - I w ogóle wiesz co? Tak myślę, że musimy poważnie porozmawiać o twoim zachowaniu, bo mi uszy więdną od twojego ciągłego wrzeszczenia...

– Mów szybko co miałaś mi powiedzieć, bo zmienię zdanie!

– No dobra. Poszłyśmy z Lorettą do sypialni po książki i znalazłyśmy coś ciekawego, mianowicie dostawiono dodatkowe łóżko w rogu. I stoją tam nie rozpakowane kufry. Wygląda na to, że będziemy miały towarzystwo.

Musisz przyznać pamiętniku, że jest to zaskakująca informacja.

– Ale... czyje? - spytałam zdziwiona.

– Nie mam pojęcia.

[--pagebreak--]

Rozdział XII


– Ale myślisz, że Ona już tam jest?

– Chyba nie... Normalni ludzie...

– ... przyjmując, że mamy do czynienia z normalnym człowiekiem...

– Oby!

– Przestańcie! Chyba nie myślicie, że Ona jest pod jakimkolwiek względem inna niż my? Jak wspomniałam, normalni ludzie są o tej porze w pokoju wspólnym ... i trzeba przyznać, że sporo się ich dzisiaj znalazło. O wiele za dużo jak na mój gust.

– Oj tak! Nie można nawet w spokoju pomyśleć! O odrabianiu pracy domowej nie wspominając...

– Nawet o tym nie myśl! Z własnego doświadczenia wiem, że to co odkłada się na później, odkłada się na zawsze. To dla twojego dobra Lori!

– Znalazła się Matka Teresa...

– Kto?

– Eee... nieważnie... Dobra, jak mamy brać się do roboty to lepiej zacznijmy od zaraz.


Usiadłyśmy nad wypracowaniem dla Flitwicka pt. “Skutki niewłaściwego użycia zaklęcia Wingardium leviosa”. Z jednej strony propozycja Loretty dotycząca pozostawienia stosu książek i pergaminów w spokoju, by poczekały na stosowny moment, była bardzo kusząca. Z drugiej, sumienie pod postacią Rosie (No i po co się ona odzywała!? Grrr....) obudziło we mnie rozsądek i rada, nie rada, zaczęłam mozolnie wertować opasłe tomiszcze dotyczące zaklęć i uroków.

Miało to i swoją dobrą stronę, mianowicie znalazła się w końcu okazja do odwrócenia myśli od tajemniczej nieznajomej z sypialni, którą ochrzciłyśmy niezbyt poetyckim imieniem “Ona”. W tym jednym wyrazie ukrywa się cała frustracja i złość, treść naszej popołudniowej rozmowy. Jedyną bowiem pewną informacją w naszym posiadaniu było to, że anonim jest dziewczyną. Nic więcej! Pół dnia zmarnowałyśmy szukając czegokolwiek, co byłoby jakim takim tropem prowadzącym na właściwą drogę. Nie było niczego. Nic! Z-U-P-E-Ł-N-I-E N-I-C!

Przedwczoraj wieczorem czekałyśmy na Nią w pokoju, ale godziny wlokły nam się niemiłosiernie, a oczy kleiły ze zmęczenia i w końcu, jedna po drugiej, położyłyśmy się spać, bo nieznajoma nie przyszła. Wczoraj było to samo. A dziś od samego rana gadałyśmy tylko i wyłącznie o anonimce, co zaowocowało tym, że każda cząstka podświadomości rozpraszała moją uwagę samowolnie kierując moje myśli w Jej stronę.

Próbowałam wygonić Ją z głowy czytając o zaklęciu Wingardium leviosa, a gdy to nie pomogło wzięłam się za jakąś pożyczoną dla rozrywki książkę. Wszystko na nic. Ona krzyczała we mnie, rozbijała się o wewnętrzną stronę czaszki, nie pozwalała się w żadnym stopniu skupić. Spojrzałam na koleżanki. Loretta gapiła się w pusty arkusz pergaminu, machinalnie obracając przy tym pióro, Rosie czytała coś zawzięcie, a przesuwała oczy tak prędko, że zrobiło mi się nie dobrze. Nagle z hukiem trzepnęła trzymaną w ręku rzeczą o stolik.

– To nie ma sensu! Nie da się skupić w takim hałasie! Idę do sypialni!

Nie było to zbyt udane kłamstwo. Dobrze wiedziałam, że rozproszenie uwagi zawdzięcza czemuś zupełnie innemu.

– Stój! STÓJ! Ona może być niebezpieczna! - krzyknęła Lori w popłochu, próbując zatrzymać Rosemary idącą już do pokoju na górze. Niestety skutek przewyższył nawet moje oczekiwania.

– To wszystko jest jakieś CHORE! - wrzasnęła Rosie, odwróciwszy się do nas. - Zachowujemy się jak pięcioletnie dzieci, które szukają przygód godnych Sherlocka Holmesa! Czy nie prościej byłoby zapytać McGonagall, dlaczego nagle wprowadził się do sypialni ktoś nowy? I co wam podsunęło pomysł, że Ona jest niebezpieczna?! Dyrektor NA PEWNO nie pozwoliłby mieszkać z nami wilkołakowi, czy czemuś podobnemu!

– A nie zastanowiło cię to, że McGonagall nic nam o Niej nie powiedziała?!

– Ciiicho! - syknęłam przez zęby, bo Lupin, obok którego przypadkiem stanęła Rosie poruszył się niespokojnie i nadstawił uszu. - Nie kłóćcie się, bo każda ma trochę racji. - Rosie demonstracyjnie odwróciła głowę, a Loretta fuknęła jak kotka – każda widocznie zamierzała pokazać, że jej własne zdanie jest niepodważalne. - Też myślę, że przesadziłyśmy, wyobrażając sobie Bóg wie co. - Sama nie wierzyłam w to co mówię, lecz sytuacja była wyjątkowa. - Ale, jak wspomniała Lori, cisza ze strony nauczycieli też musi coś znaczyć. Musimy więc wziąć sprawy w swoje ręce. Najrozsądniej będzie dowiedzieć się kim Ona jest, a wtedy podejdziemy do niej po lekcjach i spytamy... dobrze JA Ją spytam dlaczego mieszka teraz z nami. - zmieniłam w pół zdania widząc grymas na twarzy Loretty.

– A w jaki sposób mamy się niby tego dowiedzieć? - spytała Lori.

– Całonocne warty. Od dzisiaj.

Spojrzałyśmy po sobie. Żadna z nas nawet nie tknęła pracy domowej, a godzina nie była zbyt wczesna.

– Lori? Zgodzisz się? - spytałam niepewnie. Koleżanka zrobiła zaciętą minę po czym odpowiedziała:

– Jeśli odrobicie mi pracę domową.

Myślałam, że Rosie za chwilę rzuci się na blondynkę z pazurami, takie przez chwilę sprawiała wrażenie. Cała aż się trzęsąc z mieszanych uczuć zdołała tylko przytaknąć, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła na “swój” fotel. Odetchnęłam z ulgą. W końcu kolejna kłótnia mogłaby zajść za daleko i pokłóciłybyśmy się na dobre. Uśmiechnęłam się do Loretty w podzięce, a potem dołączyłam do Rosie. Lori poszła wyspać się przed nocnym czuwaniem.

Obudziłyśmy ją o dwunastej.

– Teraz my idziemy spać. - rzekła troszkę zbyt rozkazującym tonem Rosie, ale szybko się poprawiła. Na szczęście zły humor minął obu dziewczynom i można powiedzieć, że było jak dawniej. - jak nieznajoma przyjdzie do sypialni zapal światło, żebyś mogła ją zobaczyć. Wtedy będziemy mogły po prostu znaleźć Ją na korytarzu i wiesz... spytać. A w razie potrzeby krzycz, aż się obudzimy, okey?

– Okey.

– AAA!

Zerwałam się z łóżka tak gwałtownie, że zaplątałam się w zasłony i runęłam na podłogę, aż mi głowa odskoczyła. Rosie też zareagowała błyskawicznie, ale w sypialni było tak ciemno, że potknęła się o moje nogi i również przewróciła. Byłam otumaniona uderzeniem, ale zebrałam w sobie tyle rozumu, żeby powiedzieć lumos. Z mojej różdżki wytrysnął snop światła (jak się okazało prosto w oczy Rose ) i pokój wypełnił mdły blask. Podniosłam się w końcu i podbiegłam do przestraszonej Loretty.

– Co się stało?

– Tu była złodziejka! Ale uciekła! Podeszła do kufra tej dziewczyny i zaczęła szperać w jej rzeczach. Potem rozejrzała się po pokoju i zobaczyła mnie. I stchórzyła!

– Skąd wiesz, że to złodziejka? Widziałaś jak wygląda?

– Przecież było ciemno! Ale była jakby przygięta, skradała się...

– Dlaczego nie zapaliłaś światła?!

– Zapomniałam! Człowiek nie myśli w takiej chwili logicznie!

– Przepraszam, nie pomyślałam...

Zakłopotałam się strasznie. Właściwie wszystkie byłyśmy zakłopotane. Ja, bo bezpodstawnie nakrzyczałam na Lorettę, Loretta, bo nie wywiązała się z powierzonego jej obowiązku, a Rosie dlatego, że nic nie zrobiła, tylko gapiła się na nas bezcelowo. W milczeniu wróciłyśmy do swoich łóżek, ale żadna nie usnęła do rana.








Autorka: Elenril

Opublikowane: 2006-01-31 (4159 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

Proszę o pomoc. Pożyczka na chwilówki. 4k/rok
Potrzebuję pożyczki w wysokości 4000z...

pozyczka
czktos bez problemu dostal pozyczke w e-credit i ...

Kredyty do 20,000 zł, bez przedpłat, cała Polska, online !
Witam, zajmuję się pośrednictwem finansowym. Wspó...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 54 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.26 sekund
Page created in 0.266491 Seconds