STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Niektórzy z was wykazują, co prawda, cechy skretynienia, ale mam wciąż nadzieję, że wszyscy zasłużą przynajmniej na dostateczny, jeśli nie chcą zasłużyć na mój...gniew." - Severus Snape

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Wybraniec losu (Rozdziały IV, V)


Wybraniec losu (Rozdziały IV, V)

*** ***

Harry grubo się mylił sądząc, że następnego dnia będzie sobie mógł odpocząć.

Zaraz po śniadaniu Sybilla zatrudniła go wraz z Ronem i Hermioną do pomocy przy ustawaniu stołów dla gości w ogrodzie za domem. Nie byłoby w tym żadnej trudności, gdyby nie to, że trzeba było przygotować miejsca dla niemal setki osób. Fakt ten zaskoczył lekko młodego czarodzieja, który nie spodziewał się, że przyjdzie aż tyle gości, wiedząc przecież, iż w Hogwarcie jego ciotka nie miała zbyt dużo przyjaciół.


Rozdział IV: Wesele

Harry grubo się mylił sądząc, że następnego dnia będzie sobie mógł odpocząć.

Zaraz po śniadaniu Sybilla zatrudniła go wraz z Ronem i Hermioną do pomocy przy ustawaniu stołów dla gości w ogrodzie za domem. Nie byłoby w tym żadnej trudności, gdyby nie to, że trzeba było przygotować miejsca dla niemal setki osób. Fakt ten zaskoczył lekko młodego czarodzieja, który nie spodziewał się, że przyjdzie aż tyle gości, wiedząc przecież, iż w Hogwarcie jego ciotka nie miała zbyt dużo przyjaciół.

Z całą robotą udało im się uporać do południa, po czym Sybilla poleciła jemu, Hermionie i Ronowi na przemian czekać przy wejściu oczekując na gości, którzy się mieli rychło pojawić.

Jako pierwsza zameldowała się jakaś mugolska rodzina, która okazała się być zaprzyjaźniona z Aberem z USA. Zaraz po nich Sybilla zapowiedziała, że ma się zjawić Alastor Moody z Lupinem i Tonks.
Kiedy jednak Harry otworzył drzwi, na progu zobaczył zupełnie kogo innego.

- Nie patrz na mnie, Potter, jakbyś zobaczył wypracowanie z eliksirów napisane na wybitny – powiedział chłodny głos, należący, ku przerażeniu młodego czarodzieja, do nikogo innego jak Snape’a.

- Przepraszam, ale się zupełnie cieb.....Pana nie spodziewałem.

- Uwierz mi, że ja też nie liczyłem, no to, że to ty mi otworzysz drzwi – odparł Snape mierząc Harry’ego pełnym obrzydzenia spojrzeniem – Jakbyś wpuścił mnie do środka, to byłbym ci bardzo wdzięczny – dodał z przekąsem.

Harry usunął mu się z drogi bez słowa.

- O kurczę, Snape! – krzyknął zdziwiony Ron, który właśnie wyszedł z kuchni – Przepraszam, jak to miło widzieć pana profesora – dodał, kiedy się opamiętał co mówi.

- Weasley, za odzywanie się do nauczyciela po nazwisku Gryffindor traci pięć punktów.

- Ale panie profesorze, rok szkolny jeszcze się przecież nie zaczął – bronił się Ron.

- Za podważanie mojej decyzji odejmuje cię kolejne pięć punktów – warknął Snape.

Wściekły młody Weasley nic nie odpowiedział, dając Snape’owi przejść bez przeszkód do kuchni.

- Nic mi nie mów – powiedział, kiedy Harry otworzył usta.

- Jak to się mówi, nigdy nie znasz dnia i godziny – stwierdził, nie bacząc na słowa przyjaciela Młody Czarodziej.

- No nie, tego za wiele. Nawet w domu twojej ciotki będę musiał oglądać jego ohydną twarz – wściekał się Ron.

- Czemu tak się drzesz – przerwała mu schodząca z góry Hermiona, niosąc ostrożnie stos talerzy.

- Przed chwilą spotkałem Snape’a - powiedział obojętnie Ron.

- Co takiego?! – krzyknęła wypuszczając z rąk naczynia, które spadły na podłogę i rozbiły się z impetem.

- Ciszej, bo jeszcze wróci. Jest obok w kuchni – syknął zły Harry.

- Tak, tak, i odejmie nam punkty za zakłócanie porządku – stwierdziła Hermiona z rezygnacją wyciągając różdżkę, aby naprawić szkody.

- Palant, przed chwilą zabrał mi dziesięć punktów - powiedział Ron.

- W takim razie nie będzie ci robiło różnicy jak stracisz kolejne pięć – stwierdziła niewinnym tonem Hermiona – Trzeba zanieść talerze do kuchni – dodała pośpiesznie.

- Nie mam najmniejszego zamiaru pokazywać się Snape’owi na oczy – obwieścił buntowniczym tonem Ron.

- Wiecie co? Zamiast się tak kłócić, może po prostu wszyscy w trójkę pójdziemy do kuchni – przerwał ich sprzeczkę Harry.

- Dobry pomysł - podchwyciła Hermiona.

- Tak, po prostu wspaniały, pchać się prosto Snape’owi pod nos – skomentował Ron.

Harry najciszej jak potrafił uchylił drzwi.

- Miło mi cię widzieć, Harry – powitał go znajomy głos.

- Profesor Lupin, co pan tu robi? – zapytał zdziwiony Młody Czarodziej. Po chwili jego wzrok padł na stojących nieopodal Alastora Moody’ego, Nimfadorę Tonks, Albusa Dumbledore’a i Snape’a.

- Byłem zaproszony na przyjęcie weselne, to się pojawiłem – wyjaśnił Lupin.

- Zapewne podróżowaliście przez sieć Fiuu – wtrąciła się Hermiona.

- Zgadłaś, Dumbledore uznał że będzie to najbezpieczniejszy sposób.

- Witaj, Harry- odezwał się dyrektor Hogwartu słysząc, że o nim się mówi.

- Witam pana profesora - odpowiedział Młody Czarodziej.

- Jak wakacje, Potter? Mam nadzieje, że twoi opiekunowie wzięli sobie moje groźby do serca i nie dręczyli cię zbytnio – zwrócił się do niego Alastor Moody.

- Wzięli, aż za bardzo. Przez miesiąc traktowali mnie niemal jak powietrze – stwierdził Harry.

- Znaczy się, że nie było tak źle. Przynajmniej się ciągle ciebie nie czepiali – dodała Tonks.

- Dzięki waszej małej perswazji nie – odpowiedział uśmiechając się Harry.

Przez całą dalszą rozmowę Moody i Tonks skrzętnie unikali tematu o Syriuszu, wiedząc, że samo wspomnienie o nim wywołuje w sercu Harry’ego ból.
Nie nagadali się z resztą zbyt długo, gdyż w kuchni pojawił się Aber, który zaprosił wszystkich do ogrodu na szklaneczkę Ognistej Whisky. Dumbledore, który rzadko miał styczność z alkoholem, próbował oponować, ale Aber był nieugięty, twierdząc, że jego własny brat koniecznie musi wypić za zdrowie pana młodego.
Harry nie mając nic lepszego do roboty, poszedł na górę pograć z Ronem w szachy.

Kończyli już szóstą partię z rzędu, kiedy to do pokoju wpadła zadyszana Pani Weasley.

- Czekacie na specjalne zaproszenie? Za pół godziny zaczyna się wesele! – ryknęła.

- O kurczę, Harry, to już pół do piątej! – zauważył Ron.

- Gdybym na was nie krzyknęła, pewnie byście się spóźnili. Na co jeszcze czekacie? Przebierać się!

Bez słowa sprzeciwu Harry z Ronem pootwierali swoje kufry. Minęło dobre pięć minut zanim Młodemu Czarodzejowi udało się znaleźć coś eleganckiego pośród stosu workowatych ubrań po Dudleyu. Skończyło się nam tym, że założył szatę wyjściową z Hogwartu, którą musiał nabyć dwa lata temu na bal. Ron postąpił podobnie, jednak jego strój, zakupiony w lumpeksie, prezentowałem się o wiele gorzej.

- Wiesz co, Harry, w takich momentach, jak ten, zastanawiam się czy nie pójść w ślady Freda i George’a i otworzyć własny sklep z magicznymi gadżetami. Co z tego, że nie zdali Owutemów, skoro i bez tego trzepią ładną kasę – stwierdził Ron po tym, jak spotkał się, idąc schodami na dół, z pełnym odrazy spojrzeniem ciotki Petuni.

- Nie przejmuj się moją ciotką – pocieszył go Harry - Nawet gdybyś, założył najlepszy markowy garnitur i tak by na ciebie krzywo patrzyła.

- Widać, mugole muszą mieć dość osobliwe poczucie piękna – mruknął Ron.

- Widzę, że jesteście w końcu gotowi, czekam już na was dobre piętnaście minut - przerwała im dyskusję Hermiona.

Harry’ego nie pierwszy już raz zaskoczyła przemiana jak zaszła w wyglądzie jego przyjaciółki. W niebieskiej sukience i gładko uczesanych włosach prezentowała się niezwykle okazale.

- Mieliśmy drobne problemy z doborem stroju – powiedział Ron i nie czekając na odpowiedź podbiegł do wyjściowych drzwi.

- Nie jest za bardzo zachwycony, że musiał się znów ubierać w te ciuchy – wyjaśnił zachowanie przyjaciela Harry.

- Przecież to nie jego wina, że nie ma pieniędzy na nowe rzeczy – stwierdziła Hermiona - Zresztą ja nauczyłam się, żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie, tylko po tym, co mają w głowie.

- W przypadku Dursleyów to się akurat nie sprawdza - przerwał jej ze śmiechem Harry.

- Zawsze się zdarzają tragiczne przypadki, których nie dotyczy żadna zasada.

- O wilku mowa – powiedział Harry wskazując na schody, na których ukazała się pokaźna sylwetka wuja Vernona.

- Chłopcze, jako że niestety należysz do mojej rodziny, na uroczystości zaślubin masz stać obok Dursleya – powiedział wuj.

- Zapowiada się wspaniała impreza - skomentowała głośno Hermiona.

Kiedy znaleźli się przed domem, ich oczom ukazał się tłum twarzy czarodziejów, którzy się ustawili dookoła małej sceny. Harry zaczął szukać wśród nich wzrokiem jakiś znajomych osób. Udało mu się odnaleźć Mundungusa Fletchera, stojącego obok niego Kingsleya Schacklebolta i kolegę ze szkoły, Neville’a Longbottoma z babcią.

- Rusz się, chłopcze. Obiecałem Petunii, że niezwłocznie dołączę do niej – warknął wuj Vernon.

- Jakoś nigdzie nie widzę twojej szanownej małżonki – mruknął Harry.

- Stoi obok furtki, jak najbliżej wyjścia, żeby móc się stąd szybko wynieść. Nigdy nie wiadomo co tym czarodziejom może strzelić do głowy.

Harry nic nie odpowiedział tylko spojrzał znacząco na Hermionę.

Idąc za wujem Vernonem, który torował im w tłumie ludzi drogę, doszli do reszty Dursleyów.

- Stańmy z pół metra obok nich, może nikt nie zauważy, że się znamy - powiedział szeptem do Hermiony Młody Czarodziej.

- Nie musisz mnie nawet namawiać – odpowiedział mu pełen niesmaku głos.

Siadając na ogrodzeniu, mieli dobry punkt obserwacyjny. Harry’ego zastanawiało jak to jest możliwe, że w sobotnie popołudnie cała ulica, rozciągająca się nieopodal, była pusta. Doszedł do wniosku, że Dumbledore musiał rzucić jakieś potężne zaklęcie, które odciągało mugoli od ogrodu Sybilli.

Jego wzrok przestał błądzić po okolicznych domach, gdyż na ustawionej na samym środku ogrodu scenie pojawił się nie kto inny, jak dyrektor Hogwartu.

- W imieniu mojego brata, Aberfortha, chciałbym powitać wszystkich na tej skromnej uroczystości weselnej. Jestem wam bardzo wdzięczny, że zechcieliście znaleźć wolny czas i przybyliście tutaj. Aby na próżno nie gadać, proszę teraz o wejście na scenę przyszłych państwa młodych.

Po chwili Harry’emu ukazała się znajoma sylwetka Abera, ubranego w czarną szatę. Pod szyją miał zawiązaną wściekle czerwoną muszkę, a na głowie zielony cylinder. Nie obyło się w tym momencie bez uszczypliwego komentarza ciotki Petunii, że nawet na własny ślub nie potrafił się porządnie ubrać. Jeśli strój Abera nie odpowiadał, delikatnie mówiąc, powadze całej uroczystości, to w przypadku Sybilli nie można było tego powiedzieć. Ubrana była we wspaniałą białą suknię, na której połyskiwały niebieskie gwiazdy. Na głowie miała lśniący, błękitny welon. Nie, to nie była już ta zmęczona wszystkim Sybilla, to była nowo narodzona osoba, gotowa na o wiele lepsze życie, niż wcześniejsze.

Zaraz po tym, jak państwo młodzi weszli na scenę, obok nich pojawił się niski, łysiejący osobnik, ubrany w podniszczoną starą szatę. Sprawdziwszy czy aby wszyscy są na swoich miejscach, zaczął przemowę.

- Zabraliśmy się tutaj, aby połączyć węzłem małżeńskim tę oto Sybillę Evans i Aberfortha Dumbledore.

- Czy ty, Sybillo, z własnej nie przymuszonej woli, godzisz się pojąć za męża tego oto mężczyznę, przyrzekając w obecności wszystkich tu zgromadzonych osób, że go nie opuścisz, aż do śmierci?

- Tak – odpowiedziała. Ciotka Harry’ego lekko się zarumieniła.

- A czy ty, Aberforcie, także z własnej nie przymuszonej woli, godzisz się pojąć za żonę tę oto kobietę, przyrzekając w obecności wszystkich tu zgromadzonych, że jej nie puścisz, aż do śmierci?

- Tak, godzę się – odpowiedział Aber.

- Skoro tak.... Albusie, możesz podać mi pierścienie?

Dumbledore podszedł powolnym krokiem i podał dwa złote pierścienie, które powędrowały do rąk przyszłej pary młodej.

- Z mocy nadanej mi przez Ministerstwo Magii, ogłaszam was mężem i żoną – urzędnik wygłosił formułę, którą powitano brawami. Jednocześnie Aber lekko drżącą ręką założył pierścień na palec Sybilli, która po chwili uczyniła to samo, nakładając drugi pierścień na palec swojego małżonka.

- A więc, Aberforcie, możesz pocałować pannę młodą – Aber, niewiele myśląc chwycił w pół Sybillę, składając na jej ustach pocałunek, na co odpowiedziały jeszcze głośniejsze brawa, niż wcześniej.

- Skoro mamy już za sobą część oficjalną ceremonii, możemy przejść do tej nieoficjalnej – powiedział Albus Dumbledore – Proszę zrobić miejsce po środku ogrodu – kiedy tłum dość powolnie wykonywał jego polecenie, machnął różdżką. Niemal w tym samym momencie na wolnym placu pojawiło się osiem olbrzymich stołów, zapełnionych po góry jedzeniem i wszelkiego rodzaju trunkami. Zaraz potem dyrektor wykonał drugi ruch różdżką i na scenie, w aplauzie gości, ukazał się zespół Fatalnych Jędz.

- Zabawę do samego rana czas zacząć!- krzyknął Dumbledore.

- Chodź, znajdziemy sobie jakieś dobre miejsca – zwrócił się Harry do Hermiony.

- Przedzieranie się przez ten tłum będzie to nie lada wyczynem – jęknęła Hermiona.

Z niemałym trudem dwójce przyjaciół udało się dotrzeć do stołu, przy którym siedzieli państwo młodzi.

- Wszędzie zajęte – powiedziała Hermiona rozglądając się dookoła.

- Harry! Harry siadaj obok nas – krzyknął Aber, który musiał dostrzec swojego nowego krewniaka.

- Nigdzie nie ma wolnych miejsc... – zamartwiał się Harry.

- Zaraz będą – odpowiedziała z uśmiechem Sybilla wyciągając różdżkę.

- Fravio – wypowiedziała zaklęcie. Po chwili stół wydłużył się, robiąc miejsce dla przynajmniej piętnastu nowych osób.

- Twoją przyjaciółkę też zapraszam do nas – powiedziała Sybilla mrugając w kierunku Hermiony.

- Coś mi się wydaje, że w końcu muszę się ustatkować – zaczął rozmowę Aber, kiedy Harry z Hermioną zajęli obok niego miejsca – Stary chłop ze mnie, a od dzisiaj mam żonę. Będę musiał sobie znaleźć jakąś stabilną posadkę, może nawet w Ministerstwie Magii.


- Tylko przedtem, ukończysz dwa ostatnie lata nauki w Hogwarcie i zaliczysz Owutemy – przerwała mu Sybilla.

- Spokojna głowa, moja kochana, już o tym rozmawiałem z Albusem i powiedział mi, że mógłby jakoś pomóc.

- Dlaczego nie ukończyłeś szkoły? – zapytał zaciekawiony Harry.

- Hmmm, to dość długa i skomplikowana historia. W skrócie mogę wam wyjaśnić, że wyrzucili mnie za używanie nielegalnych zaklęć. Nie było to żadne z niewybaczalnych – dodał widząc przerażoną minę Hermiony – No, ale.... Po co psuć sobie humor rozmawiając o błędach z przeszłości – zakończył mało miły temat Aber.

Harry słuchając historii swojego nowego wujka, pomyślał o Hagridzie, którego też wyrzucili ze szkoły.

- O, witam szanowną panią profesor!– krzyknął Aber – Zapraszamy do naszego stołu – dodał kłaniając się do przechodzącej obok Harry’ego nauczycielki transmutacji, profesor McGonagall.

- Och, naprawdę będę ci bardzo wdzięczna. Nigdzie nie mogłam znaleźć wolnego miejsca – odrzekła pani profesor.

- Jak widać, goście dopisali w komplecie – wtrąciła się Sybilla.

- Nie widzieliście gdzieś Dumbledore’a? – spytała McGonagall – Muszę mu niezwłocznie przedstawić plan dotyczący tegorocznych Owutemów. Pracowałam nad nim przez całe wakacje.

- Minerwo, plan Dumbledore’owi przedstawisz jutro. Póki co, jesteś na weselu, masz się dobrze bawić, zrelaksować i zapomnieć o męczącej pracy. Każdy z nas musi sobie kiedyś pozwolić na chwilę rozrywki – powiedziała Sybilla.

- Ale terminy. Dzisiaj mija termin...

- Minerwo, może kieliszek wina? – wtrącił się Aber i nie pytając o zgodę podał McGonagall lampkę czerwonego wina.

- Zwykle nie piję, ale niech będzie. Wasze zdrowie.

- Harry, może pójdziemy po Rona - powiedziała Hermiona przerywając Młodemu Czarodziejowi obserwację niecodziennej sytuacji - Ostatni raz widziałam go jak byliśmy w domu.

- Nie musicie – przerwał im Aber – Właśnie całą rodziną idą w naszym kierunku – mówiąc to wskazał ręką w miejsce, gdzie pośród tłumu widać byłą rudawą plamę sześciu głów, Rona, Freda, George’a i Ginny, a także państwa Weasleyów.

- Wszędzie was szukałem – powiedział Ron.

- Siadajcie obok nas, to się już więcej nie zgubimy – wtrąciła Sybilla, wskazując ręką na wolne krzesła.

- Próbowałem uciąć sobie pogawędkę z twoim wujem, Harry – powiedział pan Weasley, kiedy zajął miejsce naprzeciwko Harry’ego – Spytałem go jak działa pralka. Nie wiem czemu, ale popatrzył na mnie jak na dziwaka i odpowiedział, że z obcymi nie rozmawia.

- Niestety taki już on jest. Rasowy mugol, który czarodziejów traktuje z pogardą – wtrąciła Sybilla.

- Moi rodzice są mugolami i tolerują jak najbardziej to, że jestem czarownicą - obwieściła Hermiona – Sami mnie posłali do szkoły, kiedy odkryli, że mam magiczne zdolności.

- Nieliczni normalni mugole – mruknął po cichu Harry.

- Wiecie co, na siedzenie będziemy mieli jeszcze całą noc, a tymczasem proponuje wyjść na parkiet. Trzeba ożywić nieco atmosferę – zakomunikował figlarnie Aber - Droga Sybillo, czy zaszczyciłabyś mnie wspólnym tańcem? – dodał, zwracając się nonszalancko do swojej żony.

- Oczywiście, drogi mężu – odpowiedziała z udawaną powagą Sybilla.

Profesor McGonagall nie chcąc być gorsza, złapała pierwszego z brzegu czarodzieja i niemal siłą wyciągnęła biedaka na parkiet. Bliźniacy widząc to wybuchli śmiechem.

- George, czy zaszczyciłbyś mnie wspólnym tańcem? Będziemy mieli okazję dowalić komuś jakiś dowcip – zwrócił się do brata Fred.

- Z tobą zawsze – odpowiedział mu głos, tonem łudząco podobnym do Sybilli, George.

Wywołało to u Harry’ego i Rona napad niekontrolowanego śmiechu. Nie zwrócili nawet uwagi, kiedy na parkiet wyszli państwo Weasleyowie oraz marudząca przy ich boku Ginny.
Kiedy jednak stwierdzili, że zostali przy stole tylko z Hermioną, obu ogarnęło lekkie zakłopotanie.

- Zamiast się bezmyślnie gapić przed siebie, może by któryś z was poprosił mnie do tańca – mruknęła zirytowana Hermiona.

- No, ale nie wiemy, z którym z nas chciałabyś pójść na parkiet – odpowiedział lekko zmieszany Ron.

- A czy to ważne, mogę nawet iść i z tobą– mówiąc to, bez ceregieli złapała Rona za rękę i wywlokła w kierunku tańczących par.

Harry siedząc samotnie przy stole, przez chwilę wodził wzrokiem za sylwetkami Rona i Hermiony, gdy nagle usłyszał za sobą jakieś kroki.
Kiedy się odwrócił zobaczył niską dziewczynę z długimi, kręconymi, kasztanowymi włosami. Ku swojemu zaskoczeniu stwierdził, że jest bardzo ładna.

- Zatańczysz? – zapytała - Widzę, że tak samo, jak ja, nie masz partnera.

- Eee – dziewczyna zmarszczyła brwi – Czemu nie – pośpiesznie odpowiedział Harry, ratując sytuację.

Sam nie wiedział kiedy i w jaki sposób znalazł się z brązowowłosą pięknością pośród tańczących. Harry jakoś nigdy nie był królem parkietu, wiec dał się prowadzić swojej partnerce w rytm wolnej melodyjnej muzyki.

- To ty jesteś ten słynny Harry Potter, o którym tyle piszą w gazetach? – zapytała dziewczyna.
Harry’emu lekko zaszumiało w głowie.

- No tak, ale nie zawsze była to prawda.

- Ja jestem Katie Cloney i wiem, że nie zawsze pisali prawdę. Sybilla mi mówiła...

- Auu, nadepnąłeś mnie. Uważaj! – krzyknęła Katie, kiedy Harry stanął na jej nodze.

- Przepraszam, ale w ogóle się nie spodziewałem, że znasz Sybillę. Przecież ona ostatnio przebywała w Stanach.

- No i co z tego, głuptasie – słysząc to, Harry lekko się zarumienił – Ja też mieszkam w Stanach. Dwa domy dalej za twoją ciotką. Moi rodzice są jej dobrymi znajomymi.

- Twoi rodzice są czarodziejami?

- Niestety nie, ale ja już tak... chodzę do szkoły magii w Atlancie.

- Szkoda, że nie do Hogwartu – Harry przez chwilę nie mógł uwierzyć, że wypowiedział te słowa.

- Ha, ha – zaśmiała się ku jego uldze Katie – Mogę cię pocieszyć, że jak już skończę naukę, to zamierzam pracować w Anglii. Podobno macie tu świetnych aurorów, a ja chciałabym być jednym z nich.

- Ja też bym chciał walczyć z czarnoksiężnikami – powiedział nieśmiało Harry.

- O! To widzisz, mamy wspólne plany na przyszłość – stwierdziła figlarnie – Wiesz co, muszę już iść, obiecałam rodzicom, że nie będę ich za długo zostawiać samych. Czują się mimo wszystko nieswojo pośród tylu czarodziejów – dodała, jednocześnie przerywając taniec.

- Nie ma sprawy – powiedział wbrew sobie Harry.

- To trzymaj się, może się jeszcze dzisiaj spotkamy – powiedziała na pożegnanie.

- Byłoby fajnie.

Harry wrócił do stołu oglądając się za siebie i chcąc ustalić, gdzie może siedzieć Katie.

Zastał tam trzy nowe osoby, siedzącego koło Abera, Albusa Dumbledore’a z Lupinem i Moodym.

- Harry, zostałeś na chwilę sam i od razu wyrwałeś jakąś fajna laskę – zawołał na jego widok Fred.

- Stary, powiedz jak to robisz, że takie dziewczyny na ciebie lecą – dodał George.

- Podrywam je na moją bliznę. Jak chcesz, pogadaj z Voldemortem, to ci zrobi podobną – odpowiedział mu ironiczny głos.


- Tylko żartowaliśmy - zmieszał się lekko Fred.

- Widzę, że poznałeś moją przyjaciółkę, Katie – zwróciła się do Harry’ego Sybilla, kiedy zajął miejsce przy stole.

- Poprosiła mnie do tańca.

- Nie dziwię się. Jeszcze przed przyjazdem powiedziała mi, że chciałaby cię poznać, aby się dowiedzieć więcej o chłopcu, o którym jej tyle opowiadałam.

Harry słysząc to, poczuł jak przechodzi mu złość na bliźniaków.

- Fajnie mi się z nią gadało.

- Sybillo – wtrącił się Albus Dumbledore – Nie sądzisz, że wypadałoby wygłosić teraz jakieś krótkie przemówienie?

- No tak, nadeszła pora. Aberze, daj znać Fatalnym Jędzom, żeby na chwilę przestali grać.

- Robi się, moja droga - mówiąc to, Aber złapał swój zielony cylinder i pobiegł w kierunku sceny.
Po chwili muzyka ucichła, a goście pozasiadali przy stołach.

Albus zobaczywszy to wyczarował coś w rodzaju ambony i wymownym gestem ręki zaprosił na podwyższenie Sybillę.

Pana Młoda zajęła miejsce lekko zdenerwowana. Otworzywszy zwisającą z jej ramienia torebkę, zaczęła w niej czegoś gorączkowo szukać.
Przez tłum ludzi przeszła fala szeptów.

- Nie wie co powiedzieć – skomentowała jakaś kobieta.

- Zawsze była roztrzepana i nierozgarnięta. Przez to właśnie wpakowała siebie i Blacka w kłopoty – powiedział, już nie szeptem, jakiś męski głos.

Harry dałby teraz wszystko, żeby Sybilla tego nie usłyszała. Badawczym wzrokiem spojrzał na swoją ciotkę.

Niestety nic nie mógł wyczytać z jej twarzy. Sybilla nie grzebała już torebce. Prze chwilę wpatrywała się w trzymany w ręku biały arkusz papieru, po czym ku zdziwieniu weselników zaczęła go drzeć na kawałki.

- Miałam ułożone na tą okazję przemówienie - stwierdziła bezbarwnym głosem, z udawaną obojętnością – Ale po namyśle stwierdziłam, że nawet gdybym teraz przedstawiła najpiękniejsze orędzie świata, niektórym osobom, tylko ze względu na to, że to ja je przeczytam, pewnie by się nie spodobało – kiedy to wypowiedziała, po wszystkich stołach przebiegły głosy zdziwienia.

- Dokładnie o czwartej po południu napływali do mnie weselni goście i składali mi weselne życzenia. Ile z nich było szczerych? – zapytała podnosząc głos – Jestem pewna, że na pewno mniej niż połowa. Czy niektórzy z was myślą, że jestem ślepa i głucha, że nie potrafię odróżnić prawdziwego przyjaciela od tego udawanego. Owszem, jeszcze dzisiaj rano łudziłam się, że skoro tyle osób przyjęło zaproszenie, to musieli zrozumieć swój błąd. Teraz widzę, że się myliłam. Chciałam jeszcze tylko podziękować tym pseudo-przyjaciołom, za najgorszy prezent ślubny, jaki kiedykolwiek dostałam. Jeśli mają w sobie dość odwagi niech teraz wstaną i wyjdą stąd. Nie potrzeba mi udawanej serdeczności i pustych słów! – zakończyła podniesionym głosem.

W ogrodzie zapadła kłopotliwa cisza. Przerwał ją energiczny głos Albusa Dumbledore’a:

- Słowa mojej szwagierki były śmiałe, ale i, niestety, prawdziwe. Nie będę głosił żadnych dodatkowych przemów potępiających, jak to Sybilla mówiła, jej pseudo przyjaciół. Ja sam byłem od nich nie wiele lepszy, kiedy to uwierzyłem, że moja obecna szwagierka była popleczniczką Voldemorta. Przyznaję się, popełniłem błąd, wyrabiając sobie złą opinię o niej na podstawie ludzkich plotek . Jednak moja przewaga polega na tym, że się do tego błędu przyznałem. Odrzuciłem uprzedzenia z przeszłości, które były jedną wielką bzdurą i przyjąłem z serdecznością Sybillę Evans do swojej rodziny. Dlatego teraz – słysząc te słowa, Harry poczuł bijącą z nich moc – ostrzegam, jeśli jakakolwiek osoba odważy się obrazić lub wysuwać fałszywe oskarżenia wobec mojej szwagierki, będzie miała do czynienia ze mną. Nie dam obrażać żony mojego brata! – ostatnie słowa zabrzmiały wyjątkowo złowrogo.

Nie było codziennością widywać tak rozgniewanego Albusa Dumbledore’a. Słowa potężnego dyrektora Hogwartu musiały wywrzeć olbrzymie wrażenie. Nikt ze zgromadzonych nie miał odwagi postawić się największemu czarodziejowi XX wieku. Wszyscy w ponurym milczeniu siedzieli na swoich miejscach.

- No, to sądzę, że po przemówieniu możemy przejść do dalszej części przyjęcia – niezręcznie starał się rozładować atmosferę Aber – Albusie, nie wyczarowałbyś tortu weselnego? – zwrócił się do brata.

- Rzeczywiście, możnaby już – stwierdził dyrektor, jakby przed chwilą nic się nie stało.

Machnął różdżką i po chwili stół stojący przed nim opustoszał i pojawił się na nim największy tort, jaki Harry kiedykolwiek widział.

- Zapraszamy wszystkich chętnych na skosztowanie weselnego ciasta – zwrócił się do zgromadzonych gości Dumbledore.

Na początku nikt nie zareagował. Widząc to, pani Weasley pierwsza się ustawiła przed Sybillą. Zaraz za nią pojawił się Ron i reszta rodziny. Kolejka zaczęła coraz bardziej rosnąć. Za Weasleyami stanął Moody, za nim Lupin z Harrym i Hermioną , później doszedł Severus Snape z McGonagall.

Harry nie mógł się doczekać, kiedy dojdzie do Sybilli, nie czując się zbyt komfortowo oraz mając za sobą najbardziej znienawidzonego nauczyciela z Hogwartu.

W końcu po Hermionie nadeszła jego kolej.

- Miałaś odważną i szczerą przemowę. Jestem pewny, że moja mama byłaby dumna, że ma taką siostrę – zwrócił się do panny młodej.

- Wiesz co, Harry? Twoje słowa są jednym z najpiękniejszych prezentów, jakie dzisiaj dostałam – odpowiedziała Sybilla.

- No, krewniaku, niech ci uścisnę dłoń. Czy tego chcesz, czy nie, od dzisiaj jestem twoim wujkiem – zwrócił się do niego Aber.

Harry odpowiedział na to pogodnym uśmiechem.

- Potter, skoro już złożyłeś życzenia, może zechciałbyś nie blokować kolejki. Za tobą czeka jeszcze wiele osób – Harry usłyszał za sobą lodowaty głos, należący oczywiście do Snape’a.

- A co panu tak pilno do wymienia uścisków z moją ciotką? Ona ma już męża – odpowiedział Harry i nie czekając aż mu Snape odejmie punkty, czym prędzej wybiegł z kolejki.

Ku zdziwieniu Harry’ego, wszyscy weselnicy zdecydowali się na składanie życzeń Sybilli, z tym, że część z nich czyniła to z pewną rezerwą, a nawet strachem. Zapewne obawiali się, że jeśli odmówią, narażą się Albusowi Dumbledore’owi. Po tym, jak ostatnia osoba opuściła państwa młodych, Fatalne Jędze zaczęły z powrotem grać, tym razem jakąś skoczną melodię. Mało zgromadzonych osób miało jednak ochotę na zabawę. Większość przesiedziała przy stole do pierwszej w nocy i tłumacząc się złym samopoczuciem postanowiła wracać już do domów.

W tym celu Aber rozdał czarodziejskiej części gości świstokliki. Część niemagiczna była zdana na mugolskie środki transportu. Wśród nich Harry szukał wzrokiem Katie z rodzicami, jednak ku wielkiemu rozczarowaniu nie znalazł nowo poznanej przyjaciółki. Zamiast niej natknął się na Dursleyów. Ku jego uldze, wuj Vernon oznajmił Harry’emu, że jeszcze tej nocy wracają na Private Drive, ponieważ mają już dosyć pobytu w domu Sybilli. Traktując tą wiadomość jako optymistyczny akcent zakończenia dnia, Młody Czarodziej udał się do swojego pokoju na spoczynek.

[--pagebreak--]

Rozdział V – Wybraniec losu

Puk, puk.

- Ron, nie tłucz się tak – warknął Harry.

Puk, puk.

- Zaczynasz mnie naprawdę wkurzać. Robić pobudkę z samego rana – mówiąc to Młody Czarodziej wstał z łóżka i założył okulary.

Ku największemu zdziwieniu zobaczył swojego przyjaciela najspokojniej śpiącego w łóżku obok. Przez chwilę Harry rozglądał się po pokoju szukając źródła hałasu. Kiedy jego wzrok padł na okno, wszystko się wyjaśniło. Za szybą siedziała jakaś duża sowa. Przez chwilę przebiegło mu przez myśl, że jest to Hedwiga, którą musiał zostawić u Pani Figg, sąsiadki Dursleyów, gdyż wuj Vernon nie zgodził się przewozić samochodem dzikich zwierząt, jednak kiedy się jej przyjrzał bliżej, stwierdził, że mimo podobnego ubarwienia, ta sowa jest o wiele większa od jego Hedwigi. Harry pośpiesznie otworzył okno. Sowa wleciała do pokoju, opuszczając pod nogi Młodego Czarodzieja kopertę, na której widniała pieczęć Hogwartu.

Nie wiele myśląc, Harry rozerwał ją. W środku były trzy kartki. Pierwsza przypomniała, że rok szkolny zaczyna się pierwszego września.

Został tylko tydzień wakacji - przebiegło Harry’emu przez myśl.

Druga kartka zawierała wyniki z Sumów, które Młody Czarodziej zdawał w czerwcu.

Uprzejmie informujemy, że udało się panu zaliczyć wszystkie egzaminy i automatycznie zostać dopuszczonym do nauczania na szóstym roku w Hogwarcie. Jednocześnie przepraszamy za dwu miesięczne opóźnienie w dostarczeniu wyników, które wynikło przez nadzwyczajne komplikacje, jakie się ostatnio pojawiły.

- Tymi komplikacjami musiał być Voldemort, albo Lucjusz Malfoy – mruknął Harry, kierując wzrok na wyniki z egzaminów.

Astronomia – Nędzny

Eliksiry – Powyżej oczekiwań

Historia magii – Zadawalający

Obrona Przed Czarną Magią – Wybitny

Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami – Zadawalający

Transmutacja – Zadawalający

Wróżbiarstwo – Okropny

Zaklęcia – Powyżej oczekiwań

Z poważaniem,
Przewodniczący komisji egzaminacyjnej, Frank Roller

Harry’ego zupełnie zaskoczyło to, że osiągnął tak dobre rezultaty. Jak się wcześniej spodziewał najlepiej poszła mu Obrona Przed Czarną Magią. Z tego przedmiotu miał najlepszą możliwą ocenę. A najgorzej zdał egzamin z Wróżbiarstwa. Wyobrażał już sobie minę Snape’a, kiedy to zobaczy, że jeden z najgorszych uczniów na eliksirach dostał „powyżej oczekiwań”.

Po nacieszeniu się swoim sukcesem Młody Czarodziej sięgnął po trzecią kartkę. Zawierała wykaz podręczników, jakie będą potrzebne na szóstym roku nauki. Wśród nowych książek znalazły się również:

Standardowa Księga Zaklęć Mirandy Goshawk , Obrona Przed Czarna Magią w Teorii i Praktyce Artura Longwelina, pozycja Wszystko o Eliksirach Thomasa Kingleya.

Będąc całkowicie rozbudzonym, Harry stwierdził, że szkoda kłaść się spać, skoro była już siódma rano. Ubrał się po cichu, żeby nie obudzić Rona i otworzywszy drzwi udał się w kierunku kuchni.
Idąc schodami usłyszał dobiegające z niej jakieś hałasy.

- Kto do licha wstał o tej porze - pomyślał.
Niewiele myśląc, ostrożnie otworzył drzwi.

- Widzę, że podobnie jak ja jesteś rannym ptaszkiem – powitał go dobrze znajomy głos z wczorajszego wieczoru, należący do Katie. Stała koło stołu, miała na sobie żółty szlafrok, a na głowie burzę poskręcanych kasztanowych włosów, przez co wydawała się po części podobna do Hermiony.

- Obudziła mnie sowa, która przyleciała ze szkoły z listą książek na nowy rok szkolny.

- Nauczyciele zawsze wiedzą jak komuś popsuć humor – podsumowała Katie.

- Nie spodziewałem się tu ciebie zastać.

- Sybilla namówiła moich rodziców, żeby zabawili u niej parę dni i dzięki mojej małej perswazji zgodzili się – odpowiedziała z uśmiechem - A w ogóle, to wcześnie się wczoraj ulotniłeś, chętnie bym z tobą potańczyła jeszcze.

Słysząc to Harry zaczął prawić sobie wyrzuty, zastanawiając się, co go podkusiło by nie wysiedzieć do ostatniej minuty wesela.

- Połowa gości już pojechała około pierwszej do domów, to sądziłem, że ty też już poszłaś – dodał na głos.

- To nie znasz mnie. Ja się zawsze bawię do końca – przerwała mu jego usprawiedliwienia - A w ogóle, to masz ochotę na grzanki?. Właśnie miałam sobie parę zrobić.

- Czemu nie.

- Ten wasz dyrektor z Hogwartu, to naprawdę fajny gość – powiedziała Katie, kiedy kroiła chleb – Podobało mi się, że poparł Sybillę.

- Dawno nie widziałem go tak wkurzonego – stwierdził Harry.

- Nie dziwię mu się, ja bym postąpiła podobnie jak on, gdyby ktoś popsuł mi, albo komuś z moich znajomych, wesele.

- Jak by wyglądało twoje wesele? – Harry sam dobrze nie wiedział, czemu zadał to pytanie.

- Czy ja wiem – zastanowiła się przez chwile Katie – Tak daleko, to ja nie wybiegam w przyszłość. Mam mnóstwo czasu, żeby wyjść za mąż. Na pewno byłoby na nim dużo kwiatów, zatrudniłabym jakiś mój ulubiony zespół muzyczny, no i, oczywiście, musiałabym mieć przystojnego pana młodego – powiedziała rozmarzonym głosem - A w ogóle, to czemu mnie pytasz o moje wesele? – dodała mrużąc oczy.

Harry słysząc to rozpaczliwie zaczął szukać jakiejś logicznej odpowiedzi.

- Eee, no jakoś mi tak wpadło do głowy – niezręcznie wybrnął z kłopotliwej sytuacji.

- Pytałam z ciekawości – powiedziała Katie- Twoje grzanki są już gotowe - dodała wykładając świeżo usmażone kromki na talerz.

- Specjał mojej mamy, grzanki z serem, polewane miodem – zachwalała swoje śniadanie.

- Całkiem dobre, nawet skrzaty w Hogwarcie nie robią lepszych.

- Masz szczęście, że ich nie przypaliłam – zaśmiała się Katie.

- Co tak wcześnie wstaliście? – zwróciła się do nich Sybilla, która ukazała się w drzwiach.

- Wcześnie? Jest już ósma, Sybillo. Wstawaj, szkoda dnia...

- Oj nie szkoda, moja droga, po wczorajszej nalewce Abera obudziłam się z bólem głowy – odpowiedziała obolałym głosem Sybilla.

- Na małego kaca najlepszy sok z ogórków – doradziła Katie.

- Na razie nic nie będę brała. Aber obiecał mi przyrządzić jakaś miksturę, po której mam się poczuć jak nowo narodzona.

- Harry, nie zabierzesz swojej nowej przyjaciółki na górę, żeby przedstawić ją Ronowi i Hermionie? Zapewne już wstali – zwróciła się po chwili do swojego krewniaka.

- Jak się zgodzi, to czemu nie – odpowiedział.

- Wiesz, po namyśle łaskawie się zgadzam – odpowiedziała Katie.

Życząc Sybilli lepszego samopoczucia, dwójka przyjaciół pognała schodami na górę.

- Jesteśmy na miejscu – powiedział Harry wchodząc do swojego pokoju.

W środku zastał siedzących na jego łóżku dwójkę bliźniaków, Hermionę i Rona.

- Ładnie to tak bez uprzedzenia zostawiać swoich przyjaciół? – zapytał Fred szczerząc zęby.

- No nie wiem, czy byście byli ucieszeni, gdybym was obudził o siódmej – odpowiedział Młody Czarodziej – Poznajcie Katie, przyjaciółkę Sybilli, która mieszka w Stanach.

- A, pamiętam, wczoraj ją poderwa..... – w tym momencie George przerwał, gdy spotkał się z piorunującym spojrzeniem Harry’ego – Z nią tańczyłeś. Miło mi cię poznać - zwrócił się do Katie.

- Cześć George – odpowiedziała Katie – A ty pewnie jesteś Hermiona, przyjaciółka Harry’ego z Hogwartu. Sporo pisali o tobie dwa lata temu w Proroku Codziennym – dodała, kiedy zobaczyła Hermionę.

- Chyba nie uwierzyłaś w te bzdury, które nabazgrali, że niby Harry jest moim chłopakiem?

– Nie, od razu było widać, że te ich niby newsy są szyte grubymi nićmi – odpowiedziała Katie.

- To dobrze – Hermiona zdawała się być udobruchana.

- A ty chyba nazywasz się Ron?

- Tak, Ron Weasley, a obok mnie siedzi moja siostra, Ginny.

- No to znam już wszystkich – stwierdziła Katie – Ale wiecie co, nie obrazicie się jak na chwilę zniknę przebrać się? Jakoś nie za bardzo lubię paradować po domu w szlafroku.

- Nie ma sprawy – odpowiedział, pominięty przy przedstawianiu Fred.

- Ta Katie wydaje się całkiem fajna – powiedział George, kiedy znikła za drzwiami.

- No i z wyglądu jest niczego sobie – dodał Ron.

- Typowe myślenie facetów – nie ważne ile ma dziewczyna w głowie, ale jak się prezentuje – oburzyła się Hermiona.

- Hermiono, gdyby wiedza, którą mamy, jak to mówiłaś w głowach, przekładała się na nasz wygląd, to byłabyś najpiękniejszą czarownicą na świecie – powiedział niewinnie George.

- Kiepski żart. Coś ci się poziom dowcipu obniżył po tym, jak zacząłeś pracować w sklepie – odpowiedziała obruszona Hermiona, nie bacząc, że wszyscy zatykali sobie usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- Co was tak rano sprowadziło do mojego pokoju? - zapytał Harry najbardziej poważnym głosem, na jaki było go stać.

- Prorok Codzienny, który prenumeruje Hermiona – odpowiedziała Ginny, wskazując na gazetę, która leżała koło jej nóg.

Harry bez słowa ją podniósł. W oczy rzuciło mu się zdjęcie na stronie tytułowej. Ukazywało ono mężczyznę o nienaturalnie bladej twarzy, idealnie ułożonych blond włosach i szarych oczach, wyrażających pogardę i nienawiść. Pod zdjęciem był podpis „Lucjusz Malfoy – nowo wybrany Minister Magii”.

- To chyba jakiś żart – zwrócił się do swoich przyjaciół.

- Zobacz na pierwszą stronę – powiedział Ron.

Młody czarodziej drżącą ręką otworzył Proroka Codziennego. W oczy rzucił mu się od razu artykuł zajmujący niemal pół strony.

Jak poinformował nas rzecznik prasowy Ministerstwa Magii, wczoraj na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Wizengamotu, na nowego Ministra Magii wybrano Lucjusza Malfoya. Ma on zastąpić na tym stanowisku Korneliusza Knota, który na początku wakacji podał się do dymisji. Wybranie Lucjusza na to stanowisko nie budzi w nikim zaskoczenia, gdyż nie miał on żadnego kontrkandydata. Jedyna osoba, która mogłaby z nim rywalizować, Albus Dumbledore, już na początku wakacji obwieścił wszystkim, że nie ma zamiaru ubiegać się o fotel ministra, gdyż jego miejsce jest w szkole.

Narazie nie ujawniono jaki kierunek obejmie nowa polityka Lucjusza Malfoya. Niektórzy pracownicy Ministerstwa mówią nieoficjalnie o mających nadejść głębokich zmianach w całym Ministerstwie.

Pod spodem widniał jeszcze dopisek:

Dosłownie tuż przed zamknięciem redakcji Proroka Codziennego udało nam się dowiedzieć, że głównym celem polityki Lucjusza Malfoya będzie rozprawienie się z Sami-Wiecie-Kim.

- Rozprawienie się z Voldemortem. Nie spotkałem się nigdy z większą bzdurą! – krzyknął Harry, patrząc ze złością na ostatnie zdanie artykułu.

- No, my też jakoś wątpimy w to, że nagle Malfoy przeszedł na naszą stronę – powiedział flegmatycznie Ron.

- Zupełnie nie rozumiem jak Dumbledore mógł do tego dopuścić – Harry ledwo nad sobą panował – Przecież teraz całe Ministerstwo Magii będzie całkowicie podporządkowane Voldemortowi.

- Harry, ja zupełnie nie widzę powodów, żeby tak się wściekać – powiedziała spokojnie Hermiona – Dumbledore nie jest małym dzieckiem i na pewno wie, co robi. Musiał mieć ważne powody, że nie chciał opuścić Hogwartu.

- Możesz mi podać, choć jeden?

- No, może na przykład nie chciał.... zostawiać cię bez opieki w szkole – wybąkała nieśmiało.

- Wiesz co, wydaje mi się, że ty nic nie rozumiesz – powiedział Harry siląc się na spokój – A zresztą nie mam się czemu dziwić. Przecież żadne z was nie miało okazji stanąć twarzą w twarz z Voldemortem. Przy groźbie, że może objąć władzę nad światem, moje życie w ogóle się nie liczy.

- Ale mi chodziło tylko o to.... – próbowała usprawiedliwić się Hermiona.

- Muszę porozmawiać z Dumbledore’em - przerwał jej Harry, po czym nie bacząc na to, że się zachował zbyt grubiańsko wobec swojej przyjaciółki, z hukiem otworzył drzwi. Biegnąc ile sił w nogach po schodach, o mało nie przewrócił Katie. Nawet jej nie przeprosił.

- A tobie to gdzie się tak spieszy? Mógłbyś bardziej uważać – usłyszał za sobą jej głos.

- Sybillo, musisz mi szybko powiedzieć, gdzie jest Dumbledore – prawie wykrzyczał do swojej ciotki, kiedy znalazł się w kuchni.

- Harry, stało się coś, że mnie szukasz?- przemówił do niego nie kto inny, jak dyrektor Hogwartu. Uderzający był spokój na jego twarzy, który wyzwolił w Harrym jeszcze większą wściekłość.

- Muszę z panem w tej chwili porozmawiać na osobności!

- Skoro tak nalegasz . Sybillo, nie obrazisz się jak zabiorę twojego krewniaka do salonu?

- Ani trochę.

Przeszli razem do tego samego pokoiku, w którym Harry dowiedział się parę dni temu rewelacji o swojej ciotce.

- Zapewne jesteś na mnie zły, że nie przyjąłem stanowiska Ministra Magii?

- No tak – odpowiedział trochę nieśmiało Młody Czarodziej, czując jak stopniowo opuszcza go złość – Skąd pan wie, o co mi chodzi?

- Czytałem artykuł w dzisiejszym Proroku Codziennym o nowym ministrze, Lucjuszu Malfoyu. A poza tym spodziewałem się już od dawna, że jego właśnie wybiorą.

- I czekał pan spokojnie, nie próbując temu przeszkodzić? – Harry zaczął się zastanawiać, czy osoba, która przed nimi stoi, to na pewno Albus Dumbledore.

- A co miałem zrobić, zabić go? Zaszantażować komisję? – zapytał już poważnym tonem Dumbledore.

- Mógł pan zrezygnować z kierowania szkołą i...

- Mogłem – przerwał mu Dumbledore - Nawet długo rozważałem tą możliwość, ale stwierdziłem, że będzie lepiej, jak jednak zostanę tam, gdzie do tej pory.

- Hermiona powiedziała, że to ze względu na mnie – powiedział cicho Harry.

- Bystra z niej dziewczyna – na twarzy Dumbledore’a pojawił się chwilowy uśmiech – Tak, Harry, nie będę owijał w bawełnę. Miałem do wyboru między mniejszym, a większym złem. Uznałem, że tym mniejszym będzie pozwolenie Lucjuszowi na kierowanie Ministerstwem.

- Czy ma to jakiś związek z przepowiednią?– spytał Harry czując, że zaczyna mu się powoli rozjaśniać w głowie.

- W końcu zaczynasz logicznie myśleć - powiedział zadowolony Dumbledore – Pamiętasz może o jej fragmencie mówiącym, że szesnaście lat temu miał się narodzić czarodziej, który jako jedyny dorówna mocy Voldemortowi? Jak się dowiedziałeś niedawno, to ty jesteś tym wybrańcem. Po naszej ostatniej rozmowie, kiedy to – tu Dumbledore przerwał – zmarł Syriusz, zrozumiałem w końcu, że jesteś jedyną osobą, która może zniszczyć Voldemorta.

- Ale, panie profesorze, ja nie czuję, żebym miał jakąś wyjątkową moc – powiedział Harry z nutką w niedowierzania w głosie.

- Masz ją. Moc tkwi twoim sercu i przyjdzie czas, kiedy się ujawni – stwierdził Dumbledore, a widząc, że na twarzy Młodego Czarodzieja dalej błąka się wyraz powątpiewania dodał – Magia tkwiąca w tej mocy, pokazuje się nawet już teraz. Powiedz mi, jak to jest możliwie, że nastoletni chłopiec już czterokrotnie odparł ataki Voldemorta?

- Sam mi przecież pan powiedział, że chroniła mnie miłość mojej matki, która oddała życie.

- Tak, Harry. Chroniła cię do drugiej klasy, ale już dwa lata później, kiedy Voldemort powrócił, przełamał tą barierę. Ale i wtedy nie mógł cię pokonać.

- Nie zabił mnie dzięki różdżkom, które miały w sobie pióra z ogona tego samego feniksa.

- Tak? To powiedz, czemu w takim razie udało ci się przełamać połączenie, które utworzyły różdżki i skierować je na Voldemorta?

- Sam nie wiem. Kwestia przypadku i tego, że miałem szczęście – odpowiedział, już nie całkowicie pewny słuszności swoich słów, Harry.

- To musisz też zrozumieć, że przychylność losu jest ważnym elementem Starożytnej Magii. To my, podświadomie, potrafimy wpłynąć na ciąg wydarzeń tak, żeby działały na naszą korzyść. Mało kto potrafi tego dokonać. Nawet mi się jeszcze ani razu to nie udało.

Harry, słysząc to, zaczął powoli przechadzać się po pokoju. W jego głowie rozgrywała się teraz istna burza myśli. Nie mógł przyjąć do wiadomości faktu, że to on ma być najpotężniejszym czarodziejem na świecie, o większej mocy niż Voldemort i sam Dumbledore.

- Wiem, Harry, że to, co ci powiedziałem jest dla ciebie olbrzymim obciążeniem, ale uznałem, że lepiej żebyś wiedział za dużo, niż za mało. Planowałem ci wszystko wyjaśnić dopiero we wrześniu, ale widząc twoją reakcję na to, że Lucjusz Malfoy został ministrem magii, zacząłem się obawiać, że możesz zrobić jakieś głupstwo.

- Nie musi się pan usprawiedliwiać, rozumiem.

- Jakbyś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to możesz mnie śmiało o wszystko pytać – powiedział Dumbledore wstając z fotela.

Harry, sądząc, że to koniec rozmowy, skierował się do wyjścia.

- A, jeszcze jedno. Zupełnie bym zapomniał. Możesz mi obiecać, że to, czego się dowiedziałeś, nie wyjdzie za ściany tego pokoju?

- No, ma się rozumieć.

- I miałbym do ciebie prośbę.

Młody Czarodziej, słysząc to, zaciekawiony nadstawił uszu, zastanawiając się, o co też może go prosić Dumbledore.

- Byłoby mi miło, gdybyś zamiast „proszę pana” mówił do mnie „wujku” – powiedział Dumbledore – Wszak jesteśmy rodziną.

- Będę o tym pamiętał – zapewnił wujka lekko rozbawiony Harry.

Będąc w o wiele lepszym nastroju, Młody Czarodziej, razem z dyrektorem, wrócił do kuchni. Zastał tam już siedzącą w komplecie przy stole rodzinę Weasleyów, a także Hermionę, Sybillę z Aberem oraz Katie z rodzicami.

- Oto właśnie syn mojej siostry, Harry – powitała siostrzeńca Sybilla.

- Witaj Harry, ja jestem Tom, a to moja żona, Selena – przedstawił siebie i swoją małżonkę ojciec Katie.

- Miło mi państwa poznać – odpowiedział Harry mile zaskoczony zainteresowaniem wobec swojej osoby.

- Albusie, proponuje napić się odrobiny brandy na lepszy apetyt – zwrócił się Aber do brata.

- A wiesz, nawet mi posmakowały wczorajsze trunki. Skuszę się, ale tylko na jeden kieliszek – odpowiedział Dumbledore, przysiadając się do państwa młodych.

Harry niewiele myśląc, zajął miejsce przy Katie. Przyjaciółka zdawała się go nie dostrzegać, udając, że jest zajęta rozmową, którą toczyli właśnie państwo Weasleyowie na temat wyboru Lucjusza Malfoya na ministra magii.

Opinie Artura i Molly były jednoznaczne, Lucjusz musiał wydać sporo galeonów, żeby przekupić członków komisji, którzy za nim zagłosowali.
Harry tylko jednym uchem przysłuchiwał się tej dyskusji, gdyż zastanawiał się jak zagadać z Katie.

- Pan ignorant chyba musiał się na mnie obrazić, skoro się nie odzywa. Chociaż prędzej to ja powinnam się do niego nie odzywać, po tym, jak o mało co mnie nie przewrócił na schodach – powiedziała Katie.

- Wcale się na ciebie nie obraziłem – odpowiedział lekko przestraszony Harry – Po prostu zainteresowała mnie rozmowa państwa Weasleyów.

- Skoro tak mówisz – odpowiedziała Katie.

Harry’emu wydało się przez chwilę, że ona specjalnie się z nim droczy.

- Ale z tego, że mnie zignorowałeś na schodach, to się tak łatwo nie wytłumaczysz – dodała, nakładając sobie sałatki.

- Nawet nie wiem, co ci powiedzieć na przeprosiny – Harry czuł się naprawdę głupio i w tej chwili był już daleko od przekonania, że będzie kiedyś najpotężniejszym czarodziejem na świecie – Po prostu byłem za bardzo zaaferowany artykułem z Proroka o Malfoyu.

- Mnie też to nie ucieszyło, ale żeby tak się wściekać... Chociaż wiesz co? Jak mnie przeprosisz, to postaram się zapomnieć o dzisiejszym incydencie.

- No, to przepraszam – wybąkał nieśmiało Harry.

- Wielkie dzięki. A tak w ogóle, to nie byłam na ciebie ani trochę zła, tylko lekko zaskoczona twoim zachowaniem.

- To po co były te całe podchody?

- Po to, aby zobaczyć czy mnie lubisz – słysząc to, Harry poczuł jak mija mu cała złość na Katie.
Po śniadaniu Sybilla zabrała rodzinę Cloneyów na miasto, gdzie mieli kupić bilety na samolot do USA.

Harry nie mając nic lepszego do roboty, razem z Ronem i Hermioną zaszył się w ogrodzie, postanawiając spędzić cały dzień na leniuchowaniu.

- I opłacało się tak na mnie wściekać? – powiedziała Hermiona nawiązując po raz pierwszy do porannego wydarzenia.

- Hermiono, w obecności Rona muszę cię za to przeprosić. Wykazałaś się o wiele bardziej zdrowym rozsądkiem, niż ja.

- O, Ron, co się stało? Harry przyznał mi rację.

- Jakbyśmy byli w Hogwarcie, to bym mu polecił pójść do Pani Pomfrey.

Oczywiście, po tych słowach, musiała się wywiązać kłótnia miedzy Ronem a Hermioną.

Harry’emu jednak to nie przeszkadzało, gdyż ciągle brzmiały mu w głowie słowa Katie: „Po to aby zobaczyć, czy mnie lubisz”

Sybilla wróciła do domu bardzo późnym wieczorem. W pośpiechu przygotowała kolację, na której zabrakło Albusa Dumbledore’a, który udał się do Hogwartu, aby załatwić jakieś pilne sprawy.

Harry dowiedział się, że mają jutro udać się na Ulicę Pokątną, żeby kupić niezbędne przybory i książki do szkoły. Niezwykle się ucieszył na wieść, że Katie postanowiła im towarzyszyć w zakupach.

Przejdź do następnych rozdziałów >>>








Autor: GGgrzesiek

Opublikowane: 2006-01-29 (1379 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

udzielam prywatnych pożyczek
Udzielam prywatnych pożyczek bez przedpłat osobom...

Oszczędzanie pieniędzy na IKE
Czy ktoś z Was oszczędza swoje pieniądze na indyw...

Trzeci filar emerytalny - opinie
Co sądzicie na temat trzeciego filaru emerytalneg...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 61 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.28 sekund
Page created in 0.285593 Seconds