STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Jeśli pod koniec mojego życia okaże się, że wydawałam wyłącznie książki dla dzieci, absolutnie nie będę uważała tego za porażkę. Nie czuję potrzeby, żeby pisać poważne książki dla dorosłych." - J.K. Rowling

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Young Lady


Young Lady

*** ***

- Lena, no chodź, miałyśmy jakichś ciuchów poszukać w mugolskiej dzielnicy...
- Nie marudź, moja panno, nie marudź...
- Ależ moja droga, przyzwoitej pannie nie przystoi obżerać się lodami... – roześmiałyśmy się, bo uwielbiałyśmy naśladować wypacykowane lalunie z naszej szkoły – Mariett i Marcy.


Rozdział I: Bezbolesny koniec wakacji?...

- Lena, no chodź, miałyśmy jakichś ciuchów poszukać w mugolskiej dzielnicy...

- Nie marudź, moja panno, nie marudź...

- Ależ moja droga, przyzwoitej pannie nie przystoi obżerać się lodami... – roześmiałyśmy się, bo uwielbiałyśmy naśladować wypacykowane lalunie z naszej szkoły – Mariett i Marcy. Te dziewczyny w obecności nauczycieli udawały wielkie damy, bo ich rodzice mieli jakąś wielką firmę w Ameryce. Były naszymi zaciekłymi wrogami i przy każdej okazji coś, lub ktoś, musiał powstrzymywać nas przed bójką. No, ale nie psujmy sobie dobrego smaku tymi... no właśnie. Zajmijmy się lepiej czymś bardziej interesującym, a mianowicie...

- Ruda, zabieraj swą szanowną z tego krzesełka i chodź, bo nam wszystkie sklepy pozamykają. - Dobra, dobra, tylko już mi o „Rudej” nie przypominaj...

- LENA...!

- No idę, idę.

Aby pominąć żenująco powolne opuszczanie kawiarni przez Lenę, drapnę parę słów o sobie. Jestem wysoka, ale oprócz tego dobrze byłoby zrzucić te parę kilo... ech no ale przejdźmy dalej. Mam długie, ciemno blond włosy i duże, zielone oczy. Powiedzmy sobie szczerze, że jestem wariatką, no tego nie da się ukryć. Zresztą i tak doskonale widać to podczas różnych nienormalnych akcji, za które ciągle obrywamy od Snape’a... no dobra, on tylko sprawia takie wrażenie ;) Ale z McGonnagall tak milusio to już nie jest, poleci czasem setka czy dwie... punktów, oczywiście. Chociaż na ten szósty rok postanowiłyśmy trochę przystopować, bo wujaszek Sev może kolejnego roku takiej punktowej gimnastyki nie wytrzymać. Jeszcze moja mamusia swojemu przyjacielowi z dzieciństwa leki nasercowe będzie musiała zaserwować... Chyba nie napisałam jeszcze, że obie z Leną, moją kuzynką, mieszkamy w Polsce.

No więc tata pracuje w Angielskim Ministerstwie Magii jako zagraniczny powiernik. Ale mniejsza z tym. Od pierwszej klasy jesteśmy w Hogwarcie, bo po ataku Voldemorta na nasz Uniwersytet przez dwa lata nie doprowadzili go do porządku, a potem nie było sensu zmieniać już szkoły, skoro istnieje sieć Fiuu i w ogóle...

- Młoda, idziesz, czy nie? – ona mnie wkurza momentami. I jeszcze szczyci się tymi dwoma miesiącami różnicy między nami... Wielka Pani, taaa... to ja jej będę Stara mówić.

- Idę, idę. Chodź Gumochłonie... AŁA!! - Wbrew pozorom mój jakże wytworny okrzyk nie był wywołany ciosem od Leny. Nie zdążyła. Zamiast tego coś ciężkiego walnęło mnie w głowę. Odbiłam się od ściany, przynajmniej tak mi się wydawało. Pod tą ścianą stał nie kto inny, tylko kochany wujaszek Severus.

- Kurde flaki, Zośka... uuua będzie siniak... – proszę państwa, oto mowa godna szanującego się, hogwarckiego nauczyciela eliksirów – mojego ojczulka chrzestnego.

- No sorry wujek... cześć swoją drogą…

- Żyjesz? Ten szyld spadł ci na łeb... na głowę... – Lenuś jako tako pilnowała się przy wujaszku. Wokół nas zebrała się już spora grupka. A w tłumie...

- OKURDEJASNABELAALEFACET

- Co tam młoda bełkoczesz? - wujaszek się zaraził?! Aaaaa!!

- Zocha, może wyraźniej...? – Bez słowa wolną ręką (za drugą chrzestny holował mnie do jakiegoś krzesła – jakby nie mógł go wyczarować) odwróciłam Lenę, a ona od razu wyłowiła obiekt – znany nam już ze szkoły, dokładnie oblookany. Też zrobiła wielkie oczy i zaczęła coś bulgotać. W pewnej chwili jednak towarowi udało się przecisnąć do nas.

- Czy wszystko w porządku? O, dzień dobry profesorze... Przepraszam, musiałem wejść na dach, bo obluzował się szyld... sięgnąłem żeby go zawiesić, ale widocznie musiałem go niechcący strącić. Ja stałam na miękkich nogach, wpatrzona w jego cudowne oczy i rozwichrzone włosy, połyskujące w blasku letniego słońca... A Lena oczywiście zaczęła się nadzierać.

- Oczu baranie nie masz?! Mogłeś ją zabić! Ty ...! Jak zaraz...

- Naprawdę przepraszam. Sophie, tak?(TAK!! Wie, jak wszyscy w szkole mnie nazywają! Sukces!!) Jestem Nathan. Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na lody? – szczyt moich marzeń... nie wiem, co mnie powstrzymało przed rzuceniem się na niego. Chociaż nie, wiem, co to takiego. A raczej KTO. I to właśnie tego KOGOŚ miałam w następnej chwili szczerą ochotę ZABIĆ. Zalać kwasem solnym, zadźgać i poćwiartować. Dlaczego...?

- Dzięki, bardzo chę...

- Może kiedy indziej, Zośka trochę się poobijała, powinna odpocząć. I trzeba opatrzyć tę twoją głowę... – zwrócił się do mnie z uśmieszkiem prawdziwie anielskim... a może diabelskim...?

- No cóż, w takim razie spotkamy się pewnie dopiero za tydzień. Do zobaczenia w szkole! – posłał mi jeden z tych swoich zniewalających uśmieszków i odszedł, a ja patrzyłam za nim poruszając bezgłośnie ustami. Nim się obejrzałam, znalazłam się w mieszkanku wujcia, w którym zatrzymałyśmy się z Leną na ostatnie dwa tygodnie wakacji. Dopiero teraz odzyskałam mowę. I wezbrała się we mnie wściekłość... ba, co ja mówię, to była furia, istny tajfun...! Zaczęłam okładać mojego „tatuśka” pięściami i wrzeszczeć jak opętana. Z tego, co zdołałam zauważyć, Lena padła na fotel w głębokim szoku.

- NO CZYŚ TY ZWARIOWAŁ?!?!?! NAJPRZYSTOJNIESZY, NAJPOPULARNIEJSZY, NAJ... NO NAJBARDZIEJ ODLOTOWY FACET W SZKOLE ZAPRASZA MNIE NA RANDKĘ, A TY GO ODSYŁASZ Z KWITKIEM?! ZWARIOWAŁEŚ KOMPLETNIE?! NO SUPER Z CIEBIE WUJASZEK, NIE MA CO!!

Kiedy udało mu się mnie całkowicie obezwładnić, padłam na fotel w furii, dysząc ze zmęczenia i wściekłości. „Może kiedy indziej”... KIEDY INDZIEJ!! KIEDY?! JAK GO W SZKOLE TE FLĄDRY OBSIĄDĄ?!

Tego wieczoru nie byłam w stanie już zbytnio się wściekać – uderzenie ciężkim, mosiężnym szyldem na Pokątnej zaczęło dawać mi się we znaki. Siedziałam tak sobie przed telewizorem – nie, nie mugolskim!! Firma Muggle&Wizard zaczęła na dobre się rozwijać, wprowadzając w życie czarodziejów mugolskie wynalazki, oczywiście ulepszone magią. Komórki i inne urządzenia nie wariowały już w Hogwarcie, można było ich swobodnie używać. No, ale nie będę się teraz zbytnio rozwodzić nad cudami czarodziejskiej techniki, bo mi zaraz łeb pęknie. Za namową Leny i wujaszka w krótkim czasie wdrapałam się po drabince łóżka piętrowego i zapadłam w głęboki sen... spojona eliksirami przeciwbólowymi.

Następnego dnia moją pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu była „ZEMSTA”. Nie chodzi tu bynajmniej o sztukę Fredry. Postanowiłam zemścić się na Sevie. Dobrze wiedziałam, że buja się w naszej nowej pielęgniarce, Elizabeth Jones. Tym lepiej dla mnie, bo według nowego programu Ministra ds. Mugoli wszyscy uczniowie szóstych i siódmych klas mugoloznawstwa Hogwartu otrzymywali określone zadania przez cały rok. Wliczało się w to sprzątanie, gotowanie, i inne skrzacie zadania, i, z czego dziś cieszyłam się niezmiernie, POMOC PIELĘGNIARCE. Oj biedny ten mój wujaszek, biedny... ;) Mimo perspektywy szorowania podłóg i tego, że jednak nie udało mi się wywinąć od bycia prefektem – oczywiście, cieszę się z tego, że mnie doceniono, ale powoli już nie wyrabiam... – pierwszy września nie wydawał się już taki przerażający i, szczerze mówiąc, nie mogłam doczekać się rozpoczęcia roku.

***

- Zosiu, list do ciebie przyszedł...

- Moment, idę już no...

Podeszłam do okna w mojej pięknej atłasowej piżamce i kapciach – pieskach. Przez okno zobaczyłam sąsiada mojego chrzestnego i posłałam mu zabójczy uśmiech – wyszczerzył się jak totalny idiota i pomachał mi w stylu młodej kokietki. Parsknęłam śmiechem, rzuciłam sowie jakiegoś chrupka i wzięłam list. Nie odleciała – a więc to nie list z Hogwartu. Więc od kogo...? Przezornie ruszyłam do pokoju gościnnego, czyli naszej tymczasowej sypialni. I bardzo dobrze, że to zrobiłam. Po otworzeniu listu wdrapałam się na łóżko i zawołałam Lenę. Zastała mnie tarzającą się ze śmiechu po łóżku, tak, że prawie załamałoby się na łóżko Leny, a wszystkie ramki, wazoniki i inne pierdółki były bliskie załamania... technicznego. Bez słowa pokazałam rozbawionej na mój widok Lenie list – jej reakcja była dokładnie taka sama. „Kochane Sophie i Leno! Jak się domyślam, dopiero wstałyście. Ale mniejsza o to. Jak to zobaczycie, to nie będziecie w stanie normalnie funkcjonować. Zrobiłyśmy te zdjęcia na wakacjach, u ciotki w Teksasie. Jak zobaczyłam tę scenkę, to serio myślałam, że padnę. Poleciałam po aparat, bo takiej sensacji przepuścić się nie da. Trzeba będzie rozwiesić je w szkole... Kończę już, jedziemy gdzieś... papa :* - Kate

P.S. Carmen: Znalazłyśmy też kilka ich zdjęć z dzieciństwa. Też są równie... ekhm... ciekawe :P Napiszcie, co sądzicie z Leną o kolejnej akcji ;) na razie!! :*”

Przez dobre piętnaście minut nie mogłyśmy się uspokoić. Zdjęcia przedstawiały te paskudne >wypacykowane lalunie< w scenerii błotka pełnego świnek i pastwisk usłanych krowimi minami. Na zdjęciu Mariett próbowała wydostać się z kałuży błota, a Marcy, starając się pomóc jej w tym, sama się przewróciła – upadła tyłkiem wprost w krowi placek. W wyobraźni słyszałam to mokre pacnięcie, pluski i wrzaski – upajałyśmy się tym widokiem. Było również kilka innych, równie ciekawych zdjęć – na każdym M&M paćkały się w błotku razem z rozanielonymi prosiaczkami. Na dodatek były ubrane w miniówki w kratkę, które wyglądały jak zrobione z firanek.

Na zdjęciu z dzieciństwa biły się, ciągnęły za włosy, Marcy została oznaczona jako „teren prywatny” przez bardzo sympatycznie wyglądającego buldoga, a na około leżały w błocie lalki, bez rąk, nóg czy głów. A dziewczynki były ubrane w śliczne sukieneczki w misie i miały na sobie... PIELUSZKI. Och, wiedziałyśmy, że dzięki tym zdjęciom zemsta będzie słodka ^_^ Kiedy po jakiejś godzinie uspokoiłyśmy się i obmyśliłyśmy plan zemsty za wszystkie ich „grzechy”, postanowiłyśmy pobuszować po kuchni, bo o tej pory nie jadłyśmy nic. No i dziwnym trafem, wiedzione zapachem spaghetti, w kuchni zastałyśmy wujka, zabezpieczonego przed atakiem sosu białą chusteczką na szyi, zmysłowo wciągającego nitki makaronu i patrzącego z uwielbieniem na... Liz Jones.

- Severusie...wspaniale gotujesz... (niedobrze mi)

- A Ty jesteś naprawdę wspaniała... ( Sev mruga oczęrami, a ja mdleję)

- Och Sev!! (cenzura!!)

- Ekhem... - Kiedy nas zobaczyli, spłoszyli się jak zwierzyna łowna :)

- Och, panie Snape, dziękuję za zaproszenie. Pańskie eliksiry będą mi niezwykle przydatne. I dziękuję za książkę. Chyba muszę się już pożegnać...

- Ależ dlaczego...?

- Och, Seve... panie Snape, mam jeszcze tyle na głowie, ale jestem pewna, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie. Chciałabym poznać jeszcze tyle mikstur...

- Ależ oczywiście. Zawsze...... do Pani usług.

Naprawdę, nie mogłam na to patrzeć. Ale w głowie już zrodził mi się misterny plan... słodkiej zemsty... na wujaszku. Tego dnia położyłam się spać z diabelskim uśmiechem na ustach... ;)


[--pagebreak--]

Rozdział II: Nieszczęsne Perypetie Nieszczęsnego Nietoperka

UWAGA: Rozdział może zawierać śladowe ilości przekleństw. Co ostrzejsze zostały ocenzurowane, mimo to jednak proszę o nie pokazywanie rozdziału młodszemu rodzeństwu w celu nie-demoralizacji :D

***



- Rany, ale ciapa... – zwróciłam się do towarzyszy niedoli, kiedy brnęliśmy w stronę powozów zaprzężonych w testrale przez błoto i kałuże, ledwo widząc przez ścianę deszczu. Krople wody były tak wielkie, że można by wziąć je za smocze łzy. Złe i przemoczone torowałyśmy sobie drogę do najbliższego powozu, co chwila ostrzegając przed różnymi przeszkodami Charliego – chłopaka Katie, który niósł ją do powozu, bo skręciła kostkę.

- No serio, świetnie zaczęłam ten rok. Znowu nie będę na przydziale pierwszaków... ominie mnie najlepsza zabawa buuu... z kogo ja się teraz ponabijam?

- Nie martw się, kochanie. Ja pójdę z Tobą do szpitalnego...

- No to grobowy nastrój masz zagwarantowany...

- Lena!

- No co?

- Nic, no zupełnie nic...

Kiedy tak brnęliśmy przez błoto, mnóstwo pierwszo-, drugo- i trzecioklasistów przyglądało się Charliemu niosącemu swoją dziewczynę. Reszty taki widok nie ruszał...

- Co się gapisz, gówniarzu?! Co to niby jest, muzeum?! – wrzasnęła Lena, a chłopak z pierwszej klasy uciekł do swoich kolegów, patrząc na nią przestraszonym wzrokiem. Jak na mój gust potraktowała go trochę za ostro, ale cóż... ja tam się nie będę porywać z motyką na Słońce – nie mam zamiaru jej zmieniać.

Wsiedliśmy do najbliższego powozu i w krótkim czasie znaleźliśmy się pod zamkiem. Kiedy tylko znaleźliśmy się bezpiecznie w suchej Sali Wejściowej, Carmen wyjęła różdżkę i użyła zaklęcia osuszającego. Na wiele jednak to się nie zdało: ponieważ padał deszcz, można było się spodziewać tradycyjnego przywitania przez Irtyka.

- AAA Jak mogliśmy zapomnieć?! Zawsze to robi!!

- Uważaj, Charlie, nie podchodź tam, bo leci bom..... ba.

- Aaaa znowu jestem mokra!

- W NOGI!!

Ja, Carmen i Lena skierowałyśmy się do Wielkiej Sali, a Charlie z Kate w ramionach ruszył po schodach w stronę skrzydła.

- Głooodna jeesteeem... JEŚĆ!! JEŚĆ!! JEŚĆ!!

- Zamknij się, siarę robisz...

- Nie marudź, Lenuś, zobacz, Flitwick już niesie stołek i Tiarę... – A Carmen jak zawsze opanowana...jak ona to robi...???



- Sophie...? – Jak ona śmie przerywać mi rytuał jedzenia szarlotki??

- Niom, Carmen?

- Jakim cudem ten Dumbledore jest ciągle dyrektorem? Zobacz... Nasi rodzice chodzili do Hogwartu wtedy, co Potter, nie? No. A jak rodzice Pottera byli w szkole, to on też był dyrem!! A uczył tu już ponad 60 lat temu!

- A jakim cudem ja jestem w Slytherinie? No właśnie, to wybryk natury. A coś mi się zdaje, że Dumbel to też taki wybryk... On jest potężniejszy od Voldemorta, może stworzył kamień filozoficzny czy cóś...

- Zośka, przestań ty tyle czytać, bo w końcu pójdziesz w ślady tej baby z ministerstwa, Granger, a to właśnie przez nią ludzie dali skrzatom wybór!! I kto teraz musi harować? No kto, pytam się?

- Oj Lenuś.

- A wiesz, ja się częściowo z nią zgadzam...

- CARMEN, no!!

- Oj cicho już bądźcie, macie się o co kłócić, naprawdę... jedzcie dzieci, posilcie się. Komu szarlotkę, komu?

Po uczcie, napakowane żarciem do granic możliwości, cięższe o jakieś 5 kilo, znalazłyśmy się w pokoju wspólnym Slytherinu, a chwilę później – a trzeba wiedzieć, że zanim wdrapałyśmy się na schody, minęła dość długa chwila – no więc chwilę później znalazłyśmy się przed drzwiami do dormitorium dziewczyn z napisem Rok Szósty. W sypialni oprócz nas była też Victoria, straszna kujonka, ale poza lekcjami całkiem fajna jest :)

- Cześć..... Vick – Lena przywitała się z nią między dwoma potężnymi ziewnięciami. – I dobranoc wam... idę lulu...

- No to lulaj Lenuś... tylko nie zleć z łóżka jak będziesz marzyć o... no śpij dobrze :D

- O kim, o kim? – zainteresowały się bliźniaczki. Katie ze świeżo wyleczoną nogą i Carmen doskonale wiedziały, o kogo chodzi, ale znając Charliego, właśnie zmierzał w naszą stronę i mógłby usłyszeć coś, czego nie powinien. Lena rzuciła mi morderczo ostrzegawcze spojrzenie, na tyle, na ile zdołała otworzyć oczy.

- O tym, co zawsze – puściłam im oczko.

Ja chyba powinnam zostać wróżką. Usłyszałyśmy pukanie. I kto to był, no kto?

- Cześć dziewczyny, przyszedłem powiedzieć dobranoc... fajne gatki kochanie. Kupię ci do kompletu stanik.

- Haha, bardzo śmieszne. Dobranoc, Charlie.

Pocałowała go w policzek, ale stary zbreźniak domagał się gorętszego pocałunku, i nie wyszedł, dopóki go nie otrzymał. No cóż, łatwo się jednak domyślić, że długo czekać nie musiał.

Trzasnęły drzwi. To było jak kurtyna dnia. Nie minęło pięć minut, a wszystkie słodko drzemałyśmy w swoich łóżeczkach.



Śniadanie, 2 września



- Kto rozdaje plany lekcji? – zapytałam zaspanej Leny. No co za śpioch...

- Sama się przekonaj – mrugnęła do mnie i wskazała wzrokiem na koniec stołu. O mały włos wylądowałabym twarzą w jajecznicy. Jego wysportowane ciałko lawirowało między uczniami, jasne włoski niesfornie opadały na ciemnoniebieskie oczy, jeszcze bardziej wyraziste dzięki wystającemu spod szaty granatowemu swetrowi... jak to dobrze, że teraz szaty są zapinane tylko na dwie zapinki z przodu... widać ciuchy, dodające tak wiele uroku... ach...

- Ziemia do panny Zosieńki. Chyba nie zauważyłaś, ale on się zbliża...

- CO?? A tak... ok., on mnie nie rusza, gadajmy normalnie – szepnęłam do dziewczyn. Skinęły głową, i zajęłyśmy się rozmową i chchotami :) I wtedy zjawił się ON... rozpłynęłabym się, ale Carmen kopnęła mnie pod stołem i zachowałam zimną krew.

- Szósta klasa? – zapytał wdychając ze znudzenia. - O...cześć dziewczyny – Boże, jakie on ma śliczne zęby... a te usta...! Aż się proszą, żeby się do nich przyssać...!

- Cześć. Co tam masz? – to było zwyczajne koleżeńskie zapytanie. Ja się wcale nie rozpływałam...

- Plany lekcji i tych skrzacich zajęć. W parach. Zresztą tu wszystko macie. To cześć... Sophie, my się jeszcze spotkamy. – patrzyłam za nim, kiedy oddalał się w stronę jakichś pierwszaków, żeby wszystko im wytłumaczyć. „...my się jeszcze spotkamy...” o co mu chodziło? No jasne, że się spotkamy. Już ja o to zadbam... muszę tylko obmyślić strategię.

- Chodź! – Lena wyrwała mnie z rozmyślań ciągnąc za rękaw. Nie wiedząc, co się właściwie dzieje, dobiegłam do prujących na złamanie karku Carmen i Leny, odprowadzana zdziwionym wzrokiem uczniów i nauczycieli znajdujących się w sali. Zanim się obejrzałam, znalazłam się w naszym dormitorium. Każda z nas rzuciła się na swoje łóżko. Zdążyłam zauważyć leżącą na stoliku kartkę od Katie, informującą, że mamy na nią nie czekać, bo jest z Charliem, jak zwykle z resztą.

- On na ciebie leci... – zaśpiewała wdzięcznie Carmen.

- Skąd ta pewność?

- Lenuś, czy ona jest ślepa?

- Nie wiem, ale w tym wypadku wszystko na to wskazuje...

- hej!

- Młoda, na serio, to widać na kilometr! Ty się ciesz!!

- Ja się cieszę tylko wtedy, kiedy mam ku temu powód.

- Pogadamy później, trzeba się zbierać. Co teraz mamy??

- Eliksiry.

- Oooo jak cudownie!! – wrzasnęła Lena.

- Biedni Gryfoni...

Ruszyłyśmy do klasy Snape’a. Oczywiście spóźniłyśmy się, ale co to kogo obchodzi...? Przecież to kochany wujaszek Severus...Zdziwiło nas tylko, że był taki... dziwny. Wrzeszczał na wszystkich, bez wyjątku. Odjął nam 5 punktów, co w jego przypadku było naprawdę dziwne... Po lekcji podeszłam do niego. A szczęście zdążyłam się przesunąć, bo z wściekłości potrącił półkę z ciężkimi księgami, które z trzaskiem upadły na podłogę w miejscu, w którym stałam dwie sekundy wcześniej.

- Mam tego dość!! Jakiś […] się do niej podwala, a ona co?! Jej to imponuje!! Ja się zabiję!! Albo najpierw jego!!

Zaskoczył mnie ten nagły wybuch szczerości ze strony mojego ojca chrzestnego. Najgroźniejszego nauczyciela Hogwartu. Tego twardziela, szpiega Voldemorta.

- A.. tu cię boli... zakochałeś się.

- A BO JA WIEM?!

- Do czego to doszło... Zwykle to odjechani dorośli albo przyjaciele udzielają rad sercowych nastolatkom... no ale dobra.

- A w kim...? – buahaha, on myśli, że nie wiem? Ale jak już torturować, to na całego =D

- E... no w Liz... mojej pięknej, cudownej Elizabeth Jones.

- No dobra, dobra już się tak nie rozpływaj.

- Ale ona jest cudowna... a ten […] musiał mi ją podpieprzyć.

- A co to komórka, żeby ją podpieprzyć? Albo skarpetki?

- No nie, masz rację. – no co ty...

- Powiedz dokładnie o co chodzi może?

- Bo ten […] mi ją zajebał!

- A może konkrety?

Usłyszałam dziwny dźwięk, jakby para buchała z lokomotywy, zdaje się, że oczami... uszami wyobraźni...? Tak naprawdę to wujek Severusek wściekał się na samą myśl o „winnym”. Wreszcie coś wykrztusił. Z trudem, ale jednak.

- Weasley.

- Ten rudzielec?

- Młoda damo, to twój nauczyciel!

- Jeszcze przed chwilą był […]...- czy Snape jest pijany, czy mi się zdaje? Zaczyna mnie wkurzać.

- No dalej jest ale... no masz rację, to […] który nie nadaje się do niczego!! I jest rudzielcem!

- Hormony atakują...

- Co?

- Zmieniasz nastroje jak kobieta w okresie menopauzy...

- Minus...

- A-a-a... pamiętaj, że jestem w twoim domu... – przerwałam mu.

- A tak, racja. No ale może mi powiesz wreszcie, co ja mam do cholery zrobić?!

- Mnie się pytasz?

- No, a kogo, w końcu w tych czasach to młodzi są bardziej doświadczeni... – to mnie rozśmieszył. HAHAHA!! Taaaaaak, jasne...

- Hehe... tak jasne... heh... no dobra hehe mogę spróbować ewentualnie...

- No! Musisz mi się w końcu odwdzięczyć...

- Odwdzięczyć za co?

- Za... ee dowiesz się w swoim czasie.

- GADAJ.

- Powiem ci tylko, żebyś zrobiła się na... jak wy to mówicie, bóstwo, tak, chyba tak.... w każdym razie postaraj się wyglądać wystrzałowo, kiedy pójdziesz na ten dyżur do kuchni.

- Nie chwytam...

- To podskocz. A teraz do widzenia. – wywalił mnie za drzwi. MNIE! M N I E!!!!!! Faceci...!!

Wyszłam z gabinetu i po chwili, jednocześnie maksymalnie zdziwiona i wściekła jak osa znalazłam się w swoim dormitorium. Opowiedziałam Lenie i Carmen o tym, co się zdarzyło. Lena jak zwykle zareagowała histerycznym śmiechem, a Carmen, starając się zachować spokój, powiedziała:

- Może rzeczywiście przechodzi menopauzę...

- Hehe to możliwe ! – wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać. W moim przypadku jednak nie trwało to długo.

- Dziewczyny, coś mi tu nie pasuje. Gdzie Kate?

- Z Charliem, jak zwykle...

W tym momencie Lena zerwała się jak oparzona.

- NO TAK!! PRZECIEŻ JA MAM RANDKĘ!

- Co?! A to czemu my nic o tym nie wiemy?!

- E...?

- Dobra, nie czas na gadanie. Trzeba cię zrobić na bóstwo!

Przez kolejną godzinę przygotowywałyśmy Lenę. Udało nam doprowadzić się ją w bardzo krótkim czasie do wyglądu, dzięki któremu wszyscy chłopcy siedzący we wspólnym oglądali się za nią z podziwem.



Trzeba przyznać, że tego wieczoru złapałam gigantycznego doła. Dlaczego? To wszystko wina facetów. Oddaliła się już ode mnie jedna przyjaciółka, i wszystko wskazuje na to, że to samo stanie się z kolejną. Czy kiedyś zostanę sama? Dlaczego miłość i przyjaźń muszą tak boleć?

Dość szybko położyłam się spać. Nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam pamiętać o... samotności.








Autorka: Dryade

Opublikowane: 2005-10-23 (1019 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

POtzrebuje Pożyczki, zarobki na poziomie 2000zł
Potrzebuje pożyczki - kredytu - wysokość 10.000

SOHO
Jedno wielkie ZŁODZIEJSTWO. Nie polecam !!! Konta...

Szukam prywatnej pożyczki
Witam szukam prywatnej pożyczki gdyż jestem w bar...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 28 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.28 sekund
Page created in 0.284115 Seconds