STARTUJ Z HP NEWS! | DODAJ DO ULUBIONYCH | POLEĆ HARRY POTTER NEWS! | WSPÓŁPRACA Z HP NEWS | KONTAKT
Harry Potter - Newsy Harry Potter i Insygnia Śmierci Harry Potter - Artykuły Forum Harry Potter News Harry Potter News - księga gości Informacje o Harry Potter News  

Wiadomości: Książki Siódmy tom Filmy Wywiady Fan Fiction Fan Zone
HPNews.pl
   O stronie   Redakcja   K. Recenzentów   Kontakt   Prorok   Forum   Chat ()   FAQ   Prasa o nas   TOP 10   Mapa serwisu   Szukaj...
Menu
KsiążkiSiódmy tomFilmyPiąty filmGryHP NewsInneArchiwum
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaKsiążę PółkrwiInsygnia Śmierci
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon Feniksa

Książki:O książkachJ.K. RowlingA. PolkowskiMary GrandPreWydawnictwaJak powstał HP?Błędy autorkiCiekawostkiSłownik ZaklęćHP w liczbachCzarna MagiaKim jest R.A.B.?Czarna Seria
Filmy:O filmachReżyserzyProducentAktorzyUrodziny aktorówBłędy w filmach
Świat Magii:HogwartQuidditchCzarna MagiaMagiczne...?SmokiWMIGUROK
Twoje kontoE-kartkiPWRanking fanówFan FictionGaleriaPsychotestyQuizyFan MiesiącaDownloadWasze listyDowcipyLinkiWyślij newsaWyślij artykułDołącz do nas!
K. FilozoficznyK. TajemnicW. AzkabanuCzara OgniaZakon FeniksaQuidditch WC
 FORUM:Ogólna dyskusjaKsiążkiFilmyGryHarry Potter 6Harry Potter 7StronaFan FictionFan ArtInna twórczośćOff-Topic
Sponsorzy

Aktualnie brak

Login
Pseudonim

Hasło

Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
Cytat dnia

"Twoje przywiązanie to zwykłe tchórzostwo. Nie byłoby cię tu gdybyś nie miał dokąd pójść" - T. Riddle

Konkurs!
HPNews.pl organizuje konkurs na najlepsze opowiadanie fan-fiction. Pokaż swój talent! Napisz opowiadanie!

HPNews.pl » Artykuły » Fan Fiction » Hermiona i Draco


Hermiona i Draco

*** ***

Była północ. Draco Malfoy leżał w swoim dormitorium ze wzrokiem utkwionym w suficie. Nie miał prawdziwych przyjaciół. Wiedział o tym, Crabbe i Goyle trzymali się go tylko po to żeby przetrwać kolejny rok i nie zostać w tej samej klasie. Zdążył już przyzwyczaić się do tego, że nie ma takiej osoby, której mógłby się zwierzyć. Nie brakowało mu przyjaźni, chociaż nigdy jej nie zasmakował. Rzadko o tym myślał, więc i tym razem nie chciał martwić się długo. Po kilku minutach wreszcie udało mu się zasnąć.


--1--

Była północ. Draco Malfoy leżał w swoim dormitorium ze wzrokiem utkwionym w suficie. Nie miał prawdziwych przyjaciół. Wiedział o tym, Crabbe i Goyle trzymali się go tylko po to żeby przetrwać kolejny rok i nie zostać w tej samej klasie. Zdążył już przyzwyczaić się do tego, że nie ma takiej osoby, której mógłby się zwierzyć. Nie brakowało mu przyjaźni, chociaż nigdy jej nie zasmakował. Rzadko o tym myślał, więc i tym razem nie chciał martwić się długo. Po kilku minutach wreszcie udało mu się zasnąć.

Malfoya obudził dźwięk budzika o godzinie siódmej. Wstał, ubrał się i zszedł na śniadanie. W drodze do Wielkiej Sali minął się z Harrym Potterem i jego przyjaciółmi. Był w takim stanie, że nawet nie miał ochoty na kłótnię z nimi. Przeszedł obok nich nie mówiąc słowa. W głębi serca żałował trochę że przez te 6 lat spędzonych w Hogwarcie udało mu się pozyskać tak wielu wrogów. Właściwie wolałby wcale się z nimi nie poznać. „Ale się poznałem - jakżeby mogło być inaczej” - pomyślał Draco - „Potter, pogromca Voldemorta i ja, syn śmierciożercy - urocze towarzystwo” . Usiadł przy stole obok Crabbe’a. Popatrzył na pusty talerz przed nim, i po chwili stwierdził że i tak nie chce mu się jeść. Popatrzył na stół Gryfonów. Siedziała tam urocza trójca: Potter, rudzielec i szlama - jakże ich nienawidził. „Może za to że mieli prawo wybrać, po której są stronie w walce Voldemorta i Dumbledore’a?” - pomyślał przez chwilę, jednak zaraz odpędził od siebie tę myśl. „Takie myślenie nic nie zmieni” - stwierdził z goryczą „Zostanę śmierciożercą, jak mój ojciec, i już teraz trzeba się z tym pogodzić”. Malfoy wstał bez słowa i poszedł do swojego dormitorium. Lekcja transmutacji zaczynała się o dziewiątej. Draco usiadł z Crabbem i Goylem, jak zwykle, w ostatniej ławce.

--2--

- Malfoy idzie - szepnęła Hermiona do Harry’ego wychodząc z klasy transmutacji - ciekawe, jaką gadkę na dzisiaj wymyślił - Nic specjalnego, szlamo - odpowiedział Malfoy, który zdążył do nich podejść, i usłyszeć jej słowa - Nie nazywaj mnie szlamą! - Hermiona nie była w nastroju do żartów. Wyciągnęła różdżkę gotowa zaatakować Dracona. - Co, chcesz mnie „zaczarować”? - zakpił Malfoy - Zobaczmy, kto z nas jest lepszy! - sięgnął po swoją różdżkę - Expelliarmus! - krzyknęła Hermona - Bresteniotus! - w tym samym momencie powiedział Malfoy Nagle ich zaklęcia zderzyły się. W powietrze wzbiły się kłęby zielonego dymu, zakrywając wszystko. Przechodząca obok profesor McGonnagall musiałaby być ślepa i głucha, żeby tego nie zauważyć. -Clearrinmus - powiedziała spokojnie. Dym zniknął. Odsłonił poturbowanych Hermionę i Malfoya, leżących na ziemi. Malfoy cały pokryty był dziwnym zielonym śluzem, Hermiona dostała okropnej, fioletowej wysypki na twarzy. Wyraz twarzy profesor McGonnagall zmieniał się z każdą chwilą. Zaciekawienie przeszło w zdumienie, zdumienie w irytację, irytacja w złość, a złość we wściekłość.

- CO WY SOBIE WYOBRAŻACIE! KIEDY DOPROWADZICIE SIĘ DO PORZĄDKU MACIE OBOJE ZJAWIĆ SIĘ W MOIM GABINECIE! - Profesor McGonnagall rzadko traciła panowanie nad sobą, ale jeśli już, to stawała się wtedy naprawdę groźna - Doprawdy, nie spodziewałam się tego po tobie, Hermiono. - powiedziała i odeszła. Kiedy na miejsce wypadku przyszła pani Pomfrey, i doprowadziła Hermione i Malfoya do porządku, tłum gapiów, który zdążył się koło nich zebrać, nieco się przerzedził. Hermiona wiedziała jednak, że czaka ją teraz coś znacznie gorszego niż fioletowa wysypka - wizyta w gabinecie profesor McGonnagall.

--3--

- Chodzicie do szkoły już szósty rok, i przyznaję, nigdy nie darzyliście się wzajemnie sympatią, ale tym razem naprawdę przesadziliście. - Profesor McGonnagal siedziała za swoim biurkiem na przeciw Dracona i Hermiony. - Zaklęcia magiczne, kiedy zderzają się ze sobą mogą wyrządzić znacznie większe szkody, niż każde z nich z osobna, tym bardziej, że nigdy nie można przewidzieć, jakie będą skutki takiego zderzenia. Macie naprawdę dużo szczęścia, że nic poważnego wam się nie stało. Wykazaliście się jednak, oboje - profesor McGonnagall spojrzała wymownie na Hermionę, która spłonęła rumieńcem - ogromną nieodpowiedzialnością i kompletnym lekceważeniem regulaminu szkoły. Na razie jeszcze nie wiem, jak was ukarać, ale wiedzcie, że z pewnością poniesiecie konsekwencje. Będę musiała to uzgodnić z profesorem Snape'm - profesor znów spojrzała z wyrzutem na Hermionę - Pójdziecie teraz do swoich dormitoriów, a jutro dowiecie się, jaka kara została dla was przewidziana. Do widzenia. Malfoy i Hermiona odwrócili się i ruszyli w stronę drzwi. - Hermiono! - zawołała profesor McGonnagall - pozwól tu jeszcze na chwilkę - dodała łagodniejszym głosem. - Tak, pani profesor? - Musisz wiedzieć, że kiedy nauczyciele dowiedzieli się o tym incydencie, i nie wiedzieli jeszcze kto brał w tym udział zadecydowali karę w postaci wydalenia ze szkoły. Jednak twoje oceny i dotychczasowe zachowanie zostały uznane jako argumenty za tym, byś dalej uczyła się w Hogwarcie. Niestety - zawiniłaś na równi z Malfoyem i nie możemy go wyrzucić, jeśli ty zostajesz - dodała profesor półgłosem. Hermiona wyszła z gabinetu i poszła do pokoju wspólnego gryfonów, żeby opowiedzieć o wszystkim Ronowi i Harry'emu. - Chcieli cię wywalić ?! - oburzył się Ron - Kto by wtedy podwyższał średnią ocen szkoły? - Przestań, Ron, to nie jest śmieszne - zaperzyła się Hermiona - Mam szczęście że jeszcze tu jestem - Tylko ciekawe, jaką karę dla was wymyślą... - Nie wiem. Ale myślę że będzie to coś gorszego niż zwykły szlaban.

--4--

Następnego dnia, po śniadaniu profesor McGonnagall powiedziała Hermione i Draconowi, jaką karę dostaną. - Macie szlaban przez 2 miesiące na wycieczki do Hogsmeade, ale nie myślcie że to cała wasza kara. Oprócz tego razem wyczyścicie wszystkie puchary w Sali Reprezentacyjnej. Aha, i jeszcze jedno, po świętach dowiecie się, co jeszcze będziecie musieli zrobić. To wszystko. Puchary macie wyczyścić w tym tygodniu, pan Filch zgodził się tego dopilnować. - Dobrze, profesor McGonnagall - powiedziała słabym głosem Hermiona.
--5--

Hermiona w milczeniu polerowała puchar z uchwytami w kształcie mioteł , na którym wygrawerowane było „Dla Allana Dravestone’a za złapanie złotego znicza w pierwszej minucie meczu – 1976 rok ”. Dziewczyna zamyśliła się. Właściwie teraz trochę żałowała że zaatakowała Malfoya, w końcu miała za sobą już 20 wypolerowanych pucharów, a przed sobą drugie tyle. „Hmm, czyli kara poskutkowała” – pomyślała Hermiona, uśmiechnęła się ironicznie do siebie samej i odłożyła lśniący puchar z powrotem na półkę. Malfoy zdążył wyczyścić dziesięć pucharów – połowę z tego, co Hermiona.

- Hej! Może łaskawie się pospieszysz, co? W końcu przez ciebie tu jesteśmy! – oburzyła się Hermiona, widząc Malfoya, który odłożywszy jedenasty puchar usiadł na krześle w kącie Sali i zabrał się za czytanie gazety „Magiczne Newsy”.

- Przeze mnie ?! – oburzył się Malfoy – a kto mnie zaatakował? Chyba raczej ty, szlamo!!!

- Nie nazywaj mnie szlamą – Hermiona miała ochotę jeszcze raz trafić w niego zaklęciem, ale spojrzała na wszystkie puchary, które miała jeszcze wypolerować i się opanowała.

- A bo co, może nie jesteś szlamą ? – zakpił ślizgon

- Wolę być szlamą niż mieć ojca śmierciożercę !!! – wypaliła Hermiona patrząc Malfoyowi w oczy, najbardziej zabójczym spojrzeniem, na jakie było ją stać.

Malfoy wstał.

- MÓJ OJCIEC NIE JEST ŚMIERCIOŻERCĄ !!! – krzyknął Draco, choć tak naprawdę zdał sobie sprawę że kłamie, kłamie właśnie dlatego, że wstydzi się być synem śmierciożercy.

- Czyżby? – ze złośliwym uśmiechem spytała Hermiona – Tak, jasne, na pewno nie jest, pewnie wprost trzęsie się z ochoty spotkania się z jego przyjaciółmi, aurorami…

- PRZESTAŃ!!! – Malfoy czuł się naprawdę okropnie

- NIE! NIE PRZESTANĘ! – podniosła głos Hermiona – A wiesz czemu? Dlatego że ty nigdy jakoś nie chciałeś przestać nazywać mnie szlamą.

Malfoy nie wiedział co odpowiedzieć. Czuł się strasznie, nigdy wcześniej nie pomyślałby, jak bardzo słowa mogą ranić. A najgorsze było to, że mówiła prawdę. Prawdę, którą zawsze chciał ukrywać, o której na zawsze chciał zapomnieć. Ale nie mógł. Ciągle spotykał śmierciożerców, którzy przychodzili do jego ojca, i choć nikomu tego nie mówił, za każdym razem miał nadzieję, że już nie wrócą. Przypomniał sobie rozmowę, którą przeprowadził z ojcem we wakacje. „Wiesz Draco, znam cię dobrze” – powiedział Lucjusz Malfoy – „i wiem że chcesz tak jak ja zostać kiedyś sługą Czarnego Pana”. Draco wzdrygnął się. „Czy aby na pewno tak dobrze mnie znasz?” – pomyślał. „Może już niedługo będę mógł cię zabrać na spotkanie śmierciożerców, we ferie, na przykład” – kontynuował ojciec Dracona – „Tak, we ferie się z nim spotkasz, synu”- zakończył. A Malfoy aż wzdrygnął się na myśl, o kim mówił jego ojciec, używaj ąc słów „z nim”.

Hermiona, stojąc przy oknie, polerowała srebrny puchar. Właściwie polerowała ten sam puchar już od dwudziestu minut. Zauważyła, jakie wrażenie na Malfoyu wywarły jej słowa. Zastanawiała się, dlaczego zaprzeczył. Spodziewała się zupełnie czegoś innego, że będzie z tego dumny, albo chociaż to potwierdzi. A on zaprzeczył. I chyba naprawdę się przejął. Gryfonka oderwała wzrok od granic Zakazanego Lasu, które znajdowały się za oknem. „W każdym razie trzeba skończyć z tymi pucharami” – stwierdziła w myśli i już więcej nie zastanawiała się nad Malfoyem, który zdążył zabrać się do pracy, i kończył już czyścić swój przydział pucharów.

- Dobra – powiedziała Hermiona odkładając srebrny puchar – dziś już i tak nic więcej nie zrobimy, te puchary są za wysoko, żeby je dosięgnąć – spojrzała na czterometrową półkę, z pucharami, której dolna połowa lśniła czystością. – Trzeba będzie załatwić jakieś drabinki, albo coś w tym stylu.

- Nie możesz ich ściągnąć za pomocą magii? – zapytał ślizgon -Mogę. Ale są z kryształu. Najcenniejsze i najbardziej reprezentacyjne. Gdyby któryś z nich się rozbił… - Hermiona aż wzdrygnęła się na myśl, co wtedy zrobiłaby z nią profesor McGonnagall

- Jak sobie chcesz. Dla mnie to nawet lepiej. – powiedział Malfoy i obróciwszy się na pięcie, wyszedł z Sali Reprezentacyjnej.

--6--

Nazajutrz Draco zaraz po śniadaniu udał się do sekretariatu, żeby wpisać się na listę uczniów, którzy pozostają na ferie w Hogwarcie. Wymyśli jakiś sensowny powód, dla którego został, i wytłumaczy to ojcu. „Wszystko lepsze niż spotkania śmierciożercow” – pomyślał i wpisał na listę swoje nazwisko. Już miał odchodzić, ale zerknął jeszcze, chcąc sprawdzić z kim będzie spędzać w Hogwarcie ferie. Lista była długa, ponieważ wpisywał się w ostatnim dniu, w którym można było jeszcze to robić. Na ostatniej stronie listy, przed jego nazwiskiem widniały wpisy:

„ G. Goyle – Slytherin

R. Crabbe – Slytherin

E. Meadow – Ravenclaw

H. Faulkner – Gryffindor

P. Parkinson – Slytherin

H. Granger – Gryffindor

S. Brown – Hufflepuff

J. Hooker – Ravenclaw”

“A więc Granger zostaje.” – pomyślał.

--7--

Filch prowadził Dracona i Hermionę do Sali Reprezentacyjnej, wlokąc za sobą dwie drabinki. „Drabinek im się zachciewa, Pani Norris, drabinek” – mruczał pod nosem do swojego czarnego kota.

- Dobra, wchodźcie. – powiedział woźny do Dracona i Hermiony, otwierając drzwi Sali Reprezentacyjnej – No, szybciej! Nie będę na was tracić całego dnia. Weszli do Sali. Zdecydowali, że najpierw zdejmą puchary z pólek a potem będą je czyścić. Draco właśnie zdejmował ostatni puchar, kiedy usłyszał głos Hermiony.

- Musisz mi pomóc to ściągnąć - powiedziała, wskazując na najwyższą półkę, na której stał kryształowy puchar wielkości beczki. – Jest za wysoko.

- Dobra, ja to wezmę i ci podam, a ty postawisz na ziemi – zgodził się niechętnie Malfoy, i podszedł do półki z pucharem. Draco sam ledwo go dosięgał, końcami palców próbował przybliżyć puchar na kraj półki. Puchar powoli przesuwał się w stronę ślizgona. Draco spróbował go chwycić i znieść na ziemię, ale puchar był ciężki i nagle wyślizgnął mu się z rąk.

- ŁAP TO! – krzyknął do Hermiony.

Puchar był kryształowy. Bez wygrawerowanych wzorów – po prostu śliski, a na dodatek ciężki. Hermiona próbowała go złapać ale nie miała szans. Rozległ się brzdęk, i po wielkim pucharze został tylko proszek drobinek kryształu na posadzce. Hermiona i Draco przez chwilę nic nie mówili, tylko przyglądali się resztkom pucharu.

- CO TY NAJLEPSZEGO ZROBIŁEŚ !?!? – krzyknęła w końcu gryfonka

- JA !? CHYBA RACZEJ TY!!!! MOGŁAŚ TO ZŁAPAĆ! PO ZA TYM TO BYŁ PUCHAR, KTÓRY TY MIAŁAŚ CZYŚCIĆ! – oburzył się ślizgon

- JAK MIAŁAM TO ZŁAPAĆ, IDIOTO?!

Ich kłótnię przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do komnaty weszła profesor McGonnagall. Hermiona jęknęła cicho, a Malfoy zrobił się jeszcze bardziej blady niż zwykle.

- Przyszłam sprawdzić, co tu się… - profesor zatrzymała wzrok na szczątkach pucharu, jej twarz powoli zmieniała wyraz – CO TO JEST?! – powiedziała przez zęby – ZBILIŚCIE NAJWIĘKSZY PUCHAR!!! PUCHAR Z ROKU 1256! ZABYTKOWY! – McGonnagall opadła na krzesło – KTO TO ZROBIŁ? MÓWCIE SZYBKO, KTÓRE Z WAS!

- On

- Ona – powiedzieli jednocześnie Hermiona i Malfoy

- NIE DROCZCIE SIĘ ZE MNĄ!!!!!!! – powiedziała profesor takim tonem, że uczniom zrobiło się ciemno przed oczami. – PROSZĘ IŚĆ ZA MNĄ! DYREKTOR Z WAMI POROZMAWIA!

--8--

Hermiona i Malfoy szli za profesor McGonnagal do – jak się domyślili – jej gabinetu. Na korytarzu minęli Harryego i Rona.

- Co… - zapytał zaskoczony Harry Hermionę

- Lepiej nie pytaj - odpowiedziała

Profesor McGonnagall kazała im wejść do swojego gabinetu.

- Czekajcie tutaj, dopóki nie wrócę. – powiedziała Minęło piętnaście minut, a profesor jeszcze nie przyszła.

- Wywalą nas – powiedziała Hermiona – na pewno

- Ciebie na pewno nie. Mnie pewnie wywalą.

- Dlaczego niby nie mieli by mnie wywalać? – zdziwiła się szczerze Hermiona

- Nie wiesz? Przecież to oczywiste. Popatrz: ty jesteś po ich stronie, ja po tej drugiej, ty przynosisz szkole zaszczyty, ja w odwrotną stronę, ty jesteś w Gryffindorze a ja w Slytherinie. Mają świetną okazję żeby się mnie pozbyć.

- Nie wywalą cię. Chyba że chcą, żeby twój ojciec zburzył Hogwart i zamknął Dumbledore’a w Azkabanie. – zakpiła Hermiona

- Daj spokój. Moj ojciec? On…

Ale Malfoy nie dokończył, bo właśnie w tej chwili do gabinetu weszli profesor McGonnagall i profesor Snape. „Nie wyglądają na wesołych” – pomyślała Hermiona.

- Zniszczyliście dzisiaj najlepszy puchar szkolny. – Zaczął Snape. – I dlatego musicie ponieść poważną karę.

- Zwłaszcza, że nie odpokutowaliście jeszcze za swoje ostatnie przewinienia – dodała profesor McGonnagall – Uznaliśmy jednak że i tym razem nie wydalimy was ze szkoły.

- Jednak staraliśmy się dobrać wam taką karę, która poskutkuje i dzięki której nie będzie już z wami problemów. – dopowiedział Snape

- Po pierwsze – powiedziała profesor – pójdziecie razem na Bal.

- Na bal?!

- Dlaczego!? – oburzyli się Draco i Hermiona

- Oboje jesteście prefektami. I macie dawać innym przykład przyjaźni pomiędzy domami! Ta decyzja jest nieodwołalna, pójdziecie razem, albo pożegnacie się na zawsze z Hogwartem. – powiedział Snape, ze swoim złośliwym uśmiechem patrząc na Hermionę.

- Druga część kary…- zaczęła McGonnagall

- Druga część ?! – przerwał jej Malfoy

- Dokładnie. – ucięła profesor – A więc druga część kary jest taka. We ferie przeprowadzamy remont i konserwacje domów i dormitoriów. Wszyscy uczniowie, którzy zostają będą mieszkać w dwu, trzy, i czteroosobowych pokojach dla gości. Będziecie mieszkać razem.

- Nie! – krzyknęli jednocześnie Draco i Hermiona

- Tak. Oboje zadeklarowaliście się zostać w szkole na ferie – sprawdziłam to.

- Ale jak to? Mamy mieszkać w jednym pokoju?! – zapytała Hermiona

- No, może nie dosłownie w jednym, ale obok siebie

- To niemożliwe – żachnął się Malfoy

- A jednak. Do widzenia – powiedziała profesor McGonnagall i gestem wskazała im drzwi.

--9--

Pierwszy dzień ferii. Większość uczniów oczekiwała go z utęsknieniem, jednak Hermiona do nich nie należała. Okazało się że ma mieszkać z Malfoyem w pomieszczeniu, w którym znajdował się kominek, fotele, stół i tak dalej, i z którego prowadzą drzwi do dwóch sypialni. Hermiona zabrała swoje rzeczy i weszła do sypialni po prawej stronie komnaty. Znajdowała się tam nieduża szafka, fotel, i oczywiście, łóżko. Obraz, który wisiał na ścianie obok okna przedstawiał pustą łąkę. Hermiona domyślała się, że pewnie mieszkaniec tego obrazu udał się na przechadzkę. Gryfonka rozpakowała swoje rzeczy, i wyszła z powrotem do środkowej komnaty. Zastała tam Malfoya. Siedział na fotelu przed kominkiem. Kiedy weszła, odwrócił się.

- Mogę się ciebie o coś zapytać? – zaczął

- Hmm… Zależy o co.

- Dlaczego myślisz, że moja rodzina to śmierciożercy?

- Dlaczego?! To oczywiste. Spójrz na swojego ojca. Zrobiłby wszystko, żeby usunąć Dumbledore’a z tej szkoły. A po za tym… - Hermiona ugryzła się w język. Nie powinna tego mówić, ale w czwartej klasie, kiedy Harry walczył z Voldemortem, usłyszał wśród zebranych nazwiska: Crabbe, Goyle, Malfoy…

- „Po za tym” co? – kontynuował Draco

- Nic.

- Posłuchaj… Może i mój ojciec jest śmierciożercą, ale to nie znaczy że ja nim jestem

- Poddaństwo Voldemortowi przeważnie przechodzi z pokolenia na pokolenie.

- „Przeważnie” to nie to samo co „zawsze”. – Malfoy mówił patrząc w kominek – Nigdy nie chciałem być sługą Sama – Wiesz – Kogo. Mogę ci to powiedzieć bo i tak mi nie uwierzysz. – dodał po chwili

- Masz rację – zakończyła Hermiona – nie wierzę.

--10--

Bal miał zacząć się o pierwszej. Choć była dopiero ósma rano, Hermiona wstała, i stwierdziła, że trzeba zacząć się ubierać. „Ciekawe czy w ogóle cokolwiek znajdę w tym bałaganie” – pomyślała, patrząc na stos różnych rzeczy, które zniosła tu wczoraj ze swojego dormitorium. Po pewnym czasie udało jej się dokopać, do sukni, którą już we wakacje kupiła na ten bal. Szczerze mówiąc, spodziewała się iść z kim innym niż Malfoy, ale cóż, może jakoś to będzie. Sukienka była naprawdę śliczna, przywieziona z wakacji w Norwegii. Właściwie nigdy by nie pomyślała, że kupiono ją w Norwegii – gdyby sama tego nie zrobiła. Sukienka nawiązywała raczej do kultury chińskiej – długa po kostki, ze lśniącej czerwonej tkaniny, z motywem smoka wyhaftowanym u dołu. No i cena była okazyjna. Hermiona zastanawiała się tylko, jaka fryzura może pasować do takiej „chińskiej” sukni. W końcu zdecydowała się upiąć kok i włożyć do niego dwie długie, drewniane szpilki do w łosów.

Jak się okazało, nie wstała za wcześnie. Przygotowania zajęły jej bagatela cztery godziny, ale wyglądała cudownie – musiała to przyznać sama przed sobą – i czuła się z tym świetnie.

--11--

Malfoy właśnie zbierał się do wyjścia, była w końcu już za piętnaście pierwsza. Trochę się spóźniał – ale cóż - wstał dopiero o dwunastej, nie miał zamiaru nie skorzystać z okazji dłuższego spania. „Dobra, chyba wszystko” – pomyślał i wyszedł.

- Nareszcie! – usłyszał oburzony głos Hermiony. Siedziała w fotelu w długiej, czerwonej sukni. Wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle.

- To ty?! – zapytał Malfoy, zanim zdążył się powstrzymać

- Nie, to nie ja, to Krwawy Baron – powiedziała Hermiona obdarzając Dracona morderczym spojrzeniem – Nie mam zamiaru się przez ciebie spóźnić na bal.

- No to chodźmy – powiedział Malfoy i ruszył w stronę drzwi.

--12--

- Nie sądzisz, że wszyscy się na nas patrzą? – spytała ironicznie Hermiona, trzymając Malfoya pod ramię, stojąc z nim, resztą prefektów, i innych zasłużonych uczniów przed wejściem do Wielkiej Sali.

- Nie, popatrz – wskazał stół Hufflepuffu – ten, który śpi z twarzą na talerzu, na pewno nawet nas nie zauważył. – powiedział z uśmiechem Hermiona zaśmiała się. Faktycznie, chyba ktoś z tego domu nie wyspał się w nocy.

Nagle zgasły wszystkie świeczki, a po chwili niektóre z nich zapłonęły czerwonymi płomieniami, tworząc przyjemny, ciepły nastrój. Prefekci para za parą wchodzili na parkiet i zaczynali tańczyć w rytm powolnej ballady Fatalnych Jędz. Kiedy przyszła kolej na Dracona i Hermionę, postarali się, jak najdyskretniej oddalić się, każdy w stronę stołu swojego domu. Nie udało się. Profesor McGonnagall to zobaczyła i podeszła do nich.

- Dlaczego ze sobą nie tańczycie?! – mówiła dziwnym tonem; szeptała, a jednocześnie krzyczała

- Ale przecież mieliśmy tylko PÓJŚĆ razem na bal. I poszliśmy. – żachnął się Malfoy.

- Macie zatańczyć! – powiedziała krzykliwym szeptem McGonnagall – i to teraz, bo teraz powinni tańczyć wszyscy prefekci. – stwierdziła, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę stołu nauczycieli.

- Wspaniale – powiedziała Hermiona z miną człowieka, który zbyt długo przebywał w jednym pomieszczeniu z setką Dementorów.

--13--

- Dobrze, że przynajmniej zgasili te światła. – powiedziała Hermiona do ramienia Malfoya, które miała przed twarzą – Nikt nie widzi, że z tobą tańczę

- I tak cała szkoła od miesiąca plotkuje o tym, że idziemy razem na bal. - Draco powoli obracał się do rytmu muzyki, z Hermioną w ramionach.

Piosenka była wolna. Hermiona wtuliła twarz w szatę Malfoya. Właściwie wcale nie żałowała, że z nim tańczy. Chociaż była o to zła na siebie, musiała przyznać w myśli, że całkiem jej się to podoba.

--14--

Draco siedział przy stole Slytherinu, rozgrzebując widelcem zimne spaghetti. Zastanawiał, się, gdzie mogła pójść Hermiona, odkąd wyszła na dwór, godzinę temu, jeszcze się nie pojawiła.

- Nie jesz? – zapytał Goyle, wskazując na makaron z sosem – Mogę?

- Masz. – Malfoy przesunął talerz w stronę ślizgona. – Nie jestem głodny.

- Oś ię ało? – zapytał Goyle, z pełnymi ustami

- Nic się nie stało. Jestem zmęczony. – Skłamał Draco – Goyle?

- No?

- Cieszysz się z tego, że będziesz śmierciożercą? – zapytał Malfoy obserwując świąteczną serwetkę, leżącą na stole

- Jasne! No wiesz, z drugiej strony trzeba mieć naprawdę kupę odwagi żeby...

- ...płaszczyć się przed silniejszym – mruknął pod nosem Draco

- Mówiłeś coś? – zapytał głupkowatym tonem Goyle

- Tak. Idę się przejść. – powiedział Malfoy - Możesz zjeść mój pudding – dodał, patrząc na Goyla, który jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jedzenie.

--15--

Draco po wyjściu z Wielkiej Sali udał się do swojej sypialni. Miał po dziurki w nosie podpierania ściany, wśród denerwującej muzyki, zwłaszcza że zeszłej nocy poszedł spać dopiero o czwartej nad ranem, a wstać musiał – jak zwykle o siódmej. Kiedy wszedł do komnaty, zobaczył Hermionę, która stała przed oknem i wpatrywała się w zamglone granice Zakazanego Lasu. Malfoy stanął obok niej, obserwując duże płatki białego śniegu, które spadały za oknem.

- Coś cię gryzie. – powiedział szeptem – Dlaczego nie jesteś na dole?

- Nie prawda. Nic mi nie jest – Hermiona uciekła wzrokiem w stronę krajobrazu za oknem – Po prostu nie mam ochoty tam siedzieć.

- Nie chcesz to nie mów. – Malfoy wzruszył ramionami – Ale nie uwierzę że tak, po prostu siedzisz tutaj z takim wyrazem twarzy i naprawdę nic ci nie jest. – Draco odszedł od okna.

- Poczekaj, nie o to mi chodzi. No wiesz, przyznaję… jest mi smutno i w ogóle, ale naprawdę nie wiem dlaczego! – Hermina zaśmiała się, słysząc własne słowa

- Jesteś niemożliwa. – uśmiechnął się Draco, i odszedł do swojej sypialni.

--16--

Następnego dnia ferii Hermiona z samego rana ubrała się i poszła na spacer na błonia. Dzień był słoneczny, nie padał śnieg. Kiedy wyszła na podwórko, zobaczyła, że Harry i Ron właśnie biją się na śnieżki. Podeszła do Rona i wpakowała mu wielka śnieżną kulkę za kołnierz kurtki.

- Aaaaaaa – wrzasnął Ron – Oszalałaś?!

- Dobrze ci tak – zadrwił Harry – Jak się żyje z Malfoyem? – zwrócił się do Hermiony

- Chodźmy do Hagrida – Hermiona zmieniła temat – Dawno u niego nie byliśmy.

- Jak chcesz. – powiedział Ron – Trzeba go tylko ostrzec że niezrównoważona psychicznie gryfonka wrzuca ludziom śnieg za kołnierze. – zaperzył się – Co ty?! Nieeee!!!! – dodał, gdy zobaczył, że Hermiona zamierza rzucić w niego jeszcze większą śnieżką niż przed chwilą.

--17--

Draco obserwował z okna Hermionę, Rona i Harry’ego, którzy rzucali w siebie nawzajem śnieżkami, idąc do chatki Hagrida. Naprawdę żałował, że nigdy nie miał prawdziwych przyjaciół. Nie liczył, oczywiście, Crabbe’a i Goyle’a, którzy, chociaż chodzili za nim jak cienie, krok w krok, raczej rzadko z nim rozmawiali, a jeśli już – to o tematach które najbardziej lubili – takich jak na przykład jedzenie. Malfoy właściwie od zawsze szukał kogoś na tyle inteligentnego, a jednocześnie zaufanego, żeby móc mu powierzyć kilka swoich sekretów, które leżały mu na sercu odkąd zrozumiał że jest jedyną osobą w swojej rodzinie, która nigdy nie pragnęła bycia śmierciożercą. Spojrzał jeszcze raz na Hermionę, która właśnie oberwała od Rona wielką, śnieżną kulką. „Jest inna, niż myślałem” – powiedział cicho do siebie.

--18--

Malfoy ubrał się i wyszedł na błonia. Nie miał ochoty siedzieć w zamku, podczas gdy wszyscy, którzy zostali w Hogwarcie na ferie spędzali swój wolny czas na podwórku. Pogoda była idealna – śnieg skrzypiał pod butami, a jasno świecące słońce odbijało każdy płatek śniegu. Zakazany Las wyglądał naprawdę niewinnie pod pokrywą białego puchu, na tle bezchmurnego nieba. Hermiona, Harry i Ron właśnie wracali, przez błonia, z chatki Hagrida. Draco poszedł w drugą stronę, i zaczął ich obserwować zza bijącej wierzby. Po kilku minutach Harry i Ron weszli do zamku, natomiast Hermiona wracała się z powrotem do chatki Hagrida. Malfoy wyszedł zza bijącej wierzby i zrobił wielką śnieżkę...

--19--

- Aaaa!!! Kto to zrobił?! – wrzasnęła Hermiona otrzepując się ze śniegu i rozglądając wokół, poszukując winnego.

- Wesołych świąt! – krzyknął Malfoy, i nie mogąc już dłużej wytrzymać, zaczął się histerycznie śmiać.

- To ty?! – oburzyła się Hermiona – No to mnie popamiętasz!!! – podniosła z ziemi trochę śniegu i ruszyła w stronę ślizgona.

- Nie! Nie! – wrzeszczał Malfoy, który leżąc na ziemi wciąż nie mógł przestać się śmiać. – Aaaa!!! Potwór chce mnie zaaaabić!!!

Hermiona, bięgnąc w stronę Malfoya, podniosła z ziemi jeszcze więcej śniegu i przyspieszyła kroku. Była już tuż obok ślizgona, kiedy ten nagle złapał ją za nogę. Runęła jak długa na śnieg.

- Oszalałeś?! – zapytała i rzuciła mu w głowę śniegiem, który jeszcze trzymała w ręce.

- Nie! Przestań! Proszę! – śmiech Malfoya wydawał się stłumiony spod warstwy śniegu, którą miał na twarzy.

--20--

Nazajutrz rano Hermiona wstała bardzo wcześnie. Usiadła przed kominkiem i zaczęła czytać książkę. Po chwili ze swojej sypialni wyszedł Malfoy. Miał, jak wydawało się Hermionie, bardzo dziwny wyraz twarzy. Zanim zdążyła się opanować, zorientowała się że jej własna twarz wyraża co najmniej zdziwienie.

- Co się gapisz szlamo? - rzucił Malfoy, wprawiając Hermionę w stan kompletnego osłupienia. Właściwie nie miała pojęcia, o co mu chodzi.

Spojrzała na niego pytającym spojrzeniem, a nie uzyskując żadnej odpowiedzi, spytała z oburzeniem:

- Ja się gapię?! Dlaczego się gapię?! Po to mam oczy żeby się gapić! - wstała i odeszła do swojej sypialni trzaskając głośno drzwiami.

--21--

Hermiona ciągle zastanawiała się, dlaczego ni stąd ni zowąd Malfoy zaczął wyzywać ją od szlam. To była ostatnia rzecz, której mogła się spodziewać. Wprost przeciwnie - wydawało jej się, że ostatnio Draco stał się mniej denerwujący, wręcz uprzejmy. Nie nazwał jej szlamą od czasu, gdy razem polerowali puchary, a to przecież było dość dawno. I właściwie, dokładnie w momencie, gdy zaczynała myśleć o nim, jak o całkiem równym gościu, on udowodnił, że jednak dalej jest, taki jaki był. Mówiąc szczerze, czuła się nim lekko zawiedziona.

--22--

Przez cały dzień Malfoy traktował Hermionę jak najgorszego wroga. Za każdym razem, kiedy mijał ją na korytarzu, wygłaszał pod jej adresem różne obelgi. Po za tym, cały czas snuł się po Hogwarcie w towarzystwie Crabbe’a i Goyle’a, czego przecież, ostatnio w ogóle nie robił.

Hermiona jednak nie spodziewała się po nim wiele więcej. Zawsze taki był, i pewnie - jak stwierdziła - zawsze już taki będzie.

Gryfonka poszła spać w zdecydowanie nienajlepszym humorze

--23--

Rano, kiedy Hermiona wstała, poszła do pokoju wspólnego. Siedział tam na kanapie Malfoy, patrząc tępym wzrokiem w kominek. Kiedy gryfonka usiadła na jednym z foteli powiedział „Cześć” nie odrywając wzroku od płomieni.

Hermiona nie często wpadała w złość, ale jeśli już, to naprawdę porządnie. A Draco, który przez cały wczorajszy dzień ją obrażał, a teraz, jak gdyby nigdy nic, mówi jej po prostu „cześć” był dla niej wystarczającym powodem żeby to zrobić. Przez kilka sekund stała w milczeniu, bo była tak na niego zdenerwowana, że nie wiedziała, co powiedzieć. Malfoy, patrzący w ogień, nawet nie zauważył jej reakcji.

- Cześć?! Cześć?!!! – krzyknęła po chwili – Odbiło ci?!

Przecież cały wczorajszy dzień uważałeś że jestem szlamą, której nie warto mówić cześć!!! A teraz nagle taki miły jesteś?! Tylko że pewnie zaraz ci się odmieni i znowu zaczniesz mnie obrażać!!! – Gryfonka odwróciła się na pięcie i poszła w stronę drzwi do swojej sypialni.

- Poczekaj!!! – Malfoy pobiegł za nią i złapał ją za rękę – Muszę ci coś powiedzieć

- No to słucham – powiedziała Hermiona przez zaciśnięte zęby

- Wczoraj to... niezupełnie byłem ja. – Malfoy spojrzałna podłogę, spodziewając się wybuchowej reakcji dziewczyny.

- Nie ty?! – Zaczęła go przedrzeźniać gryfonka – Więc niby kto?! Święty Mikołaj?! – dziewczyna była naprawdę zdenerwowana

- O Rany, daj spokój, Hermiona – Malfoy spojrzał jej prosto w oczy – Wczoraj nie było mnie w zamku. Ktoś inny wypił eliksir wielosokowy… - Nagle zrobiło się cicho. Oczy Hermiony otwierały się coraz szerzej i szerzej…

- Ale dlaczego? – spytała już zupełnie spokojnie, szeptem gryfonka. Właściwie domyślała się odpowiedzi.

Malfoy podniósł do góry prawy rękaw swojej szaty. Na jego przedramieniu widniał tatuaż w kształcie czaszki i węża – symbol śmierciożerców. To oznaczało, że teraz jest jednym z nich.

- O Boże… - Hermiona cofnęła się o trzy kroki. Nagle zdała sobie sprawę, że Malfoy stał się właśnie prawdziwym sługą Voldemorta. Jednym z tych, którzy zabili rodziców Harry’ego, z którymi dwa lata temu walczyli członkowie Zakonu Feniksa. Przez których zginął Syriusz… Gryfonka spojrzała na Dracona. Miał prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, wczoraj skończył osiemnaście lat, więc był pełnoletni, no i do tego był śmierciożercą. I Hermiona, chcąc nie chcąc, musiała przyznać się przed sobą, że się go po prostu boi.

Zrobiła odruchowo jeszcze kilka kroków w tył. Wiedziała, że po jej twarzy widać, że jest przestraszona.

- Posłuchaj… – zaczął Malfoy. Ostatnią rzeczą, którą by pomyślał o Hermionie, było to, że ona mogłaby się go przestraszyć. - Ja tego nie chciałem…

- To już nie jest moja sprawa – powiedziała Hermiona nie patrząc mu w oczy i odeszła do swojej sypialni.

--24--

Hermiona leżała, patrząc w sufit, nie mogąc zasnąć. Zastanawiało ją tylko jedno: dlaczego Malfoy powiedział jej o tym, że jest śmierciożercą.

Przecież ona nie była po stronie Voldemorta, więc w każdej chwili mogłaby go wydać. A wtedy czekałoby na niego już tylko więzienie w Azkabanie. Jednak coś między Hermioną a Malfoyem zmieniło się w ciągu ostatnich kilku dni, i gryfonka dobrze o tym wiedziała. Ich stosunki, z otwartego konfliktu, zmieniły się w całkowitą tolerancję, a ostatnio nawet przyjaźń. I Hermionie coraz gorzej wychodziło udawanie przed Harrym i Ronem, że nie lubi Malfoya, a jednocześnie nie wyobrażała sobie, żeby oni mogli go chociaż trochę polubić.

--25--

Malfoy chodził po ulicach Hogsmeade (profesor McGonnagall zgodziła się odwołać szlaban na czas świąt), szukając bożonarodzeniowych prezentów. Co roku było to dla niego najgorszą męką. Nigdy nie wiedział co kupić.

Przystanął przed wystawą sklepu ze śmiesznymi rzeczami Freda i George’a Weasleyów.

Przyglądał się właśnie „Wielkiemu Śpiewającemu Słonecznikowi”, który, w gruncie rzeczy, wcale nie wyglądał, jakby miał ochotę śpiewać, kiedy kątem oka zauważył Hermionę wchodzącą do „Sklepu z Upominkami”. Nie miał ochoty z nią rozmawiać, zwłaszcza, że od wczoraj zdawała się go unikać. Nie rozmawiała z nim, przechodząc przez pokój wspólny, mijała go bez słowa na korytarzu.

Wiedział, że to wszystko z powodu śmierciożerców. „Czyli właściwie z mojego powodu” – pomyślał. Coraz bardziej przyzwyczajał się do myślenia o sobie jako o śmierciożercy, chociaż nie było mu łatwo. Właściwie, miał nadzieję że Hermiona go zrozumie. Była jedyną osobą, któr ej powiedział, że nie chce być śmierciożercą, więc tylko ona mogła go zrozumieć. A mimo wszystko tego nie zrobiła. Zawiódł się na niej, jednak był jakoś dziwnie spokojny o to, że Hermiona go nie wyda.

Malfoy w końcu zdecydował się kupić dwie lipne różdżki dla Crabbe’a i Goyle’a, więc wszedł do sklepu. Fred i George, jak zwykle, kiedy był w ich sklepie, traktowali go jak powietrze. Właściwie wiedział, że jedynym powodem, dla którego mu nie docinają, jest to, że zamierzał coś u nich kupić. Podszedł do lady i stanął w czteroosobowej kolejce, kiedy do sklepu weszła Hermiona i stanęła w kolejce za ślizgonem.

Gdy Malfoy skończył zakupy, i chciał odejść od kasy, Hermiona zaczepiła go.

- Zaczekaj na mnie – powiedziała

--26--

Hermiona zapłaciła za swoje zakupy (trzy czekoladowe żaby i „Gadający Zeszyt”) i podeszła do Malfoya, który czekał na nią przy drzwiach wyjściowych.

- Chciałaś coś ode mnie? – zapytał patrząc przez oszklone drzwi na czarodzieja, który próbował za pomocą czarów zmusić śnieg, żeby sam uformował się w bałwana.

- Tak. Chciałam cię przeprosić za wczoraj… - Draco zaczął jeszcze intensywniej obserwować czarodzieja na polu, któremu udało się właśnie doprowadzić do tego, że śnieg, który wcześniej spokojnie leżał na ziemi, wylądował na jego własnej głowie.

- Nie masz mnie za co przepraszać. – Malfoy w końcu spojrzał dziewczynie w oczy – Ty należysz do Zakonu, ja jestem Śmierciożercą…

- Skąd wiesz o Zakonie? – Hermiona prawie krzyknęła ze zdziwienia.

- Ach, o Zakonie… - Malfoy wyglądał na zmieszanego – Wiesz, kiedyś Syriusz… a zresztą nieważne. – Zakończył, widząc reakcję Hermiony na wspomnienie Syriusza

- Znałeś Syriusza?! I przez cały czas wiedziałeś o Zakonie? – Hermina nie mogła zrozumieć, jakim cudem.

- Właściwie…tak

- I mogłeś im wszystko powiedzieć – teraz Hermiona patrzyła na czarodzieja za oknem – Ale tego nie zrobiłeś.

- Wiesz, że Syriusz należał do mojej rodziny, prawda? – zapytał ślizgon po chwili, zmieniając niewygodny temat

- Wiem. Był „czarną owcą”.

- Był moim najlepszym przyjacielem. – Malfoy spuścił wzrok.

Hermiona spojrzała na ślizgona. To była najbardziej nieprawdopodobna rzecz, jaką w życiu usłyszała. A mimo to wiedziała, że Malfoy mówił prawdę.

Gryfonka przez chwilę nie była w stanie nic powiedzieć.

- Ale dlaczego… - zaczęła po chwili – dlaczego Syriusz nic nam nie powiedział?

- I tak mi nie uwierzysz – Malfoy nie chciał rozmawiać o tych wszystkich rzeczach, stojąc w drzwiach sklepu pełnego ludzi.

- Pewnie masz rację - Hermiona dalej była pod wrażeniem słów które przed chwilą usłyszała – Naprawdę, nie pomyślałabym… - powiedziała do siebie, patrząc za okno

--27--

Po powrocie do zamku Hermiona poszła do Harry’ego i Rona, żeby im wszystko opowiedzieć. Jednak im bardziej zbliżała się do ich pokoju wspólnego, tym mniej miała pomysłów, jak choćby zacząć rozmowę. Była już pod ich drzwiami, kiedy stwierdziła że i tak nie jest w stanie im nic powiedzieć. I chcąc nie chcąc, musiała zawrócić, bo właściwie sama już nie wiedziała czego chce. Z jednej strony Harry i Ron byli jej najlepszymi przyjaciółmi, i chciała im wszystko opowiedzieć, ale z drugiej strony wiedziała, że i tak jej nie uwierzą, jeśli po prostu powie, że „Malfoy jest inny niż się wydawało”, a po za tym nie chciała wspominać przy Harrym o Syriuszu. Wróciła się więc do swojej sypialni, z ogromnym poczuciem winy, że okłamuje swoich przyjaciół.

--28--

Hermiona siedziała na fotelu w pokoju wspólnym ze wzrokiem utkwionym za oknem. Na dworze była straszna śnieżyca, framugi okien tłukły się niemiłosiernie. Gryfonka, choć sama właściwie nie wiedziała dlaczego, zawsze lubiła taką pogodę. Miała wtedy wrażenie że na dworze zaraz stanie się coś strasznego, a ona będzie mogła zza bezpiecznego okna, siedząc w miękkim fotelu, obok ciepłego kominka, spokojnie się temu przyglądać. Wsłuchiwała się w dźwięki wiatru, który świszczał i pohukiwał złowrogo na dworze.

Właściwie wcale nie chciała widzieć się Malfoyem. Po tym co usłyszała – że Syriusz się z nim przyjaźnił – bała się, że może usłyszeć coś złego o Syriuszu, a naprawdę tego nie chciała. Zapamiętała go jako przyjaciela, i chciała żeby w jej myślach na zawsze takim pozostał.

„Ferie się kończą” – pomyślała. Wiedziała, że już niedługo będzie miała o wiele mniej okazji do rozmów z Malfoyem, i choć miała nadzieję, że po prostu zapomni o wszystkim, o czym jej powiedział, wiedziała, że to wcale nie będzie łatwe. W końcu, nie mogąc dłużej wytrzymać sama w ciemnej komnacie, postanowiła pójść do biblioteki, żeby zanurzyć się w lekturze jakiejś przyjemnej książki z happy-endem i zapomnieć i całym realnym świecie.

--29--

Draco szedł długim korytarzem na lekcję wróżbiarstwa (zajęcia były we ferie, ponieważ w roku szkolnym nie było wróżbiarstwa przez dwa tygodnie z powodu choroby profesor Trelawney). Rzadko tamtędy chodził, ponieważ jego dormitorium – Slytherin znajdowało się w lochach. Po za tym na najwyższym piętrze zamku nie znajdowało się nic innego niż klasa profesor Trelawney, a każde choćby wspomnienie sekundy spędzonej w tym pomieszczeniu przyprawiało ślizgona o mdłości. Do okrągłej komnaty wchodziło się po drabinie, przez klapę w suficie. Kiedy Malfoy wszedł do klasy, ciężki i natrętny zapach od razu uderzył mu w nozdrza. Przypominał on trochę mieszaninę zapachów kociej sierści, kawy i silnej woni fiołków. Pomiędzy okrągłymi stolikami, wyposażonymi w szklane kule i porcelanowe filiżanki kroczyła, jak zwykle owinięta ogromną ilością atłasowych chust i apaszek profesor Trelawney.

- Zaczynamy lekcję – oznajmiła sennym głosem.

Całą godzinę wróżbiarstwa Malfoy myślał o tym, co powiedział Hermionie. Nie był pewny czy powinien był jej mówić takie rzeczy o Syriuszu. Bynajmniej, nie były to kłamstwa, Syriusz zawsze był dla niego przyjacielem. I to najlepszym – chociażby dlatego że tak naprawdę jedynym. Draco bardzo przeżył jego śmierć, i wiedział, że dla Hermiony, która przecież też dobrze znała Blacka, również nie było to łatwe doświadczenie.

Lekcja skończyła się nadzwyczajnie wcześnie. Jeszcze nigdy godzina z profesor Trelawney nie minęła ślizgonowi tak szybko. Draco wyszedł z klasy wróżbiarstwa, i udał się do swojej sypialni. Miał ochotę zamknąć się w komnacie, położyć się na łóżku i bezmyślnie gapić się w sufit, aż nadejdzie ranek. Kiedy ślizgon przechodził obok wejścia do skrzydła szpitalnego, zauważył osobę, z którą rozmowa była ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę – Pansy Parkinson. Ta dziewczyna kochała się w nim chyba już od pierwszej klasy, i przy każdej okazji zanudzała go swoimi zwierzeniami, streszczając przy tym wszystkie odcinki telenowel, jakie zdążyła obejrzeć. Malfoy skręcił w pierwszy lepszy korytarz, mając nadzieję, że ślizgonka go nie zauważyła.

- Draco!! Draco, poczekaj!! – usłyszał za sobą.

„Za późno” – pomyślał i odwrócił się w stronę Pansy.

- Cześć. Co słychać? – zrezygnowany Malfoy rozpoczął rozmowę

- U mnie nic ciekawego. – powiedziała piskliwym głosem Pansy – ale słyszałam, że chodziłeś po Hogsmeade z tą szlamą, która kumpluje się z Potterem?

- W pewnym sensie – Malfoy demonstracyjnie spojrzał na zegarek – Posłuchaj Pansy, bardzo się spieszę, więc muszę już lecieć – Kłamał. Miał aż za dużo czasu, ale była to najlepsza wymówka, jaką był w stanie wymyślić.

- Okej. Zobaczymy się w sobotę? – Zawołała za oddalającym się ślizgonem Pansy, ale Draco był już na tyle daleko, by móc udać, że jej nie słyszy.

Malfoy odetchnął w myśli. Za każdym razem, gdy widział tą dziewczynę chował się w najbliższe miejsce, ale Pansy i tak nie przestawała za nim chodzić.

Najgorsze było to, że w opinii publicznej (całego Hogwartu), był szalenie w niej zakochany.

--30--

Hermiona wracała z biblioteki, niosąc stos książek, które w końcu zdecydowała się pożyczyć. Chciało jej się spać, była już prawie północ.

Korytarze zamku oświetlone były tylko pojedynczymi świeczkami, więc było dość ciemno. Do tego stos książek zasłaniał jej cały widok, więc mogła się zdać tylko na intuicję. Nagle z ciemności wyłoniła się przed nią sylwetka, kogoś, kto szedł w przeciwnym kierunku. Było za późno, żeby uniknąć zderzenia. Hermiona wpadła na niego, wypuszczając ręki wszystkie książki, i przewracając się na ziemię.

- Ups! Przepraszam! – usłyszała nad sobą głos nie kogo innego tylko… Malfoya!

- Znowu ty? – zapytała odwracając głowę w stronę ślizgona

- Dlaczego „znowu”? Jeszcze nigdy na ciebie nie wpadłem! – zaśmiał się Draco, pomagając dziewczynie wstać i pozbierać książki – Co ty tu robisz o północy?!

- Mogę się ciebie zapytać o to samo.

- Wracam się z wróżbiarstwa…

- Które skończyło się pięć godzin temu! – wpadła mu w słowo Hermiona

- No… musiałem jeszcze coś załatwić

- Aha. Idziesz do dormitorium?

- Właściwie tak. Dlaczego pożyczyłaś tyle książek? – Malfoy przewrócił oczami

- Ferie się kończą, jeszcze nie zauważyłeś?

- Daj spokój, jutro Boże Narodzenie! Chyba nie będziesz czytać!!!

- A właśnie że tak

- Nie wierzę.

- Ha ha. – powiedziała ponuro Hermiona – To już twój problem.

Szli przez chwilę w milczeniu. Hermiona miała ochotę zapytać Malfoy’a dlaczego Syriusz powiedział mu o Zakonie, ale jakoś te słowa nie mogły jej przejść przez gardło. Chciała porozmawiać ze ślizgonem o Blacku, ale nie wiedziała jak.

- Malfoy… - zaczęła – Słuchaj, nie obraź się, ale… - Urwała. Nie miała pojęcia jak skończyć.

Malfoy przystanął i spojrzał dziewczynie w oczy.

- Chodzi ci o Syriusza? – Draco wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Spuścił wzrok. – Ja naprawdę, zawsze się z nim przyjaźniłem… właściwie tylko z nim

- Ale ja tego nie rozumiem… - szepnęła Hermiona – On był ojcem chrzestnym Harry’ego. Mógł mu powiedzieć że jesteś… no wiesz… nie taki jak wszyscy myślą.

- Nic wam nie powiedział… - Malfoy przygryzł wargę – bo go o to prosiłem.








Autorka: Czerwona Wisienka

Opublikowane: 2005-10-23 (7320 odsłon)

[ Wróć ] | Powrót do strony głównej

Z ostatniej chwili
· Zabawny wywiad z Danem w
· Nowe figurki wchodzą na rynek
· Dołącz do redakcji!
· Sesja zdjęciowa Emmy dla "Vogue"
· Matt na konwencji Dragon*Con
Stats
Top Users
1Gosia199362480
2Aniaaa52060
3bellatrix48110
4gibol141245610
504beata44070
6Ala43410
7Marta_Evans42320
8Lina38500
9Elomi36730
10gosia4433820

zobacz ranking...

Prorok Codzienny
Zobacz archiwalne numery
Współpraca

harry potter

Harry Potter: gra MMORPG

PROFI CREDIT Międzyrzec Podlaski i okolice
Pożyczka na dowolny cel.w firmie pożyczkowe...

Kredyt na start?
Czy ktoś orientuje się, na bazie jakich kryteriów...

Bogaty POMOŻE osobie z Warszawy tel. 887-252-897
Milioner pomoże w spłacie zadłużenia. Tylko osoby...

Kategorie
· Wszystkie kategorie
· Fan Zone
· Filmy
· Gry
· HP News
· Inne
· Książki
Szukaj!


On-line
Aktualnie jest 53 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
Zagłosuj!
Czego Ci brakuje najbardziej na stronie?




Wyniki
Ankiety

Głosów 0
© Copyright 2003-2008 by HPNews.pl .
P-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi.
Tworzenie strony: 0.27 sekund
Page created in 0.272062 Seconds